Ukryte życie Maryi

Ukryte życie Maryi

Père Thomas Philippe
(fragmenty)

Wprowadzenie
Duchowość dziecięctwa,
czyli małość

[…] Święci naszych czasów to z pewnością ci, którzy w swych pismach położyli największy nacisk na wewnętrzne ubóstwo, na ducha małości, który tak opatrznościowo współgra z delikatniejszym stanem zdrowia nas wszystkich, często domagającym się łagodzenia surowych praktyk naszych przodków. Duch małości polega przede wszystkim na ciągłym umartwianiu pamięci, wyobraźni, rozumu, wszystkich zmysłów tak, aby od pierwszej chwili wyzbywać się zła, nad którym małemu dziecku Maryi, trwającemu w Bożej obecności, łatwo jest jeszcze zapanować.
Natomiast nigdy przedtem moralność epoki nie przeciwstawiała się aż tak bardzo owemu duchowi małości, iż bezwiednie patrzymy zawsze najpierw z ludzkiego i psychologicznego punktu widzenia, a nie z punktu widzenia wiary i nadprzyrodzonej miłości.

Określony typ współczesnej literatury nad wyraz pielęgnował pojęcie własnego „ja”. Powie ktoś: „ja” głębokiego, lecz przecież chodzi właśnie o „ja”, które ma upodobanie w sobie, które lubi się sobie przyglądać, siebie analizować, o „ja” znajdujące swoistą estetyczną przyjemność w przyglądaniu się własnym wewnętrznym przeżyciom. Ono być może nie posiada wad tak poważnych jak to, które popisuje się przed innymi – te wady są jaskrawe i może dlatego często mniej niebezpieczne, ponieważ są o wiele bardziej upokarzające. Ale jeśli pragniemy prawdziwej bliskości z Jezusem, to uwodzicielskie „ja”, które z taką łatwością przyjmuje pozory cnoty, musi zamilknąć. Ono stanowi najpoważniejszą przeszkodę dla ducha małości, której ta bliskość się domaga.

Bóg – przy wszystkich trudnościach, jakie nasza epoka stawia przed życiem konsekrowanym – pragnie, aby niektóre zakony na nowo przeżyły swój rozkwit. […]
Z nadprzyrodzonego punktu widzenia ów rozrost […] wymaga, aby równolegle z nim pogłębiać bliskość z Bogiem, stąd i postawę małości. Boska równowaga domaga się tego, abyśmy wszyscy czuwali nad tym równoległym rozwojem zmierzającym ku maleńkości.

Uległości wobec Ducha Świętego nauczyć nas może tylko Maryja. Czyż nie po to jest naszą Królową, wyłączną patronką każdego kontemplacyjnego domu, aby utrzymać określoną wewnętrzną jedność, niewidzialną, nieustannie pogłębianą, aby dla każdego być matką, która wprowadzi go w tajemnice swej małości? Pośrodku świata, który chce wszystko postrzegać w kategoriach wielkości, obok charakterystycznej dla niego skali przestrzeni i czasu. Maryja uczy nas mądrości, pokory i ubóstwa chwili obecnej, które mogą sprawić, że w każdym  miejscu i w każdym czasie potrafimy odnaleźć Wiekuistego, i że będziemy trwać w Jego Miłości. […]

Aktualne trudności – zwłaszcza w dziedzinie życia duchowego i ogołocenia, wraz ze spoczywającym na kontemplatykach obowiązkiem duchowego wynagradzania (compensations divines) – są tej miary, że już nie wystarczy, jak się wydaje, podążanie za takim czy innym duchowym mistrzem, ale trzeba uciekać się bezpośrednio do Tej, która przez swe Niepokalane Poczęcie tkwi u źródła całego życia duchowego. […]

Tajemnica życia Maryi ukazuje wyraźnie nasze miejsce w Mistycznym Ciele Jezusa, organiczną funkcję, która nam przynależy, a przez to i naszą rolę w świecie w tym szczególnym momencie, gdy świat zapomina o dwóch podstawowych powinnościach, o modlitwie i poświęceniu. Tymczasem są to dwa podstawowe środki, którymi Duch Święty posłużył się, aby przygotować, w Maryi i przez Maryję, przyjście Jezusa nadające cel światu. […]
Jeżeli umożliwimy Maryi spotkanie z nami bez przeszkód w głębi naszych dusz, to Ona pomoże nam zrozumieć, że modlitwa pełna milczenia, której nade wszystko oczekuje się od kontemplatyka i która była życiem Jej duszy, jest adekwatną odpowiedzią na to podwójne wezwanie. Miłosne zjednoczenie dokonuje się bowiem poprzez dar całkowity, który tutaj na ziemi zawsze zakłada całkowite poświęcenie siebie na nowej drodze. Odkryć ją może przed nami tylko Duch Święty – tą drogą jest małość i serdeczna, głęboka miłość.

 

I
Życie konsekrowane Maryi
naturalnym przedłużeniem Niepokalanego Poczęcia

  1. Życie wewnętrzne Maryi:
    świadomość Niepokalanej,
    a świadomość naszego „ja”

Przez Niepokalane Poczęcie Maryja od chwili urodzenia miała pełnię łask przewyższającą łaski wszystkich aniołów i wszystkich świętych.
Przyjrzyjmy się, co w konsekwencji przyniósł Maryi ów wyjątkowy przywilej dla Jej duchowego rozwoju. Spróbujmy dostrzec, jak bardzo psychologia Niepokalanej, czy ściślej: jak Jej „wnętrze”, Jej świadomość, różni się od psychologii innych ludzi, grzesznych ludzi, a nawet od ich świadomości psychologicznej.

Jesteśmy jakby u źródła całej duchowości dziecięctwa i małości. Maryja poczęła się w łasce. Po urodzeniu pierwszym odruchem Jej duszy jest więc poruszenie nadprzyrodzonej miłości, która łączy Ją z Bogiem na wieczność. Przez całe życie trwać będzie w tym miłosnym zjednoczeniu, od którego się nigdy nie oddali, którego nie zakłóci żadne rozproszenie, które każdego dnia będzie się pogłębiać i nabierać coraz większej intensywności.
Spróbujmy zgłębić tę wielką tajemnicę leżącą u podstaw owego wyjątkowego sposobu postępowania, w którym Duch Święty uświęca Maryję.

 

Miłość maleństwa do matki a powstawanie naszego „ja”
( skutki grzechu pierworodnego) 

Bóg tak wyposażył ludzką naturę, że w sposób oczywisty pierwszą świadomą postawą maleństwa, postawą bezpośrednią, bez uprzedniej refleksji, lecz jeszcze całkowicie ukrytą, jest pierwsza najwcześniejsza miłość – naturalna miłość do swojej matki. Opatrzność Boża sprawiła, że nowonarodzone maleństwo w chwili urodzenia, różniąc się pod tym względem od młodych zwierząt, nie jest w stanie samo z siebie zaspokoić swoich podstawowych życiowych potrzeb i z konieczności przyjmuje postawę bierności odniesieniu do swojej matki.

Maleństwo to jest istotą ludzką. Głębokie, trwałe konsekwencje jego pierwszych zachowań – rzutujące na całe przyszłe życie, nawet gdy chodzi o czysto duchową aktywność – ukazują wyraźnie, iż od samego początku jego postawa nie jest samą zmysłowością, ale jest przeniknięta czysto naturalną duchowością. Gdy chodzi o świadome poruszenia ludzkiego życia, to czyż cel, według świętego Tomasza, nie znajduje się na początku owego poruszenia, w rzeczywistym, świadomym jego pragnieniu?

Pierwsze kontakty maleństwa ze swoją matką dokonują się zanim zaczną funkcjonować zmysły wewnętrzne i wyobraźnia, a nawet zmysł wzroku. Kontakty te bardzo ściśle związane są z dotykiem. Dokonuje się on w sposób niezwykle czysty, prosty i głęboki, ponieważ z jednej strony nie towarzyszy mu żadna domieszka wyobraźni, a z drugiej strony zaznacza się tu bezpośredni wpływ inteligencji i woli, które w sposób konkretny i zmysłowy, w tym dotykaniu, uświadamiają sobie substancję i egzystencję. Ten żywotny, jakby substancjalny (a więc konkretny) dotyk nie może mieć swego źródła w niczym innym, jak tylko w miłości.

Od grzechu Adama ta pierwsza naturalna miłość, niezwykle czysta w swej substancji, jest zarazem nadzwyczaj krucha i niedoskonała w swoim wyrazie. Z powodu grzechu pierworodnego nie rodzimy się w stanie łaski – jesteśmy jej pozbawieni. Natura ludzka, która w swej cielesności posiadała relację do łaski, została przez jej utratę głęboko dotknięta. Jest zraniona, co nie znaczy, że została zniszczona w swojej naturalnej substancji. Pierwszy odruch ludzkiego życia, „uruchomienie” owego żyjącego, świadomego, miłującego mechanizmu jakim jest człowiek, zależy bezpośrednio od Boga, Stwórcy duszy i głównej przyczyny jednoczącej duszę z ciałem. Pierwsza postawa człowieka, jak i pierwsze działanie anioła nie może być inne, jak tylko dobre, nie może być niczym innym, jak tylko miłością. Już święty Tomasz uznawał, że przed poznaniem celu i jego pragnieniem, istnieje naturalna miłość celu.

Jednakże małe dziecko zrodzone z człowieka grzesznego, noszące znamię grzechu pierworodnego, nie będzie trwać w tej pierwszej postawie, którą dała mu u początku życia Opatrzność. W jego ciele kryje się cały odziedziczony, dotknięty grzechem potencjał, który wkrótce się objawi i sprawi, iż porzuci ono tę postawę miłości. Jego ludzkie życie toczy się w kręgu rodzinnym, w świecie, w którym działają skutki grzechu. Z chwilą, gdy tylko siły małego dziecka rozwiną się na tyle, iż zaczyna być świadome swojego otoczenia, a ponadto pragnie poruszać się i działać z własnej woli – wówczas nie wystarcza mu już ta pierwsza pochodząca z natury i tak krucha miłość, skierowana niemal wyłącznie do matki, ojca oraz najbliższych. Nie jest ona dostatecznie mocna, ażeby przezwyciężyć i podporządkować sobie wszystkie przeciwstawne tendencje, które się w nim rodzą i które chcą przybrać świadomą i konkretną formę na niższym poziomie konstytuując owe „ja”, czyli świadomy podmiot dążący do podporządkowania sobie wszystkiego, pragnący być centrum i celem wszystkiego.

Zresztą naturalna wrażliwość grzesznej matki nie posiada już w pełni tej czystości, delikatności i szlachetności, która byłaby konieczna, ażeby na tę pierwszą miłość adekwatnie odpowiedzieć. Bardzo często matka w sposób nieświadomy rozczarowuje dziecko i zawodzi je. Odnosi ono wrażenie, że zostało opuszczone, porzucone, niezrozumiane. Stąd jego łzy i lęki. Pierwsza miłość dziecka do matki powoli traci pełnię zaufania i oddania. Obroną i reakcją na ów niepokój jest formowanie się własnego „ja”, które wchodzi w miejsce miłości. Dziecko na pewno zachowuje głębokie przywiązanie do swojej matki. To przywiązanie nie posiada jednak już owej bezpośredniości i pełni charakteryzującej aktualnie i świadomie autentyczną miłość.

Pierwsza miłość, wypchnięta z bezpośredniej świadomości, pozostaje jednak w sposób ukryty i stały obecna. Wzbudza ona głębokie uczucia sprawiając, że wiara i zaufanie do własnych rodziców, nauczycieli, wspólnoty, otaczającej i kształtującej je przyrody, są dla dziecka czymś oczywistym. Trzeba także stwierdzić, iż w okresie poprzedzającym wiek rozumny, gdy jeszcze samo nie dokonało wyboru swego celu ostatecznego, owe głębokie uczucia, utrwalane i wzmacniane autorytetem i uczuciową więzią rodziców, umacniają go w jego naturalnych orientacjach życiowych, przezwyciężając wrodzone tendencje „ja” i kierując je ku Bogu.
Ale pojawia się już w nim konflikt i walka między gwałtownym, niecierpliwym, agresywnym „ja”, które pragnie wszystko do siebie sprowadzać, a głębszymi uczuciami, bardziej uległymi i nie tak bezpośrednimi. Prowadzą one do przyjęcia z pokorą i serdecznością swego miejsca jako części w szerszym, wspólnym życiu, a przez to skierowują do celu ostatecznego.

 

Życie łaski, nowe narodzenie
Życie łaski pod wpływem natchnień Ducha Świętego sprawia, że człowiek dorosły w sposób nadprzyrodzony, świadomy i wolny przyjmuje na nowo postawę wiary, ufności i szczerej pobożności tak naturalnej dla maleństwa. Celem życia na etapie oświecenia jest rozwijanie w nas ducha dziecięctwa, będącego duchem wiary i nadziei człowieka oświeconego i inspirowanego darami Ducha Świętego.

Ale etap oświecenia nie kończy się na skłonieniu nas do postępowania wedle prawa Bożego w duchu synowskim, ale wzbudza w nas gotowość do tego, byśmy chcieli się do Niego zbliżyć, abyśmy dzięki łaskom pokoju i zjednoczenia żyli w Jego obecności i w bliskości z Nim. Dary Ducha Świętego nie są nam dane wyłącznie po to, by z pomocą rozumu doskonalić się w cnotach moralnych i w pełni realizować cele naturalne w nadprzyrodzonym duchu i orientacji – lecz są nam dane przede wszystkim w relacji do Boga, aby umożliwić cnotom teologalnym, a zwłaszcza miłości, rozwinięcie się tutaj na ziemi w sposób dla nich właściwy.

Etap oświecenia, ze względu na jego głęboką, pochodzącą wprost z miłości inspirację, przygotowuje nas do życia w zjednoczeniu z Bogiem […].
Gdy przejdziemy całe oczyszczenie bierne, ogołocenie rozumu, wyobraźni i pamięci, gdy umrze nasze „ja”, to naprawdę dochodzi do nowych narodzin, dzięki którym odnajdujemy w absolutnej ufności i w całkowitym oddaniu postawę umiłowania charakteryzującą maleństwo w obliczu swojej matki.

Jednakże mistyk – zanim odnajdzie tę ufność bez rozdźwięku, która charakteryzuje maleństwo – musi sam także poznać prawdziwą agonię i niepokoje małego dziecka będące u źródeł kształtowania się jego własnego „ja”. I może przez długi okres życia pozostawać rozdarty pomiędzy chwilami absolutnie ufnej miłości, i chwilami potwornego opuszczenia, bez postaw pośrednich charakterystycznych dla zwykłej psychologicznej postawy, tej „normalnej”, którą człowiek sobie wyrabia jakby świadomie i naturalnie pod naciskiem własnego „ja”.

Tymczasem rozwój życia pod wpływem łaski, pod natchnieniem Ducha Świętego, zmierza w absolutnie przeciwnym kierunku niźli to, ku któremu kieruje nas nasze „ja”. Duchowi Świętemu nie chodzi o to, abyśmy spokojnie „płynęli” z nurtem rzeki. On nieustannie przyczynia się do tego, abyśmy zawsze zmierzali do źródła i – pomimo wszystkich  nieszczęsnych deformacji wynikających z grzechu, pomimo naszych godnych pożałowania osiągnięć – odnaleźli najczystsze źródło bezpośrednio pochodzące od Boga.

 

Miłość maleńkiej Maryi
Maryja, Niepokalana, poczęła się w łasce. W Niej łaska poprzedza naturę. Ona rodzi się w stanie łaski. Ten wyjątkowy sposób uświęcenia zakłada, iż sama miłość w swym działaniu poprzedziła w Niej tworzenie się owego „ja”. Pierwszym Jej życiowym ruchem jest nie tylko słaba i niedoskonała miłość odnosząca się wyłącznie do matki, lecz także miłość doskonała, żywa, nadprzyrodzona, miłość posiadająca w Niej już swą pełnię. Łaska Maryi od samego początku jest łaską królewską, która przystoi Królowej świata – Jej miejsce, dzięki Boskiemu przeznaczeniu, jest ponad wszystkimi aniołami, i ponad wszystkimi ludźmi.

W Maryi pierwsza miłość, miłość maleństwa do swojej matki, jest przemieniona w sposób nadprzyrodzony przez łaskę. To nie jest już tylko miłość o niewielkim stopniu świadomości, która na osobie matki niejako się zatrzymuje. Jej przedmiot się nie zmienia, lecz różni się ona istotnie. Jest miłością wciąż niezwykle prostą, niezwykle ubogą i ogołoconą z punktu widzenia rozumu i wyobraźni, podobnie zresztą jak każda miłość; ale zarazem jest to już niezwykle silna miłość z racji Bożego dotyku i wszystkiego, co się z nim wiąże.

Przez świętą Annę Maryja bezpośrednio i dosłownie dosięga samego Boga, którego od pierwszej chwili swego życia miłuje tak jak matkę, nieskończenie bardziej niźli swą własną matkę, która przecież jest osobą świętą. Miłość ta już od pierwszej chwili przepełnia serce maleńkiej Maryi, która na zewnątrz nigdy niczego nie będzie poszukiwała, która nawet na moment nie będzie nigdy usiłowała uciec w wyobraźni spod słodkiego i silnego pochwycenia tej miłości – miłości, która łączy Ją z Duchem Świętym, która od chwili urodzenia w Nim i przez Niego umieszcza Ją na łonie godnej uwielbienia Trójcy.
Niepokalana rozpoczyna swoją ziemską drogę u szczytu etapu zjednoczenia, do którego najwięksi święci dochodzą pod koniec swego życia, gdy po różnorakich doświadczeniach i umartwieniach ich własne „ja” w końcu zamiera.

Miłość w życiu świętych jest na początku natchnieniem ich czysto ludzkiej aktywności, ale na aktywności nie poprzestaje, potem bowiem wyraża się także w pasywności, która jest dla miłości stanem naturalnym. Ta pasywność pojawia się najpierw sporadycznie, następnie dąży do pogłębienia a z czasem zaczyna być nieustannie obecna, zaczyna ukrycie tkwić u podłoża wszelkiej aktywności. W końcu sama ta miłość bierna, ale mogąca swą biernością inspirować, a zarazem obejmować każdą aktywność, zaczyna być stanem spontanicznym i trwałym, umożliwiając świętym odnalezienie owej naturalnej postawy maleństwa.

Miłość w Maryi, Królowej wszystkich świętych, od pierwszej chwili Jej ziemskiego życia osadzona jest z nieporównywalną czystością i pełnią w owym stanie miłości maleństwa. Na przestrzeni całego Jej życia miłość pozostaje ta sama, a zarazem wciąż się pogłębia, wciąż wzrasta jej intensywność. Maryja pośród wszystkich świętych uczyniła największy postęp w miłości […].

Życie łaski nie jest w Niej jedynie nieustanną wspinaczką bez przystawania, bez zbaczania, czy zwalniania tempa, lecz jest ustawicznym nieprzerwanym wstępowaniem, którego inspiratorem jest Duch Święty. A zarazem jest to ta sama pierwsza miłość, która trwa, inspiruje, i ogarnia każdą Jej aktywność, całe Jej życie ludzkie i życie Boże, Jej postawę fizyczną i psychiczną.

Jednakże pojęcia czysto ludzkiej psychologii nie są w stanie wyrazić tej tajemnicy. One wręcz ją zaciemniają, ponieważ Maryja nie posiadała nigdy zwykłej psychologicznej samoświadomości. Nie istnieje w Niej „ja”. Jej świadomość ukształtowała się, a raczej została ukształtowana przez Ducha Świętego, na głębszym poziomie, zanim „ja” mogło powstać – dzięki temu Maryja posiada świadomość mistyczną głębszą, mocniej Ją z Bogiem jednoczącą i intensywniejszą od kogokolwiek. Ta mistyczna świadomość nie została ukształtowana przez światło, ale przez miłość nadprzyrodzoną, jakby wcieloną w Jej jestestwo. Jest to wielka tajemnica Jej „wnętrza”, Jej Niepokalanego Serca.

 

  1. Istotne cechy mistycznej świadomości Maryi:
    ubóstwo w duchu, pokora serca i dziewicza  miłość

Spróbujmy odkryć istotne cechy mistycznej świadomości Maryi, które ją w tak zasadniczy sposób odróżniają od psychologicznej świadomości naszego “ja”.
Niepokalana, podobnie jak Jezus, wzrasta „w mądrości i w latach”. Rozwija się w Niej zdolność poznawcza, wola, wszystkie siły motoryczne, uczuciowość i zmysłowość. Jednakże rozwój tak tajemniczego życia całkowicie różni się od naszego. Jest to wzrastanie w mądrości i wzrastanie w latach, w którym mądrość Ducha Świętego zawsze wyprzedza wiek.

Inaczej jest u nas. Nasze własne „ja” jest źródłem dynamizmu całego naszego psychicznego życia. Dwie podstawowe cechy wyznaczają ów dynamizm: pierwsza to świadomość refleksyjna, która zawsze dąży do skupienia się na sobie, do sprowadzenia wszystkiego do siebie, nastawiona na gromadzenie, na to, by mieć; druga to przesadna aktywność, która dąży do podporządkowania sobie wszystkich i wszystkiego, posiadająca rys agresywny, zawsze i wszędzie poszukująca dla siebie wygody i przyjemności.
Toteż nasze „ja” tworzą trojakiego rodzaju pożądania: instynkt posiadania, który wyciska szczególne psychologiczne piętno, głównie w zakresie aktywności umysłu spekulatywnego czy praktycznego; instynkt dominacji, który mimowolnie wypacza wprowadzanie woli w czyn; w końcu instynkt używania, który kala całą naszą zmysłowość.

W Maryi miłość jest tym, co jednoczy wszystko, co nadaje ducha i ukierunkowuje całe Jej życie. Ta miłość, przeciwnie niż nasze „ja”, daje Jej bezpośrednią świadomość ukierunkowaną całkowicie na Umiłowanego. Świadomość jednocześnie otwartą na miłość, spragnioną jej i pragnącą dać tej miłości odpowiedź przez ofiarowanie siebie i rzeczywiste poświęcenie.

Nasze „ja” jest duchem własnym, wolą własną, miłością własną, czyli egoizmem. Miłość jest ubóstwem, pokorą i łagodnością, czystością serca i poświęceniem. Podejmijmy medytację nad tymi trzema cechami, które stanowią źródło trzech ślubów podejmowanych z pobudek religijnych.

 

  1. Ubóstwo w duchu

Niepokalana jest nade wszystko uboga w duchu, co decyduje o rozwoju Jej funkcji poznawczych, aktywności umysłu spekulatywnego i praktycznego. Maryja nie znała w ogóle instynktu posiadania, który tak wcześnie budzi się u małego dziecka i dąży do zawłaszczania ludzi i rzeczy.

Dzięki swej miłości Maryja zawsze trwała w duchu ubóstwa, niczego sobie nie przywłaszczając. Spontanicznie, samym ciężarem tej miłości, niczego w sobie nie gromadzi na podobieństwo skarbu, którego trzeba strzec zazdrośnie. Nie, zawsze wszystko oddaje swojemu Bogu.

Maryja nie znała w ogóle wzbudzanej przez niecierpliwy umysł nadmiernej ciekawości, której nie zaspokaja sama miłość, ani całkiem proste akty ufnej wiary wsłuchującej się w słowo Oblubieńca. Nie znała w ogóle potrzeby poznawania dla samego poznania, czyli wzbogacania samej siebie, zapewniania sobie określonego bezpieczeństwa, stwarzania sobie azylu, czy pociechy. Nie znała potrzeby gromadzenia obrazów, pamiątek, wyobrażeń i myśli tworzących jakby wewnętrzny wszechświat, który konstruujemy sami, w którym czujemy się panem i królem, wszechświat, który sprawia, że jest od najmłodszych lat tym, co posiada dla człowieka największą wartość.

Otóż nie ciekawość a gorliwość jest owym źródłem, dzięki któremu rozwijają się wszystkie Jej zmysły, wyobraźnia i umysł. Jest to gorliwość inspirowana i otaczana przez Jej wiarę, która jest wiarą maleństwa ufnego – nie spodziewającego się niczego od siebie, maleństwa oczekującego wszystkiego od swojego Ojca, przyjmującego wszystko z pokorą i wdzięcznością.
Wszelka poznawcza aktywność Maryi inspirowana jest bezpośrednio przez miłość, która przekształca się w pieśń chwały, wdzięczność, adorację. Toteż niczego sobie nie przywłaszcza z zakresu wiedzy. Nie ma w Niej podmiotu odnoszącego zawsze wszystko do siebie. Ona cała w swej miłości jest relacją do Boga, jest zawsze Służebnicą, jest przede wszystkim Służebnicą ubogą.

Od pierwszej chwili życia miłość wypowiedziała się w Niej w formie najprostszej, najbardziej ogołoconej, a przez to najmocniej jednoczącej Ją z nieskończoną Miłością. Miłość zrealizowała się w sposób nadprzyrodzony, wcieliła się w materiał ludzki, najuboższy z punktu widzenia elementów poznawczych i obrazowych, a przez to najbardziej uległy wobec Ducha Świętego.
Naturalna miłość maleństwa wypowiada się tylko poprzez określony elementarny dotyk, który daje mu świadomość rzeczywistego zjednoczenia, świadomość jakby substancjalną, która łączy maleństwo ze swoją matką. Oczywiście miłość w Maryi, jak już mówiliśmy, będzie stale wzrastać, i dzięki temu będzie Ją coraz bardziej zanurzać w łonie Ojca – ponad wszelką myślą, ponad wszelkim wyobrażeniem, w absolucie miłosnego zjednoczenia.

To, co święty Tomasz odkryje pod koniec swojego życia, to, czego święty Jan od Krzyża będzie nauczać w Drodze na Górę Karmel, jako szczytu mistycznego poznania, ponad którym jest już tylko niebo z wizją uszczęśliwiającą – tego wszystkiego maleńka Maryja jest świadoma jakby z natury, lecz w sposób nieskończenie głębszy i prostszy. […]
Oczywiście ta miłość Ją skłania, z chwilą gdy tylko osiąga dojrzałość, do poznawania Prawa i Proroków, do zapoznawania się ze Słowem Bożym, a ściślej, do przyjmowania za pośrednictwem innych wszystkiego, czego naucza Tradycja. Z pełną pokory i uległości wiarą, w miłującym skupieniu słucha swoich rodziców, starców, nauczycieli prawa przekazujących Jej całą Tradycję objawioną. […]

W sposób naturalny miłość daje Jej syntetyczne spojrzenie na całe Pismo, oświeca Ją światłem wypływającym z miłości […].
Jej dziecięce poznanie, które jest mistycznym poznaniem miłosnego zjednoczenia, posiada głębię o wiele większą niż ta która była udziałem największych metafizyków. Pomaga Jej ponadto zrozumieć figury prorockie i sens opisu stworzenia. Pod wpływem wewnętrznego światła Ducha Świętego jedno i drugie objawienie Boże, Stworzenie i Słowo dopełniają się i jednoczą. Dzięki temu Maryja przygotowuje się na przyjęcie trzeciego objawienia Bożego, które ma być dopełnieniem dwóch poprzednich – samego Wcielonego Słowa.

Ale miłość, która oświeca i inspiruje Jej wiarę, […] uwalnia Ją zarazem od tych wszystkich obrazów i opowieści, od wszystkich świateł będących nośnikami ludzkiej rzeczywistości, od wszystkiego, co stworzone. Jej miłość do Boga jest tak wewnętrzna i tak głęboka, że ani Jej wyobraźnia, ani rozum nie może poprzestać na tych zapowiedziach i symbolach.  Bóg, którego poznaje od wewnątrz, poza myślą, poza wyobrażeniami, wciąż zdaje się Jej być po wielekroć bardziej godzien miłości i tajemniczy.

Jednakże prorocze słowa, które przyjmuje w miłującej wierze – są bowiem słowami samego Jej Boga – nie mogą Jej miłości dać pokarmu substancjalnego, którego jest spragniona. Maryja, Królowa proroków, odkrywa w sposób nieskończenie głębszy, niźli sami prorocy, najgłębsze znaczenie proroctw – pozostaje jednak najuboższą w swej wierze. Jest najskromniejszą uczennicą swego Boga, stąd najbardziej Go spragnioną.

Łaska Niepokalanej jest dostosowana i jakby mierzona Jej macierzyństwem. Od chwili urodzenia Maryja posiada łaskę matki, a więc w Jej pierwszej miłości jest już jakiś rys macierzyński […].
Maryja stara się swojego Boga znaleźć spontanicznie, samym ciężarem swojej miłości, nie szuka Go w dziele stworzenia, ani nie w historii ludzkości, nie w historii swojego ludu – mimo, że poznawanego przez proroków – i nie w życiu wspólnoty, której cząstkę stanowi. Jej miłość charakteryzująca maleństwo, a zarazem już miłość matki, prowadzi Ją zawsze poza wszelkie stworzenie, poza wszelkie dzieła rąk ludzkich, aż do całkowicie samotnej i milczącej bliskości ze swym Bogiem, którego znajduje schodząc w siebie najgłębiej.

Po wysłuchaniu z pokorą i czcią proroków, po odmówieniu w braterskiej jedności ze swym ludem psalmów i hymnów Starego Testamentu, Maryja pragnie się oddalić, by w swoim pokoju znaleźć wytchnienie w modlitwie będącej pełnią milczenia, aby codziennie coraz bardziej zagłębiać się w miłosnym milczeniu, które jedyne potrafi zaspokoić płomienną żarliwość Jej serca. […] W Niej ubóstwo duchowe jest dogłębnie złączone z milczeniem. Żadne ludzkie słowo w swej istocie, nawet gdy jest natchnione przez Boga, nie może zaspokoić tego głębokiego pragnienia miłości, które kieruje Jej wiarą. Mimo, że wyraźnie nie zdaje sobie sprawy z tego, Jej macierzyńska miłość pragnie w istocie słowa substancjalnego, Słowa wiekuistego. I dopóki Ono nie jest Jej dane, dopóty milczenie jest spontaniczną postawą właściwą dla Jej duszy. […]

Milczenie zawsze prowadzi Ją do prostoty pierwszej miłości maleństwa do swego Boga; nie przemawia On jeszcze do Niej ani jako mistrz, ani nawet jako ojciec, lecz karmi Ją jak matka tym samym przenikając swą miłością całą Jej rzeczywistość. W tym milczeniu Duch Święty daje Jej przeczuć, iż nieskończona Miłość ma tajemne, o wiele głębsze, podobieństwa z naszą nędzną naturą, aniżeli z myślami czy obrazami naszego umysłu i wyobraźni, dokładnie dlatego, że materia jest całkowicie nieokreślona i absolutnie pasywna. Tym milczeniem, które Jej pozwala nieustannie trwać u samego źródła nadprzyrodzonego życia oraz odkrywać wciąż nowe głębie, Duch Święty przygotowuję Ją do wielkiej próby wiary, do Zwiastowania.

Wiara Maryi, ze względu na pełnię Jej miłości, rośnie przede wszystkim ku małości, ku duchowi ubóstwa. W Niej etap oświecenia wyprzedził etap zjednoczenia. A jeśli Bóg pragnie, żeby dla nas przebyła – z punktu widzenia wyrazistości – całą tę drogę wzrastania, drogę rozwoju, stanowiącego etap oświecenia, to Ona czyni to na drodze zjednoczenia. […]

W szkole Ducha Świętego Maryja nie poznaje historii tak, jak my, przenosząc się w czasie i przestrzeni. […] Ona poznaje ją w sposób nieskończenie bardziej Boski i bardziej realistyczny trwając w ubóstwie chwili obecnej, trwając w milczeniu, które jako jedyne da się pogodzić z rzeczywistością chwili. Tak więc Duch Święty w tym miłosnym milczeniu, które jedynie On może dać, łączy nas od wewnątrz z wiekuistą Miłością, i daje nam poznać, według swego Boskiego upodobania, wszystkie sprawy doczesne, odrywając nas zarazem od czasu i przestrzeni.
Takie jest ubóstwo duchowe, w którym niezmiennie trwa Maryja.

 

  1. Pokora i uległość Maryi

[…] Zamieszkująca w Maryi miłość sprawia, iż niejako z natury trwa w pokorze i łagodności. Maryja w ogóle nie znała potrzeby dominacji, narzucania się, wzmacniania siebie gestem, słowem, działaniem, które przecież tak wcześnie pojawia się u małego dziecka oznajmiając, iż rodzi się jego agresywne „ja” pragnące zrzucić z siebie jarzmo miłości.

W Księdze Rodzaju zabójstwo Abla przez jego brata Kaina pojawia się jako pierwsze następstwo grzechu pierworodnego. Zaś odkrycia współczesnej psychologii ujawniają, iż nasze „ja” w swej najgłębszej warstwie jest „ja” agresywnym. Dziecko, które już nie posiada bezgranicznego, ślepego zaufania do miłości, ani do uległości, której ona wymaga, pragnie unikać, przy pomocy własnych sił, pojawiających się przed nim przeszkód, a jednocześnie samo pragnie eksperymentować i doświadczać tych żywotnych sił, z których istnienia już zaczyna zdawać sobie sprawę. Zaczyna już „smakować” niezależności.

Potrzeba dominacji rodząca się z instynktu obronnego, a także ze świadomości naszej energii witalnej, tkwi w nas o wiele głębiej niźli potrzeba natychmiastowej przyjemności. […]
Agresywne „ja” i instynkt posiadania łączą się w nas, przeradzając się w głęboki egoizm, który tkwi tak głęboko, iż traktujemy go jako rzecz całkowicie normalną. Równocześnie zaspokajanie „przyjemności dla przyjemności”, ten płytki, bardzo widoczny egoizm naszego „ja”, traktujemy bez zastrzeżeń jako wadę. Natomiast te głębokie, z gruntu egoistyczne nastawienie naszego „ja”, które konstytuują fundament czysto psychologicznej osobowości, akceptujemy jako coś zupełnie naturalnego, czy wręcz cnotliwego.

Oczywiście, musimy się z nimi liczyć, a roztropność polega dokładnie na tym, aby je powściągać i posługiwać się nimi w dążeniu do prawdziwych celów naszego życia aż do czasu, gdy Duch Święty sam dogłębnie oczyści nas i sprawi, że wyłącznie miłość stanie się bezpośrednim i jedynym bodźcem naszego życia.


Tylko łaski etapu zjednoczenia pozwolą nam dostrzec, iż nasze zakorzenione głęboko skłonności nie są w gruncie rzeczy aż tak naturalne, ale że wiążą się z naszym „ja”, które powstało przez przeciwstawienie się miłości. Pozwolą nam dostrzec i to, że tkwi  w nas o wiele głębiej inna życiowa siła, a właściwie zdolność, która jest w swej istocie zdolnością miłowania.

Maryja Niepokalana, nie poznała nigdy owego „ja”, które pragnie wzrastać wyłącznie dla siebie, które postrzega postęp, w jego różnorakich postaciach, jako cel sam w sobie. Przeciwnie, Ona w sposób naturalny poszukuje małości i pokory. Maryja lubi pozostawać, trwać w zależności i uległości wobec swojego Boga. Lubi ufać Mu całkowicie i być posłuszną we wszystkim. Chętnie przyjmuje postawę bierną wobec Jego poruszeń. Nigdy dla siebie nie szuka pierwszego miejsca. Pragnie przy innych zapomnieć o sobie. Błogosławieństwo dla cichych i pokornych w całej pełni w Niej się realizuje, podobnie jak i błogosławieństwo dla ubogich w duchu. Niepokalana pozwala nam odkryć ścisłe więzy, jakie łączą małość i miłość, a także, poprzez kontrast, pomaga nam wyśledzić to egoistyczne „ja” kryjące się w pragnieniu wzrastania wyłącznie dla siebie.

Maryja jest zawsze maleńkim dzieckiem swojego Boga, które pragnie otrzymywać wszystko od Niego samego, które pozwala Mu się nieść jak maleństwo, zachowujące zawsze wobec Niego ufność –  ufność ślepą i  absolutne oddanie. Maryja nigdy nie szuka niezależności, która chce działać z własnej wyłącznie woli, która nie da się pogodzić z zależnością – istotą prawdziwej miłości. […]

 

Miłosne zjednoczenie

Miłość wypływa bezpośrednio z łaski, która jest najbardziej podstawowym darem Bożym i która zakorzenia się w naszym jestestwie łącząc nas z Bogiem miłości.
[…] Posługując się słowami samych mistyków powiemy, że dusza prowadzona ścieżką umiłowania skąpana jest w Bogu niby w oceanie, jest przezeń niesiona, w Nim porwana i wyprowadzona poza siebie. Bóg już nie tylko kieruje ku niej swe tchnienie, lecz sam do niej przychodzi w niewidzialnej misji Ducha Świętego, aby ją pochwycić, by mogła trwać w Jego miłości.

W Maryi i tylko w Niej, miłość od pierwszej chwili realizuje się w sposób bezpośredni i całkowity w tym miłosnym zjednoczeniu. Oczywiście, Maryja działa, odnajdujemy w Jej życiu całą ludzką aktywność; lecz Jej aktywność nie tylko jest kierowana i inspirowana przez miłość, ale jest wprost miłością owładnięta.[…]

Jedyna nadzieja, która w sposób bezpośredni podtrzymuje i inspiruje życie Maryi, jest nadzieją miłości, czyli ufnością i oddaniem. W Maryi nie ma tej wiary w życie, która charakteryzuje nasze „ja”. Cały wzrost w Jej życiu dokonuje się pod znakiem miłującej nadziei, która nieustannie oczekuje wszystkiego od swojego Ojca. Maryja podejmuje, oczywiście, działania, lecz zawsze pod wpływem Ducha Świętego, znajdując oparcie w swym umiłowanym Bogu. Ona nie posiada własnych pragnień, lecz wyłącznie pragnienia przez tę miłość natchnione i dla jej wyrażenia. Wszakże Niepokalana, jak się wydaje, nie jest najpierw duszą pragnącą, lecz pełną wdzięczności.  Czyż Magnificat nie jest wyrazem głęboko zakorzenionej postawy służebnicy Bożej, pokornej i wielkodusznej?

Duch Święty napełnia swą Oblubienicę na każdym etapie Jej ziemskiego życia, poza Jej pragnieniami; nawet tymi, które mogłaby posiadać. Łaska w Jej życiu zawsze wyprzedza naturę i  należy dodać, Duch Święty w tej duszy, która nieustannie wzrasta, uprzedza stale łaskę habitualną; zatapia Ją i utrzymuje w postawie dziękczynienia. Miłość daje Maryi tak głębokie wyczucie tajemnicy, w którą jest zaangażowana, i tak wielką pokorę ze względu na którą nie ośmiela się sama z siebie wychodzić z inicjatywą. Czuje się niezdolna do przełożenia na określone pragnienia tego, co Duch Święty daje Jej przeczuć w pełnym umiłowania milczeniu.

Maryja zdaje sobie w pełni sprawę z tego, że każde sprecyzowane i sformułowane pragnienie stałoby poniżej daru, do którego przygotowuje Ją Duch Święty. Dlatego Jej głęboka modlitwa, modlitwa Jej własna, ta, która najpełniej odpowiada Jej duszy, jest zanurzonym w umiłowaniu milczeniem. To milczenie jest wdzięcznością a zarazem błaganiem, jest milczeniem przyzwalającym, by Duch Święty sam wyrażał pragnienia w Niej i poprzez Nią. […]

 

  1. Dziewicza miłość Maryi

Spróbujmy w końcu odkryć trzeci rys Niepokalanego Serca Maryi, który objawi nam tajemnicę Jej duszy. W Maryi nie ma „ja” poszukującego przyjemności, jest natomiast dziewicza w swej istocie miłość. Spróbujmy dobrze zrozumieć, co to znaczy, że miłość jest dziewicza, spróbujmy zobaczyć, jak przepełnia Jej serce, jak obejmuje całe Jej ciało, całe fizyczny wymiar, każdą Jej postawę i wszystkie działania.

Jakżeż trafnie Maryja została nazwana Świętą Dziewicą: jest świętą, w której wszystko pozostało dziewicze; jest dziewicą, w której wszystko zostało uświęcone. Jej miłość jest ze swej istoty dziewicza, gdyż kieruje ją ku wnętrzu, ku tej wewnętrznej przestrzeni, która jest samą święto świadomością powstrzymującą Ją od poszukiwania przyjemności dla niej samej.

 

Dziewicza miłość
przeciwstawiona „ja” poszukującemu przyjemności

Maryja nie zatrzymuje się na żadnej przyjemności. Z radością w Niej jest podobnie jak z poznaniem: każda Jej radość wypływa z umiłowania. Każda przez nie jest inspirowana i każda ku niemu zmierza. W miłości się rodzą, i w miłości znajdują kres. Nigdy się od miłości nie odrywają, żeby same w sobie nabrać jakieś konsystencji, przez skupianie się na sobie, przez poruszenie refleksyjnego „ja”.

Każdej ludzkiej przyjemności towarzyszy spojrzenie refleksyjne. Zawiera ona w sobie jakiś odpoczynek, czy choćby moment pokoju, gdy podmiot z dozą przyjemności i upodobania uzmysławia sobie własną harmonię bądź z przedmiotem, bądź z daną rzeczywistością, z osobą, bądź z aktywnością – co oznacza, że podmiot nie skupia się już wyłącznie na Jedynym Koniecznym. Przyjemność jako taka zawsze zakłada zwrot ku sobie. Wyobraźnia oddziałuje we wszelkiej ludzkiej radości ukazując przedmiot zmysłowego czy estetycznego upodobania, i poprzez sam ten obraz umieszcza go w perspektywie własnego „ja”, a także własnego bardziej lub mniej wyrobionego smaku. Ale zawsze chodzi o swój własny smak. Dlatego w Ewangelii nie ma  błogosławieństwa dla cieszących się, tylko dla płaczących.

Z całą pewnością Maryja miała wybitny zmysł piękna, piękna natury, piękna Pism świętych. Jej zmysł piękna różni się jednak od naszego, bowiem wynika bezpośrednio z miłości, i kończy się nie na wyobrażeniu sobie samego przedmiotu, lecz na prawdziwej miłości, która Jej daje poznanie  rzeczywistości, umiłowanie jej wartości, w które je Bóg wyposażył.

Gdy chodzi o rzeczy albo zwierzęta, czyż w Bożym dziele miłości nie są przede wszystkim odblaskiem, znakiem tej miłości, lecz znakiem, który sam w sobie wartości nie posiada? Maryja słyszy je swoimi zmysłami, widzi i smakuje z taką przenikliwością, jakiej nie posiada żaden artysta; Jej skąpany w miłości umysł uświadamia sobie ich wartość, jako wartość znaku, ale Jej serce na nich się nie zatrzymuje, ona może spocząć jedynie w miłości, której są śladem.
Rozum działa zupełnie inaczej: dąży zawsze do przeanalizowania i wyobrażenia sobie rzeczy, do uzupełnienia tego, co w samym Bożym planie posiada coś zmiennego, niestałego, czyli niedoskonałego, nieukończonego, właśnie po to, by nie zatrzymywać uwagi, lecz by ją przyciągnąć i poprowadzić ku innej rzeczywistości.

Przeciwnie jest, gdy chodzi o osoby, szczególnie najuboższe – miłość Maryi nie dostrzega w nich jedynie Bożych śladów, ale postrzega prawdziwe obrazy Boga, stworzone przez Niego na Jego podobieństwo, będące same w sobie wartością. W nich, w ich substancji i osobie, miłość Maryi może odnaleźć swego Boga. Oczywiście, owe obrazy są w swej istocie bardzo niedoskonałe. Są one przede wszystkim możliwością, zdolnością miłowania. Ale Duch Święty sprawia, że Ona je powstaje poprzez Jego miłość, wedle Jego miłującego zamysłu względem nich dokładnie dlatego, ażeby swoją miłością możliwość tę zrealizowała i ukończyła to ledwie naszkicowane podobieństwo.

To także dostrzegamy ścisłe więzy pomiędzy milczeniem i dziewiczą miłością. Nasze „ja” nie lubi milczenia. „Ja” związane z wyobraźnią i jej pożądaniami nie da się pogodzić z milczeniem, ani z odpoczynkiem. Jest zawsze w ruchu i podnieceniu, hałaśliwe ze swej istoty. Żyje kontrastami, opozycją, porównaniami i kompromisami, niesie z sobą przede wszystkim zalążki podziałów. Synteza jest zawsze nietrwała. Ze względu na elementy z których się składa, będzie zawsze poddawana w wątpliwość przez wszystko to, co pochodzi z zewnątrz. Wyobraźnię pobudzają nie tylko pożądania pochodzące z naszego wewnętrznego „ja”, ale i wszystko to, co oddziałuje na nasze zmysły zewnętrzne. Wyobraźnia nie ma w sobie niczego, co naprawdę umożliwiałoby jej scalenie tego wszystkiego, co do niej dociera.
Z psychologicznego punktu widzenia nasza najgłębsza świadomość podmiotowa jest w istocie nieświadoma, powstała przed naszą rozumną świadomością. Składa się z najrozmaitszych tendencji naszego „ja”, toteż nie stanowi źródła. Jest niby stojąca woda w studni bez dna, ponieważ wyobraźnia jest w istocie nieokreślona. U Maryi przeciwnie. Świadomość, która rodzi się w miłości i miłością nieustannie się karmi, jest źródłem dziewiczym, którego nic z zewnątrz nie może zaćmić, a każdą rzecz, której Ona dotyka, dotykiem pełnym miłości, oczyszcza, i przez to samo jednoczy ją z Bogiem. Ta świadomość to nade wszystko źródło jedności.

Wewnętrzny świat, w którym pod natchnieniem Ducha Świętego żyje Maryja pokorna, uboga, milcząca całkowicie różni się od naszego wewnętrznego świata, który konstruujemy przy pomocy wyobraźni i naszego „ja”. Nasz wewnętrzny świat pozostaje światem, a wewnętrzny jest wyłącznie z punktu widzenia jakości. To świat mierzony głównie kategorią ilości, budowaniu w oparciu o wyobraźnię, gdzie liczy się wielkość i nieograniczony w swym rozwoju postęp, postrzegany przez pryzmat czasu i przestrzeni, ponieważ nasze „ja” myśli o osobach i wyobraża je sobie biorąc za punkt wyjścia ich wygląd zewnętrzny.

Obecny w sercu Maryi świat jest przed Nią samą zakryty, i tylko Duch Święty może go Jej objawić w chwili obecnej, wedle swego upodobania. Nie istnieją w tym świecie przedmioty ani obrazy, istnieją wyłącznie osoby. Nie stwarzają go relacje podmiotu do przedmiotu poznania, czy jego wyobrażeń, lecz relacje miłości między osobami pod natchnieniem Ducha Świętego.
Do uznania głębi i rozległości charakteryzujących świętość Najświętszej Panny zobowiązuje nas sam nasz egoizm. Poznanie mistyczne w sposób wyrazisty uzmysławia świętym fakt, że wszelka nasza aktywność psychiczna naznaczona jest przez nasze „ja”, przez życiową relację do niego, zazwyczaj nie uświadamianą. Współczesna psychologia potwierdza spostrzeżenia świętych, choć filozofom wydają się one często przesadzone. Wyraźnie ukazuje ono tę relację przedmiot-podmiot, która jest fundamentem naszej psychologicznej świadomości.

U źródeł wszelkiej naszej aktywności ukonstytuowała się w nas podświadoma siła (znacznie wcześniej niż rozbudziło się nasze sumienie), która czyni z naszych psychologicznej świadomości świadomość podmiotu. Ów podmiot nie jest ani obojętny, ani ze swej natury obiektywny, lecz już posiada głęboko zakorzenione tendencje zmierzające spontanicznie do tego, aby wszystko sprowadzać do siebie. W Maryi nie istnieje ów podmiot, którego świadomość polegałaby na istnieniu dla siebie samego i w sobie samym. Natomiast jest świadoma osoba, której samo wręcz istnienie zasadza się na Jej relacji miłości do Boga. Maryja w swej najgłębszej świadomości jest rzeczywiście ową Oblubienicą, która zwraca się całkowicie ku Boskiemu Oblubieńcowi. Jej osobowość w płaszczyźnie świadomości i życia ukonstytuowała się właśnie poprzez relacje i w relacjach z Osobami Boskimi. Maryja nie istnieje już inaczej, jak tylko po to, żeby miłować, a nade wszystko być miłowaną.

 

Dziewicza miłość Maryi a tajemnica Trójcy Świętej

Zobaczyliśmy, w jaki sposób miłość czyni dziewiczymi wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne zmysły Maryi, także rozum a nadto, że w Jej najgłębszej świadomości w ogóle nie ma miejsca na własne „ja”. Możemy wprost stwierdzić, że dziewicza miłość inspiruje Jej dążenie do duchowego ubóstwa i pokory serca, że ona buduje „wnętrze” Maryi nie skłaniając Jej to powiększania, wyolbrzymiania i uzewnętrzniania, jak czyni to nasze „ja”, lecz przeciwnie, pociąga Ją ku uwewnętrznieniu rozumianemu jako głębia i małość.

Maryja już dzięki swej dziewiczej miłości zamieszkuje w sercu Trójcy Świętej, gdzie nie istnieje nic poza miłością. Jest istotnie oblubienicą Ducha Świętego, w którym wszystkie relacje wobec rzeczy i osób są przejawami miłości. Możemy się już domyślać istnienia skrytych więzów pomiędzy dziewiczą miłością Maryi i Jej Boskim macierzyństwem.

Ubóstwo duchowe i pokora serca są postawami właściwymi stworzeniu, a przynajmniej pielgrzymowi, który jeszcze nie zamieszkał, z punktu widzenia swojego życia, w łonie Trójcy Świętej. Są to w istocie dwie najgłębsze postawy stworzonej inteligencji i woli w obliczu Boga, który zechciał objawić swą Tajemnicę w wierze i nadziei: wiara zakłada oderwanie od świateł (ubóstwo duchowe); nadzieja zakłada ten rodzaj zaufania, który jest oddaniem całkowitym, totalnym, jakie posiada maleństwo oczekujące wszystkiego od swego niebieskiego Ojca (pokora). Tylko prawdziwa miłość może dać nadziei i ufności takie całkowite ogołocenie jakby swoisty styl miłości, pozwala im zamieszkać własną mocą w samym wnętrzu miłości.

Dziewiczość miłości to jakby samo jej serce. Objawia nam charakterystyczny dla miłości rys, pochodzący wprost od Miłości nieskończonej i noszący wciąż jej znamię. Wewnątrz Trójcy Świętej miłość, która jednoczy Osoby Boskie, nie jest w znaczeniu dosłownym uboga i pokorna, chociaż zdolna jest do ubóstwa i pokory. Pomiędzy Osobami Boskimi nie istnieją relacje ubóstwa i pokory (mimo że pokora i ubóstwo znacznie bardziej zbliżają człowieka do tej miłości, która jednoczy Osoby Boskie, niźli poczucie własności i niezależności naszego „ja”).

Natomiast miłość łącząca Osoby Boskie jednością absolutnie wewnętrzną i najgłębszą posiada właśnie cechę dziewictwa. Otóż tajemnica Trójcy Świętej zakłada zjednoczenie, a ściślej jedność między trzema Osobami Boskimi, bez wychodzenia na zewnątrz i bez podziału. Każda z Osób Boskich przenika jedna drugą od wewnątrz. Ojciec wiecznie rodzi Syna, który pozostaje w Jego łonie. To wieczne rodzenie nie powoduje żadnego podziału, lecz dokonuje się wieczności. Ojciec i Syn w tchnieniu miłości w pełni przekazują Duchowi Świętemu swą substancję, lecz Duch Święty, Dar osobowy, pozostaje wewnątrz i Ojca i Syna.

Maryja wyraźnie uświadomi sobie tę tajemnicę Miłości nieskończonej dopiero przy Zwiastowaniu dzięki dziewiczemu macierzyństwu. Właśnie we Wcieleniu i poprzez nie, przez sposób w jaki się realizuje według planu odwiecznej Mądrości, tajemnica Przenajświętszej Trójcy objawia się Maryi w sposób konkretny i całkowity. Lecz Jej dziewicza miłość już niejasno przeczuwa tę tajemnicę. Bóg nie objawia się maleńkiej Maryi jako Bóg transcendentny, jako ostateczny, zewnętrzny cel, ale pod postacią Boga we wnętrzu duszy. Czuje wyraźnie, iż Duch Święty zechciał w Niej zamieszkać i złączyć się z Nią w prawdziwym miłosnym zjednoczeniu. Nie jest On tylko natchnieniem proroków, tchnieniem ożywiającym wszelkie stworzenie. Nie, owo Tchnienie zechciało spocząć jako Osoba, jako Umiłowany w najmniejszym ze swoich stworzeń – jest właśnie Miłością osobową.

W tej miłości i poprzez nią Bóg objawia się Jej także jako Ojciec dający życie swojemu dziecku, jako Ojciec umiłowany, Przyjaciel, który żyje tym samym życiem, które zostało Jej dane. Lecz Maryja ma mocną świadomość tego że miłość – absolutny darmowy dar Boży – stoi ponad wszelkim stworzonym życiem, oraz że domaga się poświęcenia światła i życia do tego stopnia, że nie jest już pewna, czy może w Bogu w ogóle istnieć „życie”. Wie jedno, że Bóg jest nie tylko Dobrocią nieskończoną, która Ją przyciąga jako zewnętrzny odległy cel, ale jest Miłością, która Jej się oddaje jako osoba.

Dla Niej Bóg jest przede wszystkim jedyną i nieskończoną Miłością, która udziela się Jej nie w znaku, lecz jako dziewicze nieskończone źródło przyciągające Ją od wewnątrz, w którym się zatapia. To źródło jawi się Jej jako wszechświat bez granic, całkowicie wewnętrzny. W nim pozostaje w miłosnej relacji z osobami, z którymi Bóg Ją zjednoczył. W Bogu relacje miłości z innymi są całkowicie wewnętrzne, stwarzają prawdziwą jedność, która nigdy, poza miłością nadprzyrodzoną, nie jest tak rzeczywista. Otóż Maryja jest świadoma tego, że relacje realizujące się w miłości mają charakter bezpośredni, rzeczywisty, całkowity, tak różny od intencjonalności poznania, czy też od jedności wyłącznie uczuciowej. Nie wie wszakże, czy w samym sercu Boga, tajemnicy, istnieją rzeczywiste relację. Pozostaje to tajemnicą, której Bóg jeszcze  przed Nią nie odsłania.

 

Dziewicza miłość a fizyczne życie Niepokalanej

Dziewicza miłość Maryi opromienia także od wewnątrz całe Jej ciało, całe Jej życie fizyczne, zanurzając Ją w jaśniejącej, dogłębnej czystości, i nadaje ślubowi dziewictwa Maryi znaczenie zupełnie wyjątkowe.
Cnota umiarkowania, ostatnia z czterech cnót kardynalnych, jest cnotą odrębną ze względu na przedmiot i sposób przejawiania się. Właściwą materią są pożądania i przyjemności związane z dotykiem. Dosięgnąć aktywności fizycznej człowieka, tego co w niej istotne i żywotne, można tylko za pośrednictwem pożądań i przyjemności zmysłowych, które tej aktywności towarzyszą. Można je tylko śledzić w akcie refleksji rozumu nad naszą świadomością. Cnota umiarkowania nie może więc oczyścić samego źródła tych doznań i przyjemności, lecz musi się zadowolić tym, że je oceni i je zmodyfikuje przy pomocy rozumu, aby moje „ja” spragnione przyjemności nigdy nie posługiwało się nimi z uszczerbkiem dla głębokiego sens ludzkiego życia i przeciwko prawu Bożemu.

Dziewicza miłość Maryi przeciwnie, ujmuje od wewnątrz wszystkie zdolności i ludzkie życiowe siły, nawet te najgłębsze i najbardziej skryte, uświęca je jednocząc od wewnątrz, przyciąga i łączy z Bogiem. Dziewicza miłość najpierw uświęciła życiowe relacje maleńkiej Maryi z Jej matką, świętą Anną, czyniąc z tych prostych relacji jakby sakrament Boskiej miłości. W Maryi ta pierwsza miłość, która inspiruje wszelkie relacje maleństwa ze swoją matką, w samym źródle stała się miłością nadprzyrodzoną. Spróbujmy dostrzec tego konsekwencje dla całego fizycznego życia Niepokalanej.

 

Karmienie piersią

Artysta próbujący odkryć głębokie, ukryte znaczenie ludzkiej rzeczywistości, nie może postrzegać w karmieniu piersią maleńkiego dziecka tylko jego fizycznego aspektu wchodzącego wyłącznie w zakres życia wegetatywnego. Karmienie piersią, głównie od strony dziecka, posiada samo w sobie coś duchowego, całkowicie czystego, coś wręcz tajemniczego. Niestety matka zbyt często, z powodu grzechu pierworodnego, traci pełną świadomość znaczenia i doniosłości, jaką ma ten akt dla jej dziecka. Czy już maleństwo, bez względu na swe pochodzenie, nie posiada jakby religijnej, skupionej postawy?

W życiu osób dorosłych istnieje ryzyko, że w swych rozumowaniach posuną się aż do prymitywnych interpretacji, będących pochodną ich własnych namiętności, które prawdopodobnie jeszcze nie istnieją u małego dziecka. Dusza czysta i prosta nie popełnia tutaj błędu, czuje, iż zawiera się w tym akcie głębia i bliskość, której znaczenia w całej pełni nie jest w stanie objąć. Niektóre spostrzeżenia ludzi prostych wyraźnie na nią wskazują, gdyż niemal spontanicznie obraz karmienia piersią przywołuje im na myśl maleńkiego Jezusa. Tylko w tym wieku, tylko w zażyłych relacjach ze swoją matką dziecko wydaje się mieć niejako naturalne podobieństwo do Jezusa.
Owa czystość, uduchowienie i jakby odblask tajemnicy bierze się wyraźnie stąd (zwłaszcza u dziecka), iż akt ten tylko materialnie jest aktem karmienia; głębiej – na płaszczyźnie znacznie bardziej podstawowej – jest całkowicie czystym miłosnym zjednoczeniem dwóch osób świadomych i miłujących się.

Jakże różni się postawa niemowlęcia od zachowania zwierzęcia podchodzącego do jedzenia, jakże różni się od postawy starszego brata, który już się uniezależnił od swojej matki! Kapryśne i łakome „ja” starszego dziecka pomaga wyraźniej dostrzec prostotę i głębię niemowlęcia, które skrywa głęboką tajemnicę. A przecież mamy tu do czynienia tylko z miłością naturalną, która jest niezwykle krucha, a jej świadomość ledwie zaczyna się rozwijać. My sami możemy tylko na modlitwie, przez tajemnicę karmienia małego Jezusa, uświadomić sobie całe znaczenie pierwszych gestów Maryi wobec świętej Anny, które są już niejako przygotowaniem do jej Boskiego macierzyństwa.

 

Maryi sposób pożywienia się

Maryja stale trwała w tej pierwszej miłości. Przez całe swoje życie zachowała w sposobie jedzenia i picia, jak w całym swym fizycznym sposobie bycia tę prostotę i głębie maleństwa. Czy w Jej pełnym miłości spojrzeniu produkty, którymi się pożywia, nie są owocami i nasionami przygotowanymi z troską przez Ojca dla swojej małej córeczki? Czyż nie od Niego pochodzi chleb, który otrzymuje codziennie? Czy ubodzy w duchu i pokorni w sercu nie posiadają tego przywileju i tego poczucia, że karmi ich sam Ojciec?

Pożywienie Maryi jest zupełnie proste, pochodzi bezpośrednio z natury zachowując jeszcze swą specyfikę. Nie jest ono pospolite ani prostackie jak nasze dzisiejsze przetwarzane i magazynowane produkty. Ale nade wszystko Maryja nie traktuje ich z oziębłością czy wręcz agresywnością, która charakteryzuje ludzi posiadających ducha automatu.
Dla Niej te produkty są pożywieniem, które zostało ożywione i nieożywione przez tchnienie życia pochodzące wprost od Boga. W pożywieniu Jej miłość odkrywa zapach Boga, smak Boga, w jakie wyposażył je Duch Święty, które są znakami mającymi przypominać nam o Jego miłości, przez którą wszystko stworzył pod kątem człowieka, pod kątem swego z nim zjednoczenia.

Maryja w swoich relacjach ze światem natury już przyjmuje postawę Królowej wszechświata, która świadoma jest tego, iż Król królów w akcie miłości rozdysponował wszystko, aż po najdrobniejsze szczegóły, dla swojej ulubionej małej córeczki. Ma jasną świadomość tego, iż w sztuce miłowania niczego nie wyrabia się seryjnie. Ściśle rzecz biorąc każda rzeczywistość posiadająca pieczęć Jego nieskończonej Miłości może być bezpośrednio miłowana ze względu na niepowtarzalność swojej egzystencji. W niezliczonych najdrobniejszych niuansach, które umysł analityczny przypisuje przypadkowi bądź losowi, miłujące serce Maryi odkrywa znak czystej bezinteresowności, wolności i absolutnie darmowej wielkoduszności objawiającej miłość Jej Boga.

 

Dziewicza miłość Maryi a tajemnica materii

Maryja zarazem przeczuwa, iż równolegle do tajemnicy Boga, Miłości nieskończonej, istnieje tajemnica zawarta w głębokościach samej materii, w jej nieskończonej predyspozycji wymykającej się całkowicie pojęciom stworzonego umysłu. Czyż ta nieskończona dyspozycja nie została wprost stworzona przez nieskończoną Miłość po to, aby cały wszechświat mógł permanentnie i totalnie trwać „pod zaborem” miłości? Aby mógł być podobny do materii dającej się przenikać, materii plastycznej dla sztuki miłowania, a nade wszystko dla miłosnego zjednoczenia?
To mistrzostwo miłości różni się od sztuk plastycznych tworzących bezwładne przedmioty mające zaledwie wartość obrazu. Jest ono raczej podobne do słowa Bożego, frazy muzycznej i śpiewu na cześć Stwórcy, pozostając nieustannie pod tchnieniem i natchnieniem Boga, który w każdym momencie według swojej woli może mu nadać odpowiednią modulację. To słowo Boże jest właśnie słowem stwórczym, a jest nim dzięki światło, które je ogarnia i jest harmonią jasności i ciemności. Czyż prorocy nie określają wyraźnie znaczenia tego słowa, czy nie zapowiadają Tego, który temu światu nada ostateczne wyjaśnienie?

Dziewicza miłość Maryi zawsze skłania Ją do przekraczania każdej myśli, obrazu i oświecenia. Owe myśli, obrazy są rzeczywiście przejrzystą materią dla obecnego w Niej wewnętrznego światła, są jak gdyby promieniowaniem tej tajemniczej światłości będącej miłością, lecz nie są one dość substancjalne, aby być narzędziem, czy wprost tworzywem dla miłosnego zjednoczenia.

Dziewicza miłość zawsze pociąga Ją ku samej głębi jestestwa w taki sposób, jak udzieliła się Jej po raz pierwszy. Ta dziewicza miłość, która więzi umysł i wyobraźnię, która okazuje się tak zazdrosna w samym swym dziewictwie wobec niego, ogarnia za to całe Jej ciało sprawiając wrażenie, że przenika Ją do samej głębi, rozlewa się i okrywa jakby namaszczając całe Jej ciało. Otacza je w słodkim i mocnym bezruchu dając mu jakby spoczynek i świeżość, a równocześnie jak gdyby moc i łagodne ciepło.

Maryja przeczuwa, iż ta materia jest niby tajemnica ciemności i dla stworzonego umysłu jest wprost nie do przeniknięcia. Stanowi przez to jakby fundament Jej wiary, ową substancjalność przedmiotu Jej wiary głęboko związanej z rzeczywistością tajemnicy, której tak bardzo jest świadoma. Z drugiej strony Maryja przeczuwa, iż ta materia zarazem posiada w sobie – właśnie w tych ciemnościach, ze względu na nie i na wszystko, co im towarzyszy – jakby tajemnicę pokory i bierności wobec Miłości nieskończonej, bowiem materia pozwala się przenikać z uległością i łagodnością nieskończenie większą niż ludzki umysł czy wyobraźnia.

Materia w ubóstwie i małości zdaje się mieć niejako pokrewieństwo z nieskończoną Miłością. Zdaje się być jak coś nieskończenie małego, które właśnie przez swoją małość może ofiarować zdolność naturalnie stworzoną, lecz nieskończoną w swym potencjale, czystą materię w pełni dziewiczą. W niej miłość może się zaznaczyć i objawić w postaciach najprostszych wiążących się ze zmysłem dotyku. Dotyk jest zmysłem najuboższym, gdy chodzi o jego określenie, natomiast jest najbardziej substancjalny z egzystencjalnego punktu widzenia. Czyż Miłość nieskończona poprzez Boski swój dotyk nie objawia się jako tchnienie, duch, oddech, żywa woda, jak gdyby orzeźwienie, jak gdyby ciepło, jak gdyby bardzo łagodny i żarliwy ogień, jakby namaszczenie?

Miłość daje Maryi pewien tajemniczy zmysł rozróżniania – z jednej strony materii pierwszej, która całkowicie wymyka się pojęciom ludzkiego rozumu i zdaje się być domeną Boga, którą zastrzegł dla siebie, a z drugiej strony kategorii ilości, stanowiącej rzeczywiście materię pojmowalną i racjonalną dla umysłu stworzonego: jest źródłem podziałów, uzewnętrzniania, przeciwieństw i zmienności. Pierwsza jest jak gdyby zdolnością jednoczenia i przenikania, która jawi się w oczach Maryi jako mająca jakiś tajemniczy związek z dziewiczą miłością. Druga przeciwnie, jest on dyspozycją materii, która umożliwia umysłowi jej dzielenie i przekształcanie jej wedle własnego upodobania. Gdy oderwać ją od rzeczywistości i miary nadanej jej przez Boga, ta materia ilościowa staje się wspólnikiem naszego „ja”, właściwą domeną pozornie wewnętrznego świata stworzonego przez nasze pożądania i dla tych pożądań.

Teolog, który z trudem dochodzi do tych subtelnych rozróżnień, jest do nich zobowiązany ze względu na tajemnicę Eucharystii i to wszystko, co wiąże się z Wcieleniem. Miłość natomiast pozwala Maryi przeżywać je niejako naturalnie jeszcze przed narodzeniem Jezusa, dzięki głębokiemu zjednoczeniu ze swym Bogiem – które Ona postrzega bardziej jako jedność – a także dzięki Jej wyostrzonemu zmysłowi ubóstwa chwili obecnej domagającej się całkowitego oderwania od pamięci i wyobraźni, czasu i przestrzeni.

 

  1. Konsekrowane
    życie Maryi

Powyżej próbowaliśmy zrozumieć w jaki sposób dziewicza miłość stanowi głębią świadomości Niepokalanej, niby źródło żywej wody, które Duch Święty złożył na dnie Jej duszy.
Chciałbym teraz zaproponować, żebyśmy przyjrzeli się całemu konsekrowanemu życiu Maryi, które z niego wypływa. Otóż Jej życie przed Zwiastowaniem, które miało Ją do niego przygotować, polegało na pogłębianiu i coraz większej intensyfikacji głównych cech Jej dziewiczej miłości: to ona Ją skłoniła do stawienia się w Świątyni, gdy tylko osiągnęła wiek rozumny, to ona później, gdy poślubiła Józefa, skłoniła Ją do złożenia ślubu dziewictwa. To poprzez te dwie tajemnice Maryja staje najbliżej naszego życia konsekrowanego, w nich Jej powołanie przez zewnętrzne formy przypomina najbardziej nasze własne.

 

Maryja poświęca się Bogu:
Tajemnica Przedstawienia w Świątyni.
Tajemnica poślubienia świętego Józefa.

Maryja jako pierwsza będzie żyć wedle rad ewangelicznych. Obierze ten rodzaj życia zanim Jezus da nam jego przykład i same rady. Maryja jest Niepokalana. Nie odczuwa konieczności podjęcia ascetycznego życia w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie z konieczności nawrócenia zdecydowała się na wybór ubogiego i pokornego, uległego i w pełni złożonego w ofierze życia. To Boska miłość była przyczyną, dla której odgrodziła się od świata, porzuciła ducha świata żądnego bogactw, dominacji i przyjemności. Nie z obawy, że ulegnie duchowi tego świata, lecz powodowana pragnieniem, aby na ile tylko to możliwe uniknąć uwikłania, komplikacji i uzależnienia, ażeby miłość bez przeszkód mogła się w Niej rozwijać i wzrastać.

Jezus posiada wizję uszczęśliwiającą, która „na maksymalnym poziomie” utrwala i definitywnie uaktualnia Jego miłość, toteż nic nie może jej pomniejszyć ani przesłonić. Niepokalana trwa w wierze. Jej miłość przejawia się i rozwija w ciemnościach. W swym głębokim dążeniu zawsze zwraca się ku swemu Bogu, zaś Jej miłość urzeczywistnia się mniej lub bardziej, zależnie od zewnętrznych okoliczności, pośród których działa Jej duch i zmysły. Miłość Jej zachowuje w praktyce zasadniczą kruchość, jest podporządkowana warunkom, jakie stwarza otoczenie.

Niezwykła intensywność tej miłości w umyśle i ciele delikatnym i wątłym budzi w Niej głęboką potrzebę czuwania, aby całą uwagę swego umysłu oraz wszystkie moce swego serca kierować wyłącznie ku Bogu, ku Jego woli, zwłaszcza, że tę wolę może odkryć w sposób wolny i pełny wyłącznie w skupieniu.

Oczywiście, oświetlona przez Ducha Świętego wiara Maryi pozwala Jej w każdej rzeczy odkrywać jakiś ślad nieskończonej Miłości, łagodności, mocy i całą gamę delikatności. Lecz taka właśnie jest rola śladu – znaku ledwie dostrzegalnego – który ma nie dopuścić do tego, byśmy poprzestali na tym, co stworzone. Ma skłaniać nas do wznoszenia się wciąż wyżej – byśmy w skupieniu i ciszy odnajdywali tę tajemnicę w całej jej treści i prawdzie.
Dary Ducha Świętego nie powodują, iż zaczynamy postrzegać stworzenie w widzialnym blasku chwały. Nie dają nam też posiąść swoistego boskiego estetycznego poznania stworzenia. Ale prowadzą nas ku temu, że zaczynamy domyślać się istnienia ukrytego blasku miłości w półcieniu, w świetle, którego źródła nie dostrzegamy, lecz które odtąd skłania nas do porzucania wszystkiego, co stworzone, aby na dnie naszego jestestwa, w ciemnej nocy wiary odnaleźć samo źródło tego promieniowania. Miłująca wiara Maryi zachęca Ją do nieustannego czuwania, aby rzeczy widzialne i wszystko co jest „tłem” zewnętrznym Jej życia nie rozpraszało Jej uwagi, nie odciągało od tego, co jedynie konieczne, od Wiekuistego, który tutaj na ziemi zawsze pozostaje ukryty i niewidzialny.

Przede wszystkim jednak Maryja musi swe życie w wierze i miłości wieść w świecie grzechu i grzeszników, w społeczności, której struktury, instytucje i prawa oni ustanowili, a których mentalność i duch jest wrogi wszystkim natchnieniem wzbudzonym w Niej przez Ducha Świętego.
Dlatego Maryja decyduje się na opuszczenie domu rodzicielskiego, społeczności rodzinnej i swoich bliskich. Pragnie w Świątyni całkowicie siebie Bogu ofiarować. Decyduje się na to, gdy jest jeszcze bardzo młoda i gdy według niektórych pisarzy Kościoła, jest jeszcze dzieckiem, gdy tylko osiąga – z pomocą Ducha Świętego, który już w Niej w pełni zamieszkuje – wiek pozwalający na samodzielność, na samodzielne podejmowanie decyzji dotyczących tego sposobu życia, który odpowiada najpełniej Jej wewnętrznemu wezwaniu odczuwanemu z mocą. To jest pierwsza tajemnica życia Matki Najświętszej, tak przekazuje nam ją Tradycja w jakże bogatej w duchowe znaczenie, a zarazem w jakże tajemnej uroczystości Przedstawienia Maryi w Świątyni.

Wyłącznie w tych dwóch tajemnicach Maryja przejawia swoją własną inicjatywę w zakresie zewnętrznej aktywności. Tutaj okazuje się panią swojego losu, dorosłą, zdolną do samookreślenia i tego, by być podmiotem podejmowanych przez siebie działań społecznych. Tę możność, którą daje Jej rozum, Maryja wykorzystuje natychmiast po to, ażeby zrezygnować z niezależności jaką mogłaby dzięki niej posiąść i świadomie wybiera stan będący czymś absolutnie nowym w zestawieniu ze Starym Testamentem jak i całą historią ludzkości przed Jej narodzeniem. Wraz z Józefem, pod natchnieniem Ducha Świętego, ustanawia stan królewskiego poddaństwa i duchowego dziecięctwa.
Podziwiajmy – patrząc na całą oszczędność i ubóstwo tych tajemnic – mądrość Ducha Świętego, pokorę i wielkoduszność Maryi i Józefa.

 

Pokora
Pokora dyktuje Maryi decyzję, iż nie odejdzie jak Jan Chrzciciel na pustynię. Duch Święty skłania Ją do wyboru stylu życia będącego na pozór, patrząc nań z zewnątrz, takim, jakie prowadzą wszyscy inni, zaaprobowanym przez obyczaje, zatwierdzonym przez prawo, stylu, który nie przyciąga specjalnie niczyjej uwagi, a zatem pozostaje skryty przed oczami rodziny i świata.

Maryja podobnie jak wszystkie żyjące w czystości dziewczęta w Jej wieku wychodzi za mąż, poślubia Józefa. Lecz przecież Józef był powiernikiem natchnień Ducha Świętego, które otrzymywała. On sam przygotowywany był przez Ducha Bożego do swojej wyjątkowej roli. Jest to człowiek prawy, poszukujący wyłącznie Bożej woli, spragniony i łaknący Sprawiedliwości Bożej. Tak jak Maryja cierpi z powodu niemal powszechnego zobojętnienia żydowskiej społeczności, która puszcza praktycznie w niepamięć obietnice proroków i właściwie nie oczekuje już Mesjasza. Spowodowane jest to wzrastającym przywiązaniem do bogactw i wszelakich przyjemności oraz służalczością swego narodu, który tak łatwo wyrzeka się niezawisłości swej wiary i religii, wymieniając je na ziemskie korzyści i swobodę obyczajów, które niesie z sobą panowanie Rzymian.

Józef, jak i Maryja, posiada czyste serce, które brzydzi się hipokrytą i legalizmem uczonych w Piśmie i faryzeuszy, zawsze we wszystkim chodzi mu o jedno – o przypodobanie się Bogu, bez względu na opinię czy osąd ludzki. Jego dusza podobnie jak i Maryi jest duszą roztropną i milcząca, respektuje Boże tajemnice i przeczuwa, jeszcze przed przyjściem Jezusa, iż tajemnica wiary rozwijać się może nie gdzie indziej, jak tylko w głębi naszego jestestwa. Czyż nie uświadamia sobie już tego, podobnie jak najwięksi mistycy, iż nie ma takiego słowa, które byłoby w stanie oddać adekwatnie to, czym jest największe Boskie dzieło Ducha Bożego, które rodzi się w pełnym umiłowania milczeniu? Otóż to właśnie milczenie czyni zeń wiernego i roztropnego sługę, zdolnego do przyjęcia roli stróża Oblubienicy Ducha Świętego. To milczenie wywodzi się z jego pokory. Ale ta zrodzona w miłości pokora jest absolutnie wielkoduszna, potrafi zrozumieć i pojąć za małżonkę królewską wielkoduszność Maryi.

 

Wielkoduszność
W ujęciu Arystotelesa i starożytnych wielkoduszność jest cnotą przełożonego, który się wznosi ponad różnorakie i liczne zajęcia pochłaniające większość ludzi, będące przedmiotem ich codziennej aktywności, pragnień, radości i cierpień. Wizerunkiem psychologicznym charakteryzującym większość osób jest człowiek aktywny, aktywista, gdyż zazwyczaj ludzie są pogrążeni w złożoności i nieustannej zmienności wszystkiego co pochodzi z zewnątrz.
Człowiek wielkoduszny przeciwnie, umie w tej różnorodności odróżnić co jest ważne i co samo w sobie posiada wartość. Nie zatrzymuje się i nie interesuje się niczym poza tym, co prowadzi nas bezpośrednio ku celowi ostatecznemu. Toteż posiada zdolność prowadzenia innych, gdyż przez swą zawsze aktualną intencję jego umysł, wola i serce zwrócone są nieustannie ku ostatecznemu celowi.

Wielkoduszność Maryi jest wielkodusznością Królowej świata, Królowej miłości, tej, która zna Króla królów, i która przez swoją miłość nieustannie trwa w Jego obecności, w zażyłej z Nim bliskości. Żadne wydarzenie z zewnątrz nie jest w stanie oderwać Jej umysłu i serca od tej zażyłej obecności Umiłowanego, ani odsunąć Jej woli od najmniejszego Bożego upodobania.
Człowiek wielkoduszny, wedle starożytnych, jest powolny, małomówny, ponieważ przywiązuje wagę wyłącznie do dóbr duchowych, a te są nieliczne – zwrócił na to uwagę już Arystoteles. Maryja zachowuje milczenie, nigdy nie podejmuje działań sama z siebie, gdyż poprzez swą miłość pozostaje zjednoczona z samoistnym Dobrem, z Jedynym Koniecznym, z samą Rzeczywistością ostatecznego celu, który w Niej jest obecny obecnością dogłębną icałkowitą.

Według starożytnych człowiek wielkoduszny jest strażnikiem tradycji, bowiem posiada niezbędną dalekowzroczność i odwagę, dzięki którym jest w stanie przeciwstawiać się nieustannie prądom świata i wznosić się niestrudzenie ponad trendy swej epoki: przez swą wierność prawdziwym celom, które nie mogą pochodzić skądinąd, jak tylko od bóstwa, czuwa nad tym, aby jego lud zwracał się ku Nieskończonemu.

Maryja, jako młoda pokorna dziewczyna, jeszcze niemal dziecko, w ciemnościach swej wiary, opierając się wyłącznie na wewnętrznym wezwaniu Ducha Bożego i pragnąc być wierną temu Duchowi, który przecież był inspiratorem całej objawionej tradycji, zrywa z obyczajami swojego ludu przez dobrowolną decyzję dotyczącą całego Jej życia. Wraz z Józefem, powiernikiem, podporą i małżonkiem, pierwsza podejmuje się życia na zupełnie nowej drodze, ażeby poświęcić się wyłącznie swojemu Bogu.

Tak więc w młodzieńczym wieku Maryja podąża tą drogą sama nie troszcząc się o to jak postępowali Jej poprzednicy, nie zastanawiając się, czy inni podążą za Nią, a nawet nie wiedząc jeszcze, iż tą królewską drogą podążać będzie za Nią sam Jezus oraz niezliczona ilość braci i sióstr. Jest wierna chwili obecnej, bez niepokoju o przeszłość i przyszłość, wpatrzona w to upodobanie, które Jej sercu objawia Duch Święty.

Kim jest Ta, która samotnie kroczy wąską ścieżką, poprzedzająca swojego Umiłowanego, którego jeszcze nie zna, Umiłowanego, który jeszcze nie zstąpił na ziemię i który nie istnieje inaczej, jak tylko swoim wiekuistym istnieniem w łonie Ojca? Maryja jeszcze nie wiedząc o tym wyraźnie poprzedza Go przed Jego narodzeniem się.

 

Maryi ślub dziewictwa

W Maryi i Józefie bardzo wyraźnie dostrzegamy głęboko zakorzenione skłonności, które stanowią fundament każdego życia zakonnego. Skromny, ubogi, czysty dom, w którym będą wieść razem swe ciche życie, w pełni harmonizuje z trzema zakonnymi ślubami i wymaganą przez nie postawą królewskiego sługi i dziecięcego ducha. Ów dom jest niby widzialnym znakiem jakże głębokiej harmonii, która łączy te trzy śluby z żarliwymi pragnieniami Niepokalanej.

Jednakże my, ludzie grzeszni, którzy u progu naszego zakonnego życia nie posiadamy owego źródła dziewiczej miłości, rozpoczynać musimy od jasnego sformułowania ślubu posłuszeństwa, który zawiera w sobie w pewnym sensie dwa pozostałe. W gruncie rzeczy bowiem przedmiotem ślubu posłuszeństwa jest to, co nam grzesznikom na drodze doskonalenia miłości jawi się jako problem najpoważniejszy – pragnienie niezależności naszego agresywnego, dominującego „ja”. Dlatego posłuszeństwo stwarza możliwość złożenia Bogu wielkiej ofiary, czyli tej władzy „sterowania” swą zewnętrzną aktywnością, swego własnego „układania sobie życia”, oraz niezależności działania, która jest nam tak droga.

My, którzy zaczynamy od nawracania siebie w zakresie naszych obyczajów, jeśli wchodzimy na drogę życia zakonnego, to ściśle po to, aby przejść drogę oczyszczenia i drogę oświecenia, co przygotowuje nas z kolei do życia w zjednoczeniu z Bogiem (o ile Bóg zechce nas obdarzyć tym nowym darem). Winniśmy więc nade wszystko dbać o to, aby właściwie wykorzystać naszą wolę i nadać jej stałość, bez której nie sposób posługiwać się nią w praktyce. Należy zatem w posłuszeństwie poddać ją kierownictwu roztropnego przełożonego, który przede wszystkim z racji swego stanu jest zdolny ukierunkować naszą zewnętrzną aktywność na nowej drodze życia na nowej życiowej drodze. Nasza wola jest uniwersalną zasadą działania w naszym ludzkim życiu. Nie możemy dać na zewnątrz prawdziwszego świadectwa naszej dobrej woli.

W Maryi, która jest Niepokalana, nie istnieje dominujące „ja”. Ona w sposób naturalny skłania się ku posłuszeństwu, a ponadto – co najważniejsze – posiada od samego początku łaskę życia w zjednoczeniu z Bogiem, która inspiruje i ogarnia nie tylko Jej zewnętrzną aktywność podlegającą bezpośrednio umysłowi i woli, lecz także wszystkie uczucia Jej serca i wszelkie energie Jej życia biologicznego. Dla Maryi przedmiot ślubu posłuszeństwa jak i ślubu ubóstwa, jest szczególny ze względu na dziewictwo, które stanowi w Niej określoną całość substancjalną, niepodzielną, ukształtowaną przez Jej dziewiczą miłość przenikającą i ogarniającą całe Jej jestestwo.

W Maryi dziewictwo jest rzeczywistą tajemnicą. Stanowi ono przede wszystkim najgłębszy rys Jej miłości, napełnia Jej świadomość wewnętrznym światłem i dynamizmem, czy raczej „magnetyzmem”, przenika i obejmuje całe Jej ciało jednocząc je od wewnątrz i czyniąc z niego przedmiot i uprzywilejowany instrument miłości. Poświęcając Bogu swoje ciało Maryja oddaje Mu zarazem swą wolę, czyli zdolność działania oraz wszystkie swe uczucia. Znaczy to, że cała treść Jej  bytu została oddana Bogu.

I tak miłość skłania Maryję do sformułowania wyraziście ślubu dziewictwa, który inspiruje dwa pozostałe i je w sobie mieści. Jednakże ślub ubóstwa i posłuszeństwa nie jest dla Maryi czymś trudnym ze względu na ich przedmiot, gdyż Ona w sposób naturalny skłania się ku prostemu i ubogiemu życiu. W sposób spontaniczny lubi być posłuszna przedstawicielowi, którego dał Jej Bóg w odniesieniu do wszystkiego, co stanowi życie zewnętrzne po to, aby nie musiała się troszczyć o sprawy doczesne i aby pozostawała całkowicie wolna od troski o powszechnie życie i o prowadzenie domu. Dzięki posłuszeństwu, jakie okazywała Józefowi, karmicielowi rodziny, swemu opiekunowi, może oddać się w pełni życiu kontemplacyjnemu z prostotą jaka charakteryzuje maleńkie dziecko i trwać w milczeniu bez konieczności wchodzenia we wszystkie relacje z życiem miasta.

Te dwa śluby, posłuszeństwa i ubóstwa, nie są dla Niej przedmiotem prawdziwej ofiary i prawdziwego całopalenia. Inaczej jest ze ślubem dziewictwa, z jego pełnym i jedynym dla Niej znaczeniem. Całe bowiem Jej jestestwo i całe Jej życie, ta jakby maleńka uprzywilejowana ziemia, jakim jest kryjące w sobie skarb Jej niepokalane ciało, ta ziemia, z której wytrysnęło cudowne źródło, zostanie Bogu oddane jako dar gotowy do ofiary, aby ogarnął go i strawił ogień niebieski.

Ślub dziewictwa jest dla Niej przede wszystkim konsekwencją, a dopiero drugorzędnie przyrzeczeniem. Jest to pierwsza konsekracja dziewic, konsekracja Najświętszej Panny. Ślub dziewictwa, jak gdyby ochraniany przez Jej ślub z Józefem, stanowi definitywną i uroczystą realizację przyrzeczenia, w którym w pełni ofiarowała siebie Bogu podczas Przedstawienia w Świątyni. Maryja była wówczas za młoda, aby posiadać właściwą dla ślubu dziewictwa materię, lecz już posiadała rozum i wolność umożliwiające Jej złożenie tego ślubu. Pod wpływem łaski mogła ofiarować to, czego jeszcze nie posiadała, aby nigdy nie być właścicielką, nawet przez moment, lecz aby siebie z wyprzedzeniem ofiarować przyjąwszy dobrowolnie stan ubóstwa.

A gdy Maryja, osiągnąwszy dojrzałość, odczuwa w  swoim sercu i w swoim ciele moce, dzięki którym może założyć rodzinę, a więc może i Bogu złożyć samą materię tego ślubu, wówczas w pełni dokonuje się Jej konsekracja. To wszakże nie oznacza, iż z tą chwilą wie już dokładnie, jak wyjątkowe Bóg przeznaczył dla Niej powołanie. Ta konsekracja bezpośrednio odnosi się do całej tajemnicy ogarniającej Jej ciało, a ponieważ jest całkowitym oddaniem się Bogu, to niepewność wiążąca się z pytaniem jak Bóg posłuży się Jej ofiarą stanowi sama w sobie element tej ofiary. Duch Święty daje Jej odczuć bez cienia wątpliwości, że Jej ciało powinno być całkowicie poświęcone i zarezerwowane do Bożej dyspozycji.

W kolejnym rozdziale (Miłość i dar) spróbujemy zgłębić pełne znaczenie dla Maryi ślubu dziewictwa.

 

Józef i Maryja

Pod natchnieniem swej pierwszej miłości, jako spadkobierczyni całej Objawionej Tradycji – od opisu stworzenia mężczyzny i kobiety w Księdze Rodzaju poczynając, poprzez wszystkie epizody z życia rodzin patriarchów, przez całą historię Jej ludu i nauczanie proroków – Maryja zaczyna być świadoma wzajemnej roli, jaką pełni mężczyzna i kobieta zarówno w domu jak i w społeczności. Czyż we wspólnym życiu nie są dwoma niedoskonałymi obrazami jedynej miłości, jak gdyby dwoma nieukończonymi przybliżeniami, które muszą sobie nawzajem pomagać w owym zbliżaniu się do Boga i przygotowywaniu się do miłosnego zjednoczenia, którego sprawcą może być jedynie Bóg, lecz które daje On nam w ciemnościach i w milczeniu, bez obrazów i bez znaków?

Józef ma doskonałe wyczucie dziewictwa, które to wyczucie jeszcze się pogłębia i umacnia we wspólnym życiu z Maryją. Dla niego jest oczywiście dziewicą skrywającą tajemnicę, którą trzeba uszanować, tajemnicę, z której to korzystać można wyłącznie w milczeniu, a gdy zajdzie konieczność, chronić przed ludzką niedyskrecja przy krytyką. Cieszy się, że swoje siły i swoją pracę może oddać na służbę Świętej Dziewicy – delikatności i kruchości, którą wzmaga receptywność Jej miłości.

Dla Maryi Józef jest właśnie obrazem Boga i Bożego autorytetu: Vir caput mulieris. Dzięki roztropności, wielkoduszności i mądrości, których można się domyślać w jego milczeniu, a także dzięki jego sile, prawdziwie jest stróżem, którego Bóg dla Niej przygotował. Jest dla Niej zarazem i zwierzchnikiem, któremu powinna być posłuszna i który ze swojej strony winien Ją wspierać we wszystkich relacjach z zewnętrznym światem.

Dziewicza miłość Maryi, która skupia w Jej sercu wszystkie myśli i obrazy i zapewnia Jej trwanie w chwili obecnej, prowadzi Ją tym samym do ubóstwa wyobraźni i pamięci. To z ludzkiego punktu widzenia przydaje Jej kruchości, chyba że Duch Święty sam interweniuje, by wzbudzić wspomnienia, które w Niej w sposób naturalny są uśpione w miłości. Czyż Duch Święty nie pragnie tego ubóstwa, tak sprzyjającego kontemplacyjnemu życiu po to, aby Ją tym mocniej zjednoczyć z Józefem, który w bardzo konkretny sposób będzie Jej służyć? Józef dzięki temu stanie się autentycznym pośrednikiem pomiędzy Nią a światem, odpowiedzialnym za Nią w obliczu władz.

Dla Maryi Józef jest w istocie tym starszym bratem wybranym i danym Jej wprost przez Boga po to, by być Jej umiłowanym bliźnim, któremu Ona ze swej strony może służyć w sposób rzeczywisty, w sposób, którego sama miłość się domaga. Przez poślubienie Józefa znajduje w nim towarzysza wspólnego domowego życia, co umożliwia Jej ciągłe praktykowanie miłości bliźniego w harmonii z życiem kontemplacyjnym, i co tej kontemplacji zarazem jest przedłużeniem.

Dla Maryi Józef jest więc widzialnym przedstawicielem Boga w zakresie wszystkiego, co łączy się z zewnętrznym, braterskim życiem rodziny, dzięki ich małżeństwu oficjalnie uznanemu przez władze jego narodu. Józef został wskazany przez Ducha Świętego i on posiada wobec Maryi łaskę proroków kierowania tym pierwszym klasztorem. Czyż nie jest z tego punktu widzenia jak gdyby ostatnią figurą Jezusa, którą Duch Święty wyłącznie dla Niej ukształtował?

Józef jest nade wszystko stróżem. Umożliwia Jej prowadzenie ukrytego życia i jest dany, w razie potrzeby, do obrony. Józef wie, że w Maryi zamieszkał Duch Boży, ufa Jej całkowicie. Wierność Józefa wobec Maryi ma czysto nadprzyrodzony charakter. Maryja posiada w domu Józefa więcej swobody w podążaniu za natchnieniami „z góry”, niźli w domu swoich rodziców. Józef, który zna Jej tajemnicę i wyraził zgodę, by stać się niejako podmiotem ślubnego kontraktu łączącego ich w obliczu Synagogi, uważa siebie przede wszystkim za Jej stróża i opiekuna. Jest gotów służyć swoim autorytetem i bronić przed ludźmi dzieła, które Bóg pragnie w Niej zrealizować.

 

W milczeniu zjednoczeni…

To milczenie przyciąga Maryję do Józefa. Prawdziwa jedność dusz rodzi się ze wspólnego umiłowania milczenia, jakie otrzymali od Ducha Świętego. Łącząca ich przyjaźń jest przyjaźnią nadprzyrodzoną. Duch Święty sam był inspiratorem ich wzajemnego wyboru. Jest tym jedynym, wyłącznym Umiłowanym, który ich łączy.

Jedność ta jest oczywiście nieskończenie głębsza, ściślejsza i delikatniejsza niż jakakolwiek inna ludzka przyjaźń, lecz sytuuje się na zupełnie innej płaszczyźnie. W milczeniu się rodzi, spełnia się w milczeniu, i milczenie ją spaja. W tym tkwi pełnia jej dziewiczości.  Dziewiczość serca i wewnętrzne milczenie łączą się u szczytu i wymagają ogołocenia wszystkich wzajemnych relacji stanowiących nasze duchowe bogactwo.

Przyjaciel Boga czerpie radość z Jego łask, ale nie chce poprzestać na radowaniu się łaskami Bożymi. Prawda, że Duch Święty lubi jednoczyć swoich przyjaciół, i chodzi Mu nie tyle o to, żeby się wzbogacali – choćby nawet duchowo, zatrzymując wzrok na sobie wzajem – ale o to, by sobie wzajem pomagali w ogołacaniu się z własnego „ja” i aby zanurzali się w miłosnym milczeniu.

Maryja z Józefem zjednoczyli się, aby móc razem wieść to ciche życie, którego domaga się dziewiczość serca i aby móc stać wzajem na straży swego milczenia.

To milczenie nie przeszkadza, lecz usposabia do wszelkiej delikatności i uprzedzającej grzeczności charakteryzującej miłość, która zapomina o sobie jest i gotowa odkrywać potrzeby i pragnienia drugiego.

 

  1. Miłość i dar

Pod koniec tej pierwszej części dotyczącej życia Niepokalanej przed Zwiastowaniem pragniemy dalej kontemplować dziewiczą miłość Maryi, określającą Jej ducha i nadającą kierunek Jej życiu.

Miłość uboga ze swej istoty, bo nie przywłaszcza sobie niczego, z natury łagodna i pokorna, bo lubi trwać ulegle pod władzą Boga i czynić Jego wolę. Jest ona miłością, która pragnie siebie dawać, jest darem całkowitym, który tu na ziemi nie może się inaczej zrealizować, jak tylko poprzez ofiarę.

 

Bierność i aktywność

Pierwsza miłość Maryi była jak gdyby podwójnie bierna. Posiadała przede wszystkim podstawową dla każdej nadprzyrodzonej miłości bierność będącą darem Bożym, która udzielana jest nam zawsze w chwili obecnej, a więc domagająca się wciąż coraz bardziej owej miłującej bierności umożliwiającej trwanie pod wpływem Jego Ducha. Ponadto owa pierwsza miłość została Jej dana w postaci miłości maleństwa.

Od początku ta najgłębsza Boska miłość nieskończenie przekracza naturalne podłoże, w którym Duch Święty jakiś czas mógł się posługiwać i które nie było ściśle znakiem, ponieważ maleństwo nie potrzebuje znaków i nie jest jeszcze w stanie ich zrozumieć. Znaków potrzebuję rozum. Maleństwu wystarcza sama oczywistość miłości. Gdy chodzi o Maryję, to łaska zawsze uprzedza naturę. Duch Święty uprzedza pierwszą naturalną miłość maleńkiej Maryi wobec swojej matki, świętej Anny i przeobraża ją w miłość nadprzyrodzoną, a przez to od wewnątrz uświęca relacje maleństwa ze swoją matką, a wtedy Maryja przede wszystkim staje się instrumentem Bożym wobec świętej Anny.

Zachowanie maleństwa jest dla nas czymś bardzo czytelnym. Powyżej przyglądaliśmy się temu, w jaki sposób Opatrzność wszystko rozdysponowała w tym celu.  Wszakże postawa maleństwa nie może być dla nas obrazem miłości nadprzyrodzonej, bowiem ta w swej istocie jest miłością doskonałą, zakłada więc i doskonałą wzajemność. Pierwsza nadprzyrodzona miłość Maryi pochodzi z łaski królewskiej, toteż posiada zupełnie wyjątkowy stopień doskonałości. Bóg od początku życia Maryi daje Jej siebie jako umiłowany Ojciec ze swego rodzaju Boską pokorę, a ściślej z nieskończoną wielkodusznością wobec kruchości i małości swej Królowej miłości.

Otóż ta nadprzyrodzona miłość zakładająca wzajemność powoduje, że Maryja w wieku młodzieńczym uświadamia sobie coraz bardziej to, że Bóg złożył w Jej ludzkim ciele zdolność miłowania nie tylko dla osiągnięcia postawy bierności i skupienia, ale ze względu na rzeczywisty dar w formie służby bliźniemu, a nade wszystko by mogła złożyć pełny dar całego swego jestestwa. Maryi już nie wystarczy to, że daje siebie miłować, że zdaje siebie na to miłowanie, lecz jakby spala się w pragnieniu, by oddać samą siebie w pełnej miłości odpowiedzi na uprzedzającą miłość swojego Boga.

Miłość więc budzi w Maryi pragnienie służenia bliźniemu. Dlatego coraz bardziej uświadamia sobie i to, że miłość to zjednoczenie zwieńczone rzeczywistym darem, oraz że Bóg w swoim nieskończonym dla stworzenia miłosierdziu chce nie tylko Ją umiłować, nie tylko posiąść Ją dla siebie, lecz także może oczekiwać, aby Ona ofiarowała mu siebie poprzez służbę bliźniemu. Tutaj działanie nie ma być samo w sobie celem i nie ma być także poszukiwaniem dla siebie korzyści, lecz ma być służbą, oddaniem i zapomnieniem o sobie i ofiarą.

Maryja jest służebnicą i służką nieużyteczną, którą Bóg może wykorzystać jak zechce; służką, która nie ma do niczego prawa. Jest szczęśliwa, gdy Duch Święty skłania Ją do służenia Mu w braciach, a tym samym do złożenia swemu Bogu rzeczywistego świadectwa miłości. Świadectwem tego będzie tajemnica Zwiastowania. Powyżej mówiliśmy już o tym, że poślubienie Józefa umożliwiało Jej składanie daru z siebie we wszystkich codziennych braterskich posługach, w milczeniu i zapomnieniu o sobie, dające w pełni odpowiedź na nowe natchnienia, które wzbudzał w niej Duch Święty.

 

Nowe możliwości

Te natchnienia jednakże sięgają o wiele głębiej i stanowią o wiele głębszą tajemnicę. W wieku dziewczęcym, przez swoją czystość i głęboką, wewnętrzną świadomość, którą Jej daje dziewicza miłość, samo źródło Jej życia, Maryja odkrywa całą gamę czułości, współczucia, wielkoduszności, jakie może w sobie zawrzeć dziewicze ciało. Siły biologiczne w Maryi rozwinęły się pod natchnieniem miłości. Nie są zarażone pożądliwością, która pochodzi z „ja” szukającego przyjemności, „ja” sterowanego marzeniami, wyobraźnią i namiętnościami. W Jej świadomości nie jawią się jako w swej istocie aktywne siły życiowe, lecz właśnie jako nowe moce miłowania oddane całkowicie do dyspozycji Boga. Trwają „pod zaborem” miłości, całkowicie uległe i bierne wobec wewnętrznych natchnień, ku Niemu całkowicie zwrócone i przez Niego przyciągane.

Poślubienie Józefa ma przede wszystkim na celu ofiarowanie wyłącznie Bogu, przez ślub dziewictwa, tych tajemniczych zdolności miłowania, które w sobie przeczuwa. Pod ich wpływem rodzi się w Niej nowa żarliwość i pragnienie, by jeszcze bardziej ofiarować siebie Bogu, wraz z pogłębiającą się codziennie świadomością tego, że Bóg jest zazdrosny o wszystko, co bezpośrednio związane jest ze źródłem dziewictwa pozostającym w Jego mocy od pierwszej chwili życia Niepokalanej.

Duch Święty daje Maryi jasną świadomość tego, że dar miłości jest bezinteresowny, co sprawia, że nieustannie powraca do samotności i do milczenia u stóp swojego Boga. Tutaj tylko ma świadomość całkowitego oddania się Bogu i absolutnego zawierzenia, niczym prawdziwa niewolnica miłości. W pełni zdaje sobie sprawę, iż głębokie miłosne zjednoczenie w samotnej modlitwie dopełnia się w rzeczywistym darze, który w Jej życiu wyraża tę miłość. Ale jakiż znak mógłby dorównać tak głębokiemu i całkowitemu zjednoczeniu?

W obrzędach kultowych, w służbie i w dziełach miłosierdzia rzeczywiste darowanie swego ciała nie może sprostać tym pragnieniom całkowitej ofiary, które wzbudza w Niej Duch Boży. Te akty ofiarne nie są w stanie prawdziwie wyrazić Jej miłości. W istocie wielkoduszność Jej miłości daje Jej wewnętrzne i bardzo głębokie przeczucia, które mogą pod natchnieniem Ducha Bożego stawać się niekiedy żarliwymi pragnieniami. Lecz w Niej pragnie przecież sam Duch Święty. Toteż tym bardziej są one palące, i niekiedy świetliste, choć zarazem mogą powracać do stanu miłującego milczenia i do ponownego zanurzenia w ciemnościach wiary. Nigdy Maryja nie poznaje inaczej, jak wyłącznie w chwili obecnej ścisłego sensu i sposobu, jakim Bóg zechce się posłużyć, aby pragnienia te zrealizowała.

Wspominaliśmy powyżej o tym, że Bóg nie daje Maryi poczucia czasu i przestrzeni takiego, jak nam. On jednoczy w miłości. Pozwala przeczuwać w miłości i w miłości pragnąć. Maryja posiada jasną świadomość tylko tego, co w chwili obecnej wyraźnie objawia Jej Duch Święty. Tak więc droga, którą Duch Święty Ją prowadzi, to nie droga proroków, ale Królowej proroków. Nie prowadzi swojej Oblubienicy drogą światła, ponieważ tego nie potrzebuje. On w Niej mieszka i w każdej chwili w miłosnym pochwyceniu prowadzi Ją drogą zjednoczenia z Bogiem.

Dzięki temu Maryja może wciąż pozostawać maleństwem w zakresie wszystkiego, co dotyczy Jej osobistego życia. Zasługa Jej wiary jest przez to o wiele większa, i Jej pokora służebnicy polega właśnie na tym, że sama nie chce w zakresie tych przeczuć niczego precyzować. Jednakże głębokie poznanie Miłości nieskończonej pozwala Jej przeczuwać, iż Duch Święty zanurzając Ją coraz bardziej w postawie maleństwa i posługując się wszystkimi możliwościami, których się w sobie domyśla, może nadać Jej miłości jeszcze niejedno oblicze.

 

Pragnienie całkowitego poświęcenia

Śmierć z miłości oraz śmierć jako kara

Mądrość Ducha uzmysłowiła Niepokalanej w wieku, wydaje się, młodzieńczym, tę tak dla Niej tajemniczą rzeczywistość ludzką, jaką jest śmierć. Maryja będąc jeszcze dzieckiem istotnie wyczuwa sens śmierci z miłości – owej spokojnej, łagodnej śmierci wszystkich naszych władz poznania i działania spoczywających w nieskończonej Miłości. Istnieje wszakże inna śmierć, kara za grzechy, będąca śmiercią gwałtowną, będąca właściwym rozdziałem duszy i ciała, czyli czasowym odłączeniem ciała od Bożej miłości, i zaznaniem grobowego rozpadu.

Dziecko nie obawia się śmierci, zaś mały chrześcijanin postrzega w niej wyłącznie aspekt nadprzyrodzony, nie mając jeszcze świadomości ludzkiego realizmu tej kary. Szczęśliwy zwraca się ku Ojcu, chcąc być blisko Maryi i maleńkiego Jezusa. Potrzebny jest rozwój umysłowy, rozwój pewnej życiowej świadomości, jak i całej dynamiki życiowej wiążącej się z ludzkim ciałem, a jawiącej się w aspekcie nieskończoności, by zaistniał w nas lęk przed śmiercią. Człowiek dzięki rozwojowi umysłowemu, w wieku młodzieńczym, jak się zdaje, w wieku dojrzałości płciowej, zaczyna mieć świadomość śmierci, a wraz z nią, u nas, grzesznych ludzi, destrukcyjnych  sił będących wokół nas i w nas zarazem.

W jaki sposób Niepokalana stała się świadoma śmierci? W jaki sposób Duch Święty, przez Jej dziewiczą miłość, pozwolił zrozumieć Jej wszystko, co odnosi się w Piśmie do śmierci, jako konsekwencje grzechu? Maryja zdolna jest, oczywiście, cierpieć fizycznie, lecz nie ma w Niej aktywnych sił destrukcyjnych ani śmierci, podobnie jak i nie ma aktywnych sił życiowych. W jakiej mierze Duch Boży, przed przyjściem Jezusa, uświadomił Jej istnienie destrukcyjnych mocy i śmierci działających w świecie?

Dotykamy to szczególnej tajemnicy życia Niepokalanej. Właściwie nie powinna umrzeć, gdyż Jej ciało przez tę Boską miłość już jest jak gdyby wprowadzone w stan nadprzyrodzony, ona Ją przenika i ogarnia.

W życiu świętych odnajdziemy skrajnie różne postawy wobec tej rzeczywistości, jaką jest śmierć. Zdaje się, iż Bóg czasem odsuwa od swoich przyjaciół, w każdym razie w niektórych okresach ich życia, wyrazistą świadomość śmierci w aspekcie kary. Wymaga od nich i daje im postawę ufności, postawę całkowitego oddania się charakteryzującą maleństwo. W ich duszy aktualizuje się świadomość wyłącznie nadprzyrodzonego i pocieszającego obrazu śmierci, jako spotkania z Bogiem, jako śmierci z miłości, czyli jeszcze pełniejszej miłości. Miłość powstrzymuje rozum i wyobraźnię przed zatrzymaniem się przy zatrważającym ludzkim aspekcie śmierci – ten pozostaje jakby uśpiony.

Czasem przeciwnie, Bóg dopuszcza wyostrzony i bolesny lęk przed śmiercią jawiącą się w aspekcie kary i rozłąki, co różni ją radykalnie od śmierci z miłości. Niekiedy nawet Boska miłość daje prawdziwy niepokój wiążący się z myślą o śmierci. Ogołaca z tego wszystkiego, co nasze „ja” budowało instynktownie wokół myśli o śmierci, by oddalić ją ze świadomości, bądź też stworzyć sobie iluzoryczny jej obraz. W życiu mistyków zazwyczaj lęk przed śmiercią, ze względu na realizm ich miłości, staje się niepokojem, rodzajem agonii, jeśli Bóg zechce dać im ją odczuć w aspekcie kary. Często na tej właśnie drodze pragnie nas oczyścić, ponieważ, jak się zdaje, niepokój ów związany jest z zamieraniem naszego „ja”, jak i pokładaniem nadziei w życie, nadziei, która utrzymuje nas w przekonaniu, że nas śmierć nie dotyczy.

I przeciwnie, Boża miłość może nas napełnić realizmem wobec śmierci, zarówno naszej własnej, jak i wszystkich, którzy są nam bliscy – to dla nas zaiste głębokie źródło oczyszczenia. Wreszcie poprzez swą miłość Duch Święty może dać nam odczuć cierpienie, jak Jezusowi w Getsemani, ażeby Jego przyjaciele w zjednoczeniu z Nim mogli ofiarować to cierpienie jako w pełnym tego słowa znaczeniu przedmiot ofiary.

 

Przedmiot ofiary

Czyż nie trzeba, aby Maryja, Królowa wielkoduszna, poznała to cierpienie swoich braci, całą jego głębię i zasięg? Jej macierzyństwo przede wszystkim musi zostać ukoronowane tutaj na ziemi w tajemnicy współcierpienia. Czyż nie trzeba, aby Duch Święty przed Zwiastowaniem, w tym okresie przygotowującym, uświadomił Jej rzeczywistość, która stanowi szczególny przedmiot ofiary? Czyż, wedle Bożego zrządzenia, nie powinna sobie jej jasno uświadomić jeszcze przed swoim Bożym macierzyństwem? Czyż nie jest to ostateczne przygotowanie?

W myślach i w sercu Maryi śmierć musi mieć o wiele straszniejsze znaczenie niż dla nas. Człowiek cnotliwy, według św. Tomasza boi się śmierci, tymczasem człowiek okrutny idzie na śmierć bez obawy, albowiem ten pierwszy postrzega w ciele instrument substancjalnie współdecydujący w zdobywaniu cnót i zasług.

Dla Niepokalanej ciało jest głęboko związane, substancjalnie zjednoczone z Jej życiem w miłości. Bóg poprzez głęboką świadomość miłości, którą Jej daje i ku której Ją nieustannie prowadzi, ogałaca Ją z wszystkich pojęć i wyobrażeń, aby zanurzyć Ją w miłości skupionej, spokojnej, płomiennej ogarniającej  całe Jej ciało.

Otóż w śmierci z miłości Bóg się właśnie domaga, aby Niepokalana utraciła swą duszę, lecz Jej ciało pochwycone jest przez miłość, jest w pełni scalone przez zjednoczenie z Bogiem. Ciało jest uśpione, ale Jej serce czuwa.

W śmierci, w tym gwałtownym rozłączeniu duszy i ciała, jest wprost przeciwnie. Oddzielone od duszy ciało nie jest już pod władzą Ducha Świętego, lecz ulega rozpadowi i zniszczeniu. Dla dziewiczej miłości Maryi śmierć biologiczna jest tylko wyjątkowym przedmiotem ofiary. Czyż nie jest to jedyny określony przedmiot, jedyny adekwatny znak Jej pragnienia złożenia rzeczywistego daru z siebie?

 

Męczeństwo

Nie ma większego świadectwa miłości niż oddanie życia za tych, których miłujemy. Czyż Maryja czytając Księgi Machabejskie nie przeczuwała tajemnicy, do jakiej została przeznaczona? Czyż nie myśli o matce Machabeuszów jako o starszej siostrze, którą podziwia, miłuje i którą chciałaby naśladować? Czyż męczeństwo nie jest tą gwałtowną śmiercią, która umożliwia złożenie z siebie największego daru i najbardziej odpowiada pragnieniu pokory i poświęcenia siebie wzbudzanym w Niej przez dziewiczą miłość?

Jej dziewicze ciało, które, jak widzieliśmy, jest głęboko zjednoczone z Jej życiem miłości, mimo to jest ciałem zdolnym do cierpienia. Jest ponadto nieskończenie bardziej delikatne i wrażliwe ze względu na tę miłość dziewiczą, która przenika i okrywa całe Jej jestestwo. Tę swoją wrażliwość na cierpienie Maryja postrzega jako korzyść, ponieważ stwarza Jej ono dodatkową możliwość złożenia daru. Co więcej serce ofiarowane staje się jeszcze bardziej uległe. Czyż serce zmiażdżone bólem, ranione cząstka po cząstce przez cierpienia, które je gnębią i uciskają, nie jest przez to bardziej uwrażliwione na poruszenia Ducha Świętego? Działanie jako takie może powodować zatwardziałość, gdyż implikuje reakcję. Dobrze przeżywane cierpienie przeciwnie wzmaga ową uległość, tak istotną dla miłości.

Czyż owa Boska miłość, z istoty swej bierna, którą objawia się Maryi z nową biologiczną siłą, nie odkrywa swego własnego dzieła – w pełnym jego znaczeniu – w męczeństwie tych heroicznych świadków stojących naprzeciw swych katów, i umiejących pogodzić moc i uległość?

 

Podwójne męczeństwo

Czy wszakże ciało Niepokalanej nie stwarza możliwości jakby męczeństwa w dwójnasób? Pierwsze męczeństwo bolesne związane z naciskiem ludzi z zewnątrz wrogo nastawionych do Boga i to drugie męczeństwo z miłości, które jest nową śmiercią z miłości, wszakże już nie w słodyczy i pokoju pełnym skupienia, ale w gwałtowności płomiennego żaru zbyt mocnego dla ciała, od którego pęka serce.

Jezus na Krzyżu umiera, jak się zdaje, tym podwójnym męczeństwem. Donośny krzyk poprzedzający skonanie jest według św. Tomasza znakiem wciąż obecnej w Jego ciele żywotności. Całkowicie przeniknięte miłością ciało nie poddaje się okropności zewnętrznego straszliwego bólu. Umiera ze swej woli, w pełnej wolności i o własnej godzinie, od wewnętrznego naporu tej nieskończonej Miłości, która w Nim jest, podczas gdy Duch święty z nową siłą rozlewa swą nieskończoną miłość w Jego cierpiącym ciele.

Ów donośny krzyk jest wołaniem miłości. Jest znakiem, że ta śmierć nie jest zwykłym apostolskim męczeństwem, ale dobrowolną ofiarą, którą sam Oblubieniec składa, aby oddać Bogu swoje ciało za swą Oblubienicę. Jedynie Maryja rozumie sens tego ostatniego, tajemniczego zawołania Jezusowego w obliczu ogromu zła: wołania do wszystkich ludzi dobrej woli, do najbliższych przyjaciół, oraz do miłości i miłosierdzia swojego Ojca.

Czyż Maryja, u zarania swego dojrzałego życia, czując ożywczą moc, jaką miłość daje Jej ciału, nie jest spragniona tego podwójnego męczeństwa? I czyż nie pragnienie męczeństwa nadaje, w chwili obecnej, znaczenie ślubu dziewictwa. Jej ślub dziewictwa jest jakby natchniony i ukierunkowany pragnieniem męczeństwa. Maryja chce zachować wyłącznie dla Boga wszystkie możliwości swojego ciała, ale szczególnie tę nową energię, która odsłania przed Nią dziewicza miłość, i którą posłuży się Duch święty dla uzmysłowienia Jej sensu śmierci w samym pragnieniu męczeństwa.

Swoje ciało teraz postrzega jako jeszcze bardziej tajemnicze, jako posiadające w sobie takie możliwości, których całego zasięgu nie jest w stanie przeniknąć. Natomiast posiada tę pewność, iż wszystko winna poświęcić Duchowi Bożemu – który w posiadanie wziął już całe Jej jestestwo – z tą głęboką nadzieją, iż On odpowie na Jej dar, na Jej wewnętrzne poświęcenie nowym darem, ostatnim błogosławieństwem tutaj na ziemi: owym podwójnym męczeństwem. W danym momencie Maryja odnosi wrażenie, iż Bóg, który napełnił Ją już tyloma łaskami, nie może Jej udzielić nowego daru.

II

Zwiastowanie
jako próba:

nowe
objawienie się Boga

Teraz, po rozważaniach dotyczących związku życia konsekrowanego Maryi z tajemnicą Niepokalanego Poczęcia,  winniśmy przyjrzeć się temu, co łączy tę tajemnicę z Jej Bożym macierzyństwem.

To Jezus jest Boską odpowiedzią na pierwszą próbę wejścia na drogę życia konsekrowanego. Jest substancjalnym owocem życia pozornie bezpłodnego, złożonego z własnej woli w ofierze, które całej swojej płodności spodziewa się od Ducha Bożego. Lecz Jezus nie odciągnie Maryi od ubogiego i pokornego, posłusznego, dziewiczego życia konsekrowanego. Przeciwnie, On je uświęci sam przychodząc, by dzielić je z Maryją, by Jej pomóc odkryć nowe rodzaje jego płodności.

Przed Zwiastowaniem życie konsekrowane Maryi i Józefa jawi się wyłącznie jako przygotowanie, jako etap, którego celu Maryja nie zna. Ufa ślepo Duchowi Bożemu, który Ją wewnętrznie prowadzi. Życie konsekrowane Maryi po Zwiastowaniu jawi się jako tajemniczy kres całej ekonomii Objawienia, jako wspaniała kontynuacja planów Ojca, które zostały zaprzepaszczone przez grzech pierworodny.

Maryja posiada pełnię ducha prorockiego. Duch Święty, który dzięki przywilejowi Niepokalanego Poczęcia, trwale w Niej już mieszka, skłania Ją do wyboru takiego stylu życia, który sprawi, że wszystkie Jej zajęcia będą pod znakiem Ducha. Maryja pragnęła jak gdyby przygotować pośrodku grzesznego świata maleńką oazę pozostającą w pełnej harmonii z natchnieniami Ducha, w której mógłby mieszkać.

Na tę decyzję Duch Święty odpowiedział nowym darem. Oblubienicy – która, nim Go wyraźnie poznała jako Osobę różną od Ojca i Syna, nim uwierzyła Jego tajnym natchnieniom i porzuciła wszystko, aby iść za Nim – odpowiedział swym przyjściem, by w Niej na nowy sposób, w swojej nowej pełni zamieszkać. Maryja, zanim wyraźnie poznała tajemnicę Przenajświętszej Trójcy, uwierzyła w niewidzialną misję Ducha Świętego. Na tę heroiczną wiarę Duch Święty odpowiedział czyniąc Ją Matką Słowa w Jego misji widzialnej.

Pragnąc uchwycić całą rozpiętość tajemnicy Zwiastowania najpierw podejmiemy medytację dotyczącą jej zewnętrznych aspektów, próbując sobie uświadomić, w jaki sposób mogły stanowić dla Maryi materię Jej dwojakiej próby: w zakresie życia wewnętrznego, a następnie zewnętrznego w statusie życia konsekrowanego, jakie z Józefem ustanowili (rozdział 1).

Następnie spróbujemy prześledzić, czym mogły być wewnętrzne przeczucia Niepokalanej stanowiące przygotowanie do Jej Boskiego macierzyństwa, a zarazem do nowego objawienia się nieskończonej Miłości. Ujrzymy w jaki sposób dziewicza miłość przygotowała Ją do dwóch wielkich tajemnic, Wcielenia i Najświętszej Trójcy, które w czasie Zwiastowania zostały Jej objawione (rozdział 2).

Wtedy będziemy mogli się przyjrzeć, w jaki sposób owe przeczucia urzeczywistniają się w decydującym momencie Zwiastowania w znaku małości, które potwierdza ubóstwo w duchu i wewnętrzną pokorę dziewiczej miłości Niepokalanej (rozdział 3).

Na koniec tę szczególną w życiu Maryi próbę Zwiastowania rozważymy w kontekście relacji z Józefem. A dalej, zobaczymy jak Oni, z chwilą zakończenia tej próby, będą kontynuować to wspólne życie w milczeniu, które Jezus przyszedł uświęcić (rozdział 4).

 

  1. Szczególne okoliczności Zwiastowania

Zwiastowanie jest najwyższą próbą wiary Niepokalanej, próbą rozstrzygają o całym Jej życiu, a przez to o losach całej ludzkości i świata. W tym momencie Maryja jest rzeczywiście Matką wierzących, ponieważ jest pierwszym ze stworzeń, które w sposób wyraźny poznaje dwie wielkie tajemnice naszej religii: tajemnicę Przenajświętszej Trójcy oraz tajemnicę Wcielenia.

Czyż nasza wiara nie odwołuje się zawsze do owego fiat, które Maryja wypowiedziała jako Matka i Królowa wierzących? Ta próba wiary ma więc charakter wyjątkowy. Czyż przez swe zaufanie Bogu Maryja, Królowa aniołów i ludzi, nie ma jak gdyby zrekompensować owej dwukrotnej niewierności: anioła i Ewy? „Gwiazda zaranna” jest przeznaczona do zajęcia miejsca „Lucyfera”, który był, wedle Tradycji, najważniejszym z aniołów, księciem zastępów niebieskich, a przez to i księciem świata.

W jaki sposób Maryi jawi się ta budząca strach próba? Ponieważ w tym rozdziale pragniemy przyjrzeć się szczególnym okolicznościom tej próby, nie możemy nie zwrócić uwagi na znaczenie obecności anioła Gabriela – Ewangelia powiada, że na widok anioła Maryja „zmieszała się”, zanim anioł do Niej przemówił.

Przybywający anioł staje się powodem podwójnej próby dla Niepokalanej: a więc jest to próba w zakresie Jej wewnętrznego życia, i próba dotycząca życia zewnętrznego, a przede wszystkim statusu wspólnego życia ze świętym Józefem. Wydaje się, iż Gabriel przez sam sposób pojawienia się stanowił wstrząs dla obu.

Spróbujmy się teraz temu przyjrzeć, odrębny rozdział przeznaczając na szczegółowe omówienie samej treści przyniesionego przez anioła objawienia a zarazem próby Jej wiary w ścisłym tego słowa znaczeniu.

 

Próba dotycząca wewnętrznego życia Maryi

Do Zwiastowania Mądrość Boża prowadziła Maryję, pioniera w wierze, bez żadnego cudu, bez żadnych nadzwyczajnych rzeczy w Jej życiu. Jej życie mistyczne było oczywiście głębsze od życia wszystkich świętych razem, a zarazem tak autentyczne, że nie potrzebowało żadnych nadzwyczajnych przejawów, takich jak wewnętrzne słowa, widzenia czy sny. Duch Święty prowadził Maryję aż do Zwiastowania wyłącznie poprzez udzielanie się Jej od wewnątrz. Powyżej mówiliśmy o tym, w jaki sposób rozwijał Jej mistyczną świadomość dając Jej tak mocny zmysł milczenia i uwewnętrznienia, i wprowadzając Ją coraz głębiej w Bożą miłość.

W Zwiastowaniu natomiast anioł pojawia się zewnętrznie pod postacią młodzieńca przychodzącego w niecodzienny zgoła sposób. Jego obecność zmieszała Ją. Można sobie wyobrazić, że Maryja natychmiast zadała sobie pytanie, czy anioł ów jest posłańcem Boga, czy też demona, ponieważ znała najwyższe niebezpieczeństwo grożące ze strony złych aniołów przebranych za aniołów światła.

To pierwsza trudność, jaka pojawia się w obliczu anioła, następna jest wielekroć poważniejsza: albowiem przez anioła Bóg zdecydował się Jej objawić dwie wielkie tajemnice naszej religii. Aż dotąd Duch Boży prowadził swoją Oblubienicę przemawiając do Jej serca. Nie uciekał się do stworzonych pośredników dla wyjawienia Jej swych tajemnic. Teraz, gdy chodzi o tajemnicę tajemnic, wobec której wszystkie pozostałe zdają się być tylko przygotowaniami, Maryja uwierzyć ma „narzędziu”, pośrednikowi pomiędzy Nią a Bogiem.

Dla objawienia swych niezgłębionych tajemnic Bóg rzeczywiście nie posłużył się metodą przyjaznej poufności, która wykluczałaby jakiekolwiek pośrednictwo, bo charakterystyczną właściwością przyjaźni jest bezpośredniość. Szczególna trudność, jaką mogła Maryja przeżyć w obliczu anioła, jest w gruncie rzeczy niezwykle ludzka: czyż nie jest to trudność, jaką w Kościele przeżywa wielu chrześcijan, ponieważ nie jest im łatwo zgodzić się na to, że istnieje w Kościele autorytet nauczycielski w sprawach wiary, i że jego przedstawicielami są ludzie?

Jest jeszcze inna, odwrotna trudność dotycząca anielskiego pozdrowienia. Maryja, jako kobieta, ze względu na swą ludzką naturę stoi niżej od anioła. Tymczasem, gdy słyszymy pozdrowienia anioła Gabriela, widzimy, iż brzmi ono jak pozdrowienie podwładnego wobec przełożonego. On Maryi nie pozdrawia tak, jak my: „Bądź pozdrowiona, Maryjo, łaski pełna”, on mówi: „Bądź pozdrowiona pełna łaski”. Według anioła Maryja ma na imię właśnie „Pełna łaski” i anioł przyjmuje wobec Niej postawę uniżoną.

Otóż odpowiada to ekonomii Objawienia, aby dobry anioł miał swoją rolę do odegrania w tym momencie, który miał być decydujący dla całego stworzenia: czyż Wcielenie Jezusa, a jeszcze bardziej macierzyństwo Maryi, nie było w pewnym sensie zgorszeniem w oczach aniołów, jakby stawką straszliwej walki pomiędzy dobrymi i upadłymi aniołami, o których mówi św. Jan w Apokalipsie? I czy ta walka nie toczyła się aż do momentu Zwiastowania?

Dobre anioły są Bożymi  instrumentami w całej historii ziemi i ludzkości, mającymi przygotować arcydzieło, które Bóg zamyślił już w akcie stwarzania świata. Złe anioły posługują się całą mocą, jaką im dano, aby oddziaływać bądź to na żywioły przyrody, bądź na ludzi w celu pokrzyżowania czy też opóźnienia planów Bożych.

Zatem należy zwrócić uwagę na to, że gdy Wcielenie Jezusa, przez macierzyństwo Maryi, stało się centralną próbą wiary dla aniołów, to teraz z kolei jeden z aniołów stawia Ją wobec próby wiary poprzez rolę jaką Bóg mu wobec Niej wyznaczył: to właśnie Maryi zapowiada te dwie realizacje Bożego planu miłości. Bóg w swej mądrej miłości zmienia swe relacje z Maryją posyłając do Niej jednego ze swych aniołów, aby przez tę próbę stała się Królową aniołów i ludzi.

Maryja naprawdę jest Królową z punktu widzenia miłości, i Duch Święty w królewski zaiste sposób wprowadza Ją w całą tę najgłębszą sferę. Jeśli jednak mogła dotychczas trwać w postawie dziecka i ucznia w zakresie wiary, o tyle przy Zwiastowaniu Duch Święty wymaga od Niepokalanej postawy Królowej w wierze: jako będącej Królową wiernych. Wiara Maryi trwa w ciemnościach, pozostaje wręcz jak nigdy dotąd ciemnością. I Ona sama wyłącznie będzie miała osądzić wartość obiektywnych danych wiary, które przedstawia Jej posłaniec Boży.

By ukształtować wiarę swojego maleństwa, Bóg posyła do Niej swego ambasadora – lecz Ona sama będzie musiała rozpoznać jego autentyczność i stwierdzić prawdziwość jego świadectwa, mając na uwadze wszystkie możliwe oszustwa złych duchów. Oczywiście kształtując Maryję Duch Święty posłużył się objawieniami prorockimi, ale wówczas Maryja jedynie zawierzała jak dziecko autorytetowi określonej tradycji, którą z wiarą przyjmowała nie osądzając jej w żaden sposób.

Wychodząc od tego obiektywnego nauczania przekazanego przez Jej Ojców Duch Święty odkrywał przed Maryją, udzielając Jej wewnętrznego światła, ukryte możliwości Bożego słowa sprawiając, że przeżywała je w chwili obecnej, w ciemnościach wiary. Nie starała się wyraziście wyjawić wszystkiego, co przeczuwała w swoim sercu, ale, przeciwnie, zagłębiała się w tych cieniach błogosławionych, spoczywała w ubóstwie, w ogołoceniu swej wiary jako najmniejsze z Bożych dzieci.

Bez wątpienia Duch Święty już skłonił Maryję do wyboru nowego rodzaju życia właśnie po to, by mogła w sposób jeszcze bardziej swobodny, w całkowitej wolności swej duszy, poświęcić się w pełni milczącej kontemplacji, owej głębi, która nie poszukuje już niczego innego, jak tylko miłości. Na drodze nowego życia konsekrowanego ze świętym Józefem istnieje jakby rozdział funkcji. Józef wobec Niej rzeczywiście reprezentuje Boga w zakresie wszystkiego, co dotyczy życia zewnętrznego. Jest on prorokiem prywatnym i publicznym zarazem, którego daje Jej Bóg dla prowadzenia nowego domu, jakby mistrzem Jej życia wspólnego i relacji społecznych. Ów nowy rodzaj życia jest zresztą jakby zaakceptowany i zatwierdzony przez oficjalne władze Jej ludu, przez akt Ofiarowania w Świątyni i przez Jej małżeństwo.

W oczach Maryi wszystko to jawi się jako cudowna harmonia pomiędzy całą najgłębszą płaszczyzną Jej duszy, a zewnętrznymi warunkami Jej życia, pomiędzy Jej głębokimi pragnieniami pochodzącymi z miłości i całym Jej życiem jednoczącym z Bogiem, które prowadzi w zaciszu swej duszy, a widzialnymi reprezentantami Jej Boga, na których Maryja tak lubi się opierać. Wszystkie najgłębsze pragnienia Jej duszy zostały zrozumiane i potwierdzone przez władze zewnętrzne, a ponadto zrealizowała je z ich pomocą.

 

Próba dotycząca zewnętrznego życia Maryi

Dochodzimy do drugiego aspektu tej próby, która ze względu na swój charakter jest w życiu Maryi czymś zupełnie nowym. Anioł przychodzi do Niej wówczas, gdy jest sama, wstawiając Ją bezpośrednio wobec problemu moralnego, który sama musi rozwiązać, bez pośpiechu, naturalnie, ale też Bóg nie daje Jej czasu na zasięganie porad u innych – przede wszystkim u Józefa – czy choćby na przedłużenie modlitwy, by Boga prosić o nowe światło.

Wysłannik Boży oczekuje od Niej odpowiedzi natychmiastowej i definitywnej. I Maryja jest doskonale świadoma tego, że odpowiedź, jakiej udzieli, będzie oznaczać zaangażowanie całego Jej życia, tego co wewnętrzne i co zewnętrzne, oraz że nie będzie się odnosić wyłącznie do więzi z Duchem Bożym, ale także i do relacji z innymi. Czyż to nowe życie nie zmusi Jej do porzucenia słodyczy Jej życia ukrytego? Bóg już chce, jak się zdaje, przez posłanie swego anioła nadać temu objawieniu charakter oficjalny, publiczny. To tak, jakby chciał, by wszystko odbyło się według przyjętego przez tradycję oficjalnego protokołu dla sprawy, której przeznaczeniem wcale nie jest pozostanie w ukryciu.

Jest to zatem propozycja jakby zaślubin, którą Król królów składa swojemu maleństwu, na które patrzy już jak na królową, lecz zarazem pragnie, aby Ona w tej najwyższej próbie zachowała postawę królewską, sama udzielając odpowiedzi. Nie ma to być odpowiedź wyłącznie prywatna, ukryta w sercu – jej waga ma być publiczna, werbalnie sformułowana i precyzyjna.

Próba ta nabiera niezwykłej ostrości, gdy uzmysłowimy sobie czym jest przede wszystkim ten problem moralny Maryi wobec Józefa. Jak wyżej podkreśliliśmy, to on jest głową domu, w którym wiodą wspólne życie, który założyli z inspiracji Ducha Świętego. To on wziął za Maryję odpowiedzialność w obliczu społeczeństwa i Synagogi.

On jest autorytetem, on właśnie reprezentuje Boga we wszystkim, co się tyczy Jej życia zewnętrznego. Maryja jest tylko służebnicą i dzieckiem. Czyż anioł nie powinien był zatem postawić swojego pytania najpierw Józefowi, Jej panu i głowie rodziny? Lub czyż przynajmniej nie powinien był, o ile rzeczywiście jest wysłannikiem Bożym, przyjść do nich, gdy będą razem, z tą prośbą, która, jak się zdaje, dotyczy ich obojga?

Józef ponadto jest z jednej strony głową tego ukrytego ogniska życia na zewnątrz, ale równocześnie jest i tym, którego Maryja, za natchnieniem Ducha Bożego, obrała sobie za strażnika swego dziewictwa. Ich dziewicze małżeństwo opiera się na ślubie, które każde z nich złożyło i w którym siebie poświęcają wyłącznie Bogu. Maryja zna oczywiście proroctwo Izajasza: „Dziewica pocznie i porodzi syna”. Jej dziewicza miłość sprawia, że dosłownie rozumie jego znaczenie z całą zawartą w nim głębią.

Ale, jak się wydaje, nie to było motywem, dla którego Maryja złożyła ślub dziewictwa. W każdym życiowym poruszeniu Maryja zezwala, aby Duch Święty Ją prowadził, nie pytając o racje, nie szukając na własną rękę motywów pragnień, które Ją prowadzą, nie starając się własnym rozumowaniem niczego przybliżać, ani też porównywać. Można wszakże powiedzieć, że Duch Święty obdarzył ją już niejasnym przeczuciem Bożego wobec Niej planu. W każdym razie Jej ślub dziewictwa związany jest z poślubieniem Józefa, co oznacza, że jemu, jego władzy, podlega i on działa jako Jej opiekun.

A zatem teraz rozumiemy rosnącą trwogę Maryi w obliczu anioła: gdyby był to istotnie wysłannik Boży, czyż nie powinien uszanować, w jakiejś oficjalnej formie, władzy ustanowionej przez Boga? Czyż nie powinien był wspomnieć chociażby o Józefie w przypadku, który ma, jak się zdaje, zakłócić status małżeństwa zawiązanego przecież z natchnienia Ducha Bożego?

To właśnie jest ta wielka próba wiary stająca przed Maryją w obliczu anioła. Pozwala nam ona zrozumieć, że Bóg może i nas czasem prowadzić drogami, które nam mogą się wydać sprzeczne, czy będące wprost negacją wszelkiego rozsądku, wszelkiej ludzkiej logiki.

Nim zajmiemy się zgłębianiem sprawy sumienia Maryi względem Józefa, Jej małżonka, spróbujmy rozeznać aspekt ciemności i aspekt jasności w tajemnicy Zwiastowania, w samej jej substancji – Niepokalana słyszy słowa anioła, lecz sercem przede wszystkim wsłuchuje się w echo rodzące się w Jej sumieniu pozostającym całkowicie pod wpływem Ducha Świętego.

Tajemnica ta ma tyle ukrytych możliwości, że jesteśmy zmuszeni rozłożyć je na wiele momentów, podczas gdy Duch mógł je przez swą miłość złączyć w chwili obecnej. Ponadto, gdy o łaski mistyczne chodzi, Bóg może najpierw dać słabiutkie światełko, które się wzmaga, gdy nasze wewnętrzne „przylgnięcie” do Boga wzrasta, a przez to samo pozwala nam odkryć nowe aspekty dające naszej wierze nową pełnię. Chodzi wciąż o ten sam akt wiary w słowo Boże, czy też w ego wewnętrzne świadectwo, lecz czytelna jego zawartość wzbogaca się, czy pogłębia, dzięki nowym perspektywom, które miłość może nam ukazać bądź to ze swego rodzaju oczywistością, bądź tylko z przeczuciem, jako rzecz odległą.

Nie chcieliśmy dotąd czyni zbyt wiele aluzji do niejasnych przeczuć Maryi związanych z Jej powołaniem na dziewiczą matkę Jezusa, bowiem, jak się wydaje, to nie one zadecydowały bezpośrednio o wyborze życia konsekrowanego. Prawdopodobnie natchnienie Ducha Świętego dało Jej wówczas to światło w odniesieniu ściśle do wyboru stylu życia.

Pokora Maryi umożliwiła Jej trwanie w chwili obecnej, oraz ukrywanie głęboko, w ciemnościach wiary, wszystkich przeczuć, które wzbudzać mogła Jej miłość. Jednakże w chwili, gdy posłaniec Boży wymaga od Niej podjęcia decyzji dotyczącej całego życia, wszystkie te przeczucia w jakimś sensie, pod wpływem Jej miłości, krystalizują się, aby stać się w Niej tą jasnością – ciemnością, w której Jej sumienie rozważa słowa anioła Gabriela.

 

  1. Przeczucia Maryi dotyczące Jej dziewiczego macierzyństwa

Biorąc pod uwagę nasze psychologiczne uwarunkowania, pewne jest iż zasadnicza trudność Zwiastowania tkwiłaby w samej naturze dwóch największych tajemnic, Świętej Trójcy i Wcielenia, które zostają Maryi naówczas objawione.

Dla teologa nie ma cienia wątpliwości, że razem z tajemnicą Wcielenia przez dziewicze macierzyństwo została Maryi objawiona tajemnica Trójcy Świętej. Jest w istocie rzeczą nie do pomyślenia, aby Maryja, nie wiedząc o tym, została Matką Boga, tym bardziej, że Bóg sam chciał, aby miała Ona w tej tajemnicy swój udział. Czyż łaska wyjątkowa, jaką było Jej Niepokalane Poczęcie, nie uwzględniała już Jej dziewiczego macierzyństwa? A ponadto, czyż sam Duch Święty nie przygotowywał Jej do tych doniosłych objawień przez najrozmaitsze przeczucia, o których już mówiliśmy śledząc rozwój dziewiczej miłości od samego początku Jej życia?

A zatem strzeżmy się przed próbą zrozumienia treści Zwiastowania przy pomocy psychologii właściwej nam, nędznym grzesznikom, a także strzeżmy się przed próbą zrozumienia tej treści na sposób wyłącznie teologiczny. Nie należy przy pomocy naszego rozumu zestawiać tej tajemnicy i całej ekonomii Objawienia, aby odkryć płaszczyznę psychologiczną czy też perspektywę, w której Maryja miałaby przyjąć tę tajemnicę. Maryja jest Niepokalaną. Przyjmuje anielskie przesłanie z mistyczną świadomością wynikającą z przywileju Niepokalanego Poczęcia, i z tej Boskiej wiedzy, którą Jej dał Duch Święty, pozwalając Jej od wewnątrz, przez dziewiczą miłość, zrozumieć w pełni znaczenie proroctw.

Jednym z charakterystycznych rysów Jej mistycznej świadomości, o czym powyżej mówiliśmy, jest pokora. To pewne, że najbardziej pokornym ze wszystkich stworzeń jest Maryja, lecz Jej pokora jest wielkoduszna. Czyż Jej dziewicza miłość – dzięki której skupia się wyłącznie na tym, co najważniejsze – nie jest ze swej istoty wielkoduszna? Czyż ta wielkoduszność nie pochodzi bezpośrednio z Jej miłości? I czyż wielkoduszność Jej miłości nie jest zaiste źródłem jej pokory? Ale jest jeszcze jedna szczególna cecha dotycząca wyłącznie Niepokalanej, która wyjaśnia Jej pełną prostoty postawę w czasie Zwiastowania.

Pokora i wielkoduszność Maryi

Duch Święty uprzedza w Maryi naturę i  zanim w ogóle mogłaby się sobie samej świadomie przyjrzeć, umieszcza Ją od samego początku w tej pierwszej miłości, której Maryja nigdy nie porzuci. Maryja jest jedyną świętą, która nigdy na sobie nie zatrzymywała wzroku. W Niej nigdy nie było zwracania się ku sobie samej. Pokora jest przede wszystkim jedną z cech Jej mistycznej miłości. Miłość ta, będąca biernością i miłującą uległością, jest jak gdyby cechą własną Boskiej miłości, którą otrzymuje stworzenie nie troszczące się w ogóle o siebie, lecz zezwalające, aby Bóg je prowadził.

Maryja nie posiada własnych pragnień. To Duch Święty w Niej pragnie. Niejasne przeczucia, spontaniczne pragnienia nigdy nie rodzą się w Niej we własnym „ja” – ono w Niej po prostu nie istnieje – lecz zawsze w miłości. Ta miłość posiada całkowitą swobodę wzbudzania w Niej najbardziej wielkodusznych pragnień. Nie martwi się ponadto żadnymi warunkami ludzkiej kondycji – zewnętrznymi wobec miłości – a uwzględnia jedynie tę pełnię łask, która w Niej jest. Maryja nigdy się samej sobie nie przygląda, co oznacza, że żadna introspekcja nie ogranicza, ani nie osłabia Bożego wezwania: zatem tylko Jej pełnia łask może nam objawić zakres i głębię pragnień Ducha Świętego, pragnień rodzących się w Niej od pierwszej chwili życia.

Jej pokora polega w istocie na zezwalaniu, aby Bóg Ją prowadził, bez oporu z Jej strony, a zarazem bez Jej własnych inicjatyw. Bóg doskonale wie, że jest stworzeniem, i do tego stworzeniem ubogim, ale przecież On sam także wie, jakie złożył w stworzeniu możliwości – szczególnie w składającym się z duszy i ciała człowieku. Ciało posiada w nim nieskończoną potencjalność materii pierwszej, wymykającej się całkowicie pojmowaniu ludzkiemu, a nawet innych stworzonych inteligencji: znać ją może Bóg, i tylko On. Gdybyśmy sami z siebie chcieli ograniczać moc tej miłości, czyż nie byłoby to zniewagą Boga i Jego miłości nieskończonej?

Ufność, jaką pokłada Maryja w tej nieskończonej miłości przekracza i ogarnia Jej pokorę, ponieważ Najświętsza Panna zawsze najpierw spogląda na swojego Boga. Najpierw poznaje Oblubieńca, siebie zaś nie poznaje inaczej, jak tylko poprzez Niego, a ściślej przez łączącą ich miłosną relację. Właśnie Jej wielkoduszność stanowi jedną z dwóch właściwości owej nieograniczonej ufności, która jest zarazem i powierzeniem siebie, i pragnieniem miłowania wzbudzanym przez Ducha Świętego. Jej nadzieja, która ma w sobie rys ufności, posiada w istocie obie te cechy.

Duch Święty umieścił Ją w miłosnym zjednoczeniu, które samo w sobie zakłada, iż będzie przez swego Boga „magnetycznie” przyciągana, a przez to i w pełni ku Niemu zwrócona. Jej pokora jest trwaniem w tej wielkodusznej postawie, którą wyznaczyła Jej miłość.

Ogłoszenia dogmatów Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia odkrywa przed nami wciąż nowe aspekty duchowego życia Maryi. Uwidacznia się to w życiu świętych, przede wszystkim tych, którzy są przez Boga od najwcześniejszych lat prowadzeni w sposób uprzywilejowany. Wydaje się , iż niemal zawsze towarzyszą im przeczucia, niejasne naturalnie, lecz z którymi wiążą się bardzo intensywne pragnienia dotyczące przeznaczonego im powołania. Wyjątki, jak się zdaje, wynikają zwłaszcza z braku wierności, czy też z pokusy jaką może być pycha i zarozumiałość – ale żaden z tych przypadków nie dotyczy .

Czyż Mądrość w swej miłości nie przygotowuje wszystkiego w taki sposób, ażeby ostateczny cel, istniejący w zamyśle wiekuistego przeznaczenia, był od samego początku obecny jako głębokie ukierunkowanie, w świadomym i wolnym pragnieniu rozumnego stworzenia? Bóg w swoich świętych wszystko jak gdyby ułożył ze względu na zasługę wiary i nadziei. Na początku istnieją bardzo niejasne przeczucia, aby mógł potem nastąpić wzrost owego zasługiwania. Pierwsza najwcześniejsza miłość Maryi jest ową dziewiczą miłością, o której była powyżej mowa, a więc miłością maleństwa, które już ukochało swojego Boga nieskończenie bardziej niźli własną matkę, kocha jako matka, ale jak matka – oblubienica łącząca w swej dziewiczości miłość maleństwa z miłością oblubienicy.

Całe życie Maryi przed Zwiastowaniem przygotowuje Ją, pogłębia i intensyfikuje najważniejsze cechy Jej dziewiczej miłości, której zwieńczeniem będzie ślub dziewictwa. Pokora Maryi jest uległym trwaniem w mocy Ducha Świętego, co wymaga, oczywiście, aby nie uprzedzała sama z siebie przeczuć i pragnień Ducha Świętego, pozwalając swojemu umysłowi czy wyobraźni jasno je określać czy formułować używając porównań czy analogii z prorokami; ale nade wszystko chodzi o to, aby nigdy przez obawy czy ludzką małoduszność nie opóźniała wzlotów Ducha Świętego.

Duch Święty zawsze uprzedza pragnienia Niepokalanej, jak gdyby licząc się tylko ze swą nadmierną wobec Niej miłością, jak gdyby zapominając o Jej kruchości… Maryja pozwala Duchowi Świętemu jednoczyć w miłości i przez miłość wszystkie figury prorockie i zapowiedzi, pozwala jednoczyć je z racji tej dziewiczej miłości. Maryja nie jest panią tej miłości, która w Niej mieszka, jest jej pokorną służebnicą – oddała Bogu całe swoje życie, zwłaszcza ciało, jakby maleńką ziemię, w której może On zamieszkać.

Maryja zezwala, aby Boska miłość do Niej przychodziła, a także przez Nią przepływała, aby zagarnąć wszystkie moce materii, które zostały przez Boga stworzone specjalnie na służbę miłości. Dokonawszy transformacji owej materii, Boska miłość porywa Maryję do siebie. Jedynym Jej zadaniem w tym przepływie miłości jest wypowiedzenie owego fiat ustami służebnicy nieużytecznej, lecz wolnej, zdolnej do miłującego uświadomienia sobie Bożej miłości; służebnicy wielkodusznej, w akcie wdzięczności za wszechmoc, a zwłaszcza za łaskawość nieskończonej Miłości, która, niejako z niczego, może urzeczywistnić najpiękniejsze dzieło swej miłości.

To chyba naturalne, że Maryja, Królowa miłości, ma świadomość Bożego w Niej upodobania, a przez to i świadomość swego wyjątkowe wyjątkowego miejsca w ekonomii Zbawienia. Czyż miłość sama w sobie nie zakłada świadomości wyboru i upodobania tego, kto nas wybrał? Pokora Maryi zasadza się na tym, iż Ona sama z siebie innym się nie przygląda, z innymi siebie nie porównuje, lecz trwa wyłącznie w owej miłosnej relacji ze swym Bogiem, czy z tymi, z którymi Bóg Ją jednoczy. Powtórzmy raz jeszcze: wielkoduszność Jej miłości sama domaga się tego, aby Maryja miała świadomość miłosnej relacji łączącej Ją z Jej Bogiem.

Niewidzialna misja Ducha Świętego

 

Maryja, Żydówka, jest skierowana w swojej wierze i nadziei ku Mesjaszowi, Wysłannikowi Boga par excellence, którego rychłe nadejście Duch Święty oznajmia ustami proroków. Tej bliskości Jego nadejścia Maryja staje się coraz bardziej świadoma, głównie przez niewidzialną wobec Niej misję Ducha Świętego. Jej dziewicza miłość Go wyczekuje, przyzywa, Jego samego jest spragniona. To On jest tym Jedynym, który nasycić może potęgującą się w Niej nieustannie żarliwość.

Prorocy otrzymali od Ducha misję przygotowania nadejścia Mesjasza przez głoszenie, Maryja zaś misję przynaglenia Jego nadejścia poprzez kontemplacyjne milczenie. Pomiędzy prorokami a Mesjaszem istnieje w planach Opatrzności pewien obszar czasowy, określona chwila – jest to chwila Maryi. Czyż przez swe milczenie, od samego początku życia, nie powinna być świadoma swej misji? Według świętego Tomasza prawdziwe proroctwo różni się od instynktu proroczego określoną świadomością, którą prorok otrzymuje wprost przez Bożą interwencję. Czyż Ona, Królowa proroków, nie powinna tym bardziej posiadać owej świadomości?

Chociaż świadomość miłości – w kształcie obecnym w Maryi – ma Jej dać znacznie większą pewność obecności w Niej Ducha Świętego niźli ta, jaką posiadali prorocy, to mimo to pozostaje świadomością poznającą w sposób wyrazisty przedmioty naszej wiary tylko w takim zakresie, w jakim zechce sam Bóg. Jest to świadomość właściwa drodze zjednoczenia. Duch Święty wobec proroków objawia się jako mistrz życia wewnętrznego, który, oczywiście, oświeca ich wewnętrznie, który, jak się zdaje, potwierdza swe światła swą głęboką w nich obecnością udzielaną w miłości. Oświeca proroków jednak ze względu na jakąś szczególną funkcję, jaką mają wypełnić wobec ludu Bożego. Niepokalanej, natomiast, Duch Święty daje się jako Oblubieniec. Daje siebie w pełni. I zawsze Ją kształtuje z myślą o przygotowaniu Jej do pełni, o przygotowaniu maleńkiej córeczki swego Ojca wezwanej do tego, by zostać matką i mistyczną oblubienicą Jego Syna.

Otóż przez swe milczenie, przez miłujące milczenie i przez dziewiczą miłość Maryja zostaje Królową proroków, w której Duch Święty mieszka w swej pełni. Dziewicza miłość wiąże się z Jej Niepokalanym Poczęciem. Czyż Ojciec przez ów niezwykły przywilej nie zechciał przygotowywać przyjścia swego Syna – już od poczęcia się Jego matki? Od pierwszej chwili życia Maryja przygotowuje przyjście Mesjasza w dwojaki sposób: jako matka i jako oblubienica. W swej świadomości jest tego pewna – najpierw intuicyjnie, potem z coraz większą wyrazistością, w miarę poznawania Pisma Świętego i pogłębiania swej dziewiczej miłości, co dokonuje się z upływem lat.

Mesjasz jest rzeczywiście dzieckiem Jej serca, Maryja nosi go w sercu, miłuje jak matka i jak miłująca oblubienica. W swoim sercu ma przygotować Mu przyjście – to jedyna misja, jaka została Jej powierzona. Ale jak będzie wyglądała ich rzeczywista relacja? Czy wyczekiwać ma Go wyłącznie kontemplacyjnie, w biernej miłości? Czy ma czekać, aż sam Duch Święty przyspieszy Jego przyjście przez Jej modlitewne pragnienia? Czy też wymaga On od Niej czegoś więcej? Czy Jej miłość będzie u źródła konkretnej roli, do jakiej zostanie wezwana?

W pierwszej fazie swojego życia Królowa proroków zezwoliła, aby Duch Święty pozwolił Jej w chwili obecnej przeżyć cały tok oczyszczającej i oświecającej tradycji objawionej, drogę, w której uczestniczyli prorocy i cały lud żydowski. Duch Święty zjednoczył w miłości i poprzez nią wszystkie figury i zapowiedzi prorockie; zjednoczył je ze względu na dziewiczą miłość Maryi do takiego stopnia, iż tak mocna i tak potężna miłość dłużej tutaj na ziemi nie mogłaby pozostawać bez rzeczywistego zjednoczenia z samym Boskim Słowem, Prawdą samoistną.

Ta niewidzialna misja Ducha Świętego nabrała takiej głębi i zażyłości, że dłużej nie mogła trwać wyłącznie jako wykładnia figur i symboli protetycznych. Trzeba, aby samo Słowo, w swej misji widzialnej, zajęło miejsce tych wszystkich figur i symboli.

Pragnienie męczeństwa

Powyżej mówiliśmy o tym, jak Maryja wchodząc w wiek młodzieńczy doświadcza coraz mocniejszego pragnienia, aby się spełniło głębokie miłosne zjednoczenie z Bogiem i Mesjaszem – który przecież w Jego miłości stanowi z Nim jedno – poprzez rzeczywisty dar swojego życia, przez ofiarę i męczeństwo. Duch Święty łączy ze sobą proroctwa Izajasza, Pieśń nad pieśniami oraz postać matki Machabeuszów dając Maryi coraz żarliwsze przeczucia i pragnienia. Przyjście Mesjasza jest całkiem bliskie, a żarliwe pragnienia Maryi przyspieszają Jego nadejście. Dla Niej, jako pierwszej, będzie On Zbawicielem. Gdyby jeszcze zwlekał, czyż ta pełna tęsknoty miłość Maryi nie przerodziłaby się w męczeństwo? Czyż nazbyt silne pragnienia Ducha Świętego nie spowodowałyby Jej męczeńskiej śmierci z miłości, o czym już mówiliśmy?

A przecież to pragnienie męczeństwa prowadzi o wiele dalej. Moglibyśmy powiedzieć, iż w przygotowującym do Zwiastowania okresie właśnie to intensywne pragnienie złożenia z siebie daru, ofiarowania siebie i męczeństwa daje Maryi niemal namacalne przeczucie, że zostanie matką Mesjasza. Maryja zna Izajasza i wie, że sługa Jahwe będzie bolesnym, upokorzonym, odrzuconym przez swój lud męczennikiem. Czyż już nie przeczuwa, że wezwana zostanie do przeżycia we własnym ciele chwały męczeństwa, składając Mu przez swą dziewiczą miłość przedmiot tej ofiary?

Duch Święty poniekąd odpowiada na wymagania, jakie stawia Jej pokora i wielkoduszność czyniąc Ją męczennicą przez zrodzonego dziewiczo Syna, którego także zapowiedział Izajasz. Ta ofiara będzie znacznie większa dla Jej serce matki i oblubienicy. Ona kocha przyrzeczonego Jej ludowi Mesjasza, i jakby danego już Jej sercu, miłuje o wiele bardziej niźli własne życie. Przeczuwa, czym dla dziewiczej matki mogłoby być umiłowanie ciała swego ukochanego dziecka. Czyż Duch święty nie dał Jej w znaku ofiary, i to ofiary par excellence, przeczucia, że jest, przez swą dziewiczą miłość, powołana do tego, aby zostać matką Mesjasza?

Czyż to nie cudowne zrządzenie Bożej Mądrości, że pozostawia po prostu Maryję w kondycji właściwej dla kobiety, w zaciszu własnego domowego ogniska, z dala od wszelkich wojen i prześladowań, a zarazem pozwala Jej mieć w pełni zasługę ofiary? To dziewicze macierzyństwo pozwala Jej też połączyć ze sobą tak istotną dla miłości bierność, z pragnieniem złożenia rzeczywistego i całkowitego daru, do którego sama ta miłość Ją pobudza.

Duch Święty nie posyła Maryi, aby głosiła słowo. Prosi, by Ona, uboga niewiasta, przyjęła je, aby całe Jego nauczanie powierzone prorokom przyjęła jak pokorna służebnica, jak uboga uczennica, lecz zarazem matka i oblubienica. Otóż ta pierwsza najwcześniejsza miłość, jaką posiada maleństwo, która dana jest Jej od samego początku, posiada podwójny potencjał: pokory i wielkoduszności. Pokora i wielkoduszność scalają się w Maryi w jedną bardziej naturalną i Bożą postawę, którą Jej daje spontanicznie i w sposób naturalny dziewicza miłość.

Niepokalana jest więc przez swą dziewiczą miłość w pełni przygotowana na przyjęcie dwóch wielkich tajemnic objawionych Jej w czasie Zwiastowania. Rozwój tej dziewiczej miłości na przestrzeni Jej życia, harmonizujący z Jej dorastaniem, przygotowywał Ją stopniowo na przyjęcie tych tajemnic. Budząca się w Niej nowa żarliwość, która rodzi, pod wpływem Ducha Świętego, wszystkie Jej przeczucia, kończy etap tego Boskiego przygotowania.

  1. Urzeczywistnienie się przeczuć:

Zwiastowanie jako tajemnica małości

Teraz spróbujmy się przyjrzeć, czym ściśle rzecz biorąc była dla Maryi próba wiary podczas Zwiastowania.

Dwa oblicza próby wiary w życiu Maryi:
przesłanie anioła i interwencja Ducha Świętego

Pragnąc dobrze zrozumieć znaczenie a także całą rozpiętość tej próby, trzeba sobie uświadomić dwojaki aspekt Zwiastowania: a więc z jednej strony to obiektywna treść anielskiego przesłania, a z drugiej głęboka wewnętrzna interwencja Ducha Świętego w Maryi. Biorąc pod uwagę Jej przylgnięcie do wiary, fiat, którego od Niej oczekiwano, te dwa oblicza wzajemnie się dopełniają i są nierozłączne. Dla Jej wiary ani jedno, ani drugie wzięte z osobna nie mogło wystarczyć.

Bez głębokiego doświadczenia miłości przesłanie anioła stwarzałoby zbyt wielki zakres domysłów, aby Maryja mogła w sposób pewny i wyrazisty odkryć w nim formalną treść dwóch wielkich tajemnic: Wcielenia i Świętej Trójcy. Współczesna egzegeza ukazuje to bardzo wyraźnie. Ponadto, żadnego ze swoich słów ów posłaniec nie potwierdza żadnym zewnętrznym cudem, który by potwierdził niezbicie, że jest wysłannikiem Boga, który dałby zewnętrznym zmysłom Maryi widzialne, namacalne świadectwo. Duch Święty musi sam od wewnątrz utwierdzić swą Oblubienicę poprzez nowy dar swej miłości.

Ale i ta nowa interwencja Ducha Świętego jest na tyle tajemnicza, że ona sama wymaga ślepy wiary w nieskończoną Miłość. A poza tym, wydaje się, że to wspaniałe dzieło Ducha Świętego, w Jego nowej misji, pozostaje wiarą w ciemnościach, które się do końca nie rozpraszają. Maryja może być świadoma, dzięki miłości, cudownego poczęcia, którego Duch święty w Niej dokonał. Może być świadoma i tego, że Duch Boży w sposób rzeczywisty, fizyczny, nie chce już dłużej poprzestawać wyłącznie na miłosnym zjednoczeniu, które ogarniało, to prawda, niewypowiedzianym pokojem całe Jej jestestwo, ale nie przejawiało się w żadnym szczególnym znaku. W Zwiastowaniu objawia Jej siebie na nowy sposób jako mistyczny Oblubieniec, który jednocześnie daje Jej maleńkie dziecko miłości.

Czyż jednak to Maleństwo umiłowane, będące z pewnością owocem Ducha Bożego, jest rzeczywiście Synem Bożym, Słowem, którego przed Zwiastowaniem Maryja jeszcze nie zna jako Osoby odrębnej od Ducha Świętego i Ojca? Właśnie to objawienie przynosi anioł rozjaśniając wszystkie przeczucia, jakimi Duch Święty przygotowywał Ją do Zwiastowania. Będzie wszakże musiała uczynić akt wiary i nadziei w to, co wyraźnie przekazuje Jej anioł.

Zwiastowanie jako tajemnica małości

Konsekwencją objawienia, jakie przynosi anioł, jest w istocie nowe ogołocenie Jej wiary i nadziei. Wiara Maryi nie może dłużej opierać się na żadnym ludzkim wyobrażeniu ani intelektualnym rozważaniu. Musi świadomie zdać się wyłącznie na miłość, która w Niej zamieszkuje, która samego Boga daje Jej jako dziecko. Zdać się odtąd musi na to Maleństwo, którego jeszcze nie widzi, które dla Jej zewnętrznych zmysłów, wyobraźni, inteligencji jest jeszcze niepoznawalne, które wyłącznie swoją miłością może poznać.

To Maleństwo przychodzi niejako ogołocić Ją i z samej jej małości. Odtąd nie jest już tym najmniejszym z ludzkich dzieci.  Nie zajmuje już pierwszego miejsca pośród najmniejszych. Bardzo wyraźnie wyczuwa, iż teraz powinna postępować za swym Maleństwem ściśle w sferze tego wszystkiego, co najgłębsze, królewskie, w czym dotychczas z taką radością czuła się pierwsza. To Ją raduje i utwierdza w wielkodusznej pokorze. Jedyna rzecz stworzona, do jakiej mogła by być przywiązana, gdyby się w ogóle sobie przyglądała, została Jej odebrana.

Czyż Duch Święty w decydującej chwili Zwiastowania nie skłania swej Oblubienicy do złożenia definitywnego i wręcz radosnego fiat dając Jej od wewnątrz wyraźną świadomość tego, iż, z punktu widzenia miłości, Jej dziewicze macierzyństwo jest dla Niej przede wszystkim łaską nowego narodzenia i łaską nowej małości? To macierzyństwo doprawdy zagłębia Ją jeszcze bardziej w sferę duchowego ubóstwa i pokory serca. Przez nie Maryja może ustąpić mniejszemu od siebie swe miejsce – Maleństwu, które z iście Boską małością objawia się jako Nieskończenie Mały, który Ją ku sobie przyciągał.

Czyż ta nowa małość nie jest w istocie danym przez Ducha Świętego wewnętrznym znakiem, by poznała, że On w Niej działa, znakiem współgrającym z tym wszystkim, co przepowiadali prorocy i co w tym zakresie dał Jej poznać przeczuć Duch Święty? Spróbujmy się z bliska przyjrzeć, jakim posłużyć się musiał Duch Święty światłem, aby właśnie przez tajemnicę małości wyjaśnić przesłanie anioła, aby wprowadzić Maryję w zrozumienie dwóch wielkich tajemnic: Świętej Trójcy i tajemnicy Wcielenia.

 

Jezus objawia się Maryi jako spalający ogień

Duch Święty przez swą niewidzialną interwencję składa Maryi dar Wcielonego Słowa, nie w świetle wszakże, ale w płomieniach miłości. W miłości i poprzez nią dokonuje On w Maryi dziewiczego poczęcia Jezusa. Duch Święty udziela się Jej w nowej formie miłości. W tej biernej miłości Duch Święty urzeczywistnia ukryte w Niej tajemnicze możliwości. Daje Maryi nową twórczą formę miłości. Jezus jest błogosławionym owocem Jej łona. Odtąd Jej miłość działa w sposób twórczy, jest płodna, a nie tylko bierna.

Jezus został w Niej poczęty i objawił się jako ognisko odmiennej miłości, również wewnętrznej, lecz bardziej płomiennej niż Jej własna: przybywa, aby Jej oznajmić obecność Boskiej Osoby, która stała się maleńkim Dzieckiem. Spróbujmy zrozumieć, w jaki sposób Jezus może być owym palącym płomieniem – tak bowiem Jej się objawia.

Według teologa dusza Jezusa została stworzona w chwili dziewiczego poczęcia. Ta dusza zjednoczona ze Słowem w samym momencie jej stworzenia, i właśnie dlatego, że została stworzona w tym zjednoczeniu duszy i Słowa, zanurzona jest bezpośrednio w wizji uszczęśliwiającej otrzymując zarazem pełnię łask i pełnię miłości. W przekonaniu teologa, Jezus musiał mieć świadomość swej pełni łask w momencie, gdy ta łaska Go uświęciła. Ma na myśli oczywiście Jezusa jako pielgrzyma (viator). Jaka jest to świadomość? Wydaje się, że jest świadomością mistyczną wypływającą z miłości i w miłości się rozwijającą.

O ile na płaszczyźnie poznania musimy rozróżnić wizję uszczęśliwiają Jezusa comprehensor i poznanie Jezusa jako pielgrzyma viator, o tyle z punktu widzenia miłości jest tylko jedna miłość pochodząca bezpośrednio i z wizji, i z wnętrza, z głębokiego miłosnego dotyku, przenikająca i ogarniająca całe ciało Jezusa. Ta właśnie miłość daje Jezusowi świadomość będącą u źródła Jego pielgrzymiego życia. Miłość jest w Jezusie więzią łączącą wizję i wszystkie doskonałości Jezusa-pielgrzyma. W tym stanie ona ma w Nim pierwszeństwo przed wszelkim poznaniem. Tak więc mistyczne poznanie i świadomość, jaką ono daje, kierują całym życiem Jezusa, całym Jego wzrastaniem.

Najwcześniejsza miłość Jezusa jest nieskończenie doskonalsza od najwcześniejszej miłości Maryi. Czyż u Jezusa ta miłość nie posiada pewnej właściwości, która ją odróżnia od najwcześniejszej miłości Maryi? Miłość Maryi jest z istoty swej bierna. Maryja trwa w wierze, a Jezus, przeciwnie, w widzeniu. Miłość wynikająca z wizji nie jest wyłącznie uległa. Bierność właściwa wobec darów Ducha Świętego w porządku wiary, w wizji uszczęśliwiającej w ogóle nie istnieje. Tu miłość jest ogniem.

Czyż ciało Jezusa nie jest dla Boskiej miłości jakby materiałem, dzięki któremu może zapłonąć, przybrać postać ognia, ognia mistycznego, ale zarazem rzeczywistego? To ciało hipostatyczne zjednoczone ze Słowem, będące substancjalnym elementem godnego uwielbienia człowieczeństwa Jezusa, nie tylko jest przez ten ogień rozpalone, jak gdyby się z nim wyłącznie stykało, a w rzeczywistości pozostawało czymś odrębnym – ono wprost w ten ogień się wciela. Jest Ogniem substancjalnym.

Słowo, Światło substancjalne, wcielając się (dzięki ciału Jezusa) staje się jednocześnie ogniem, Ogniem także substancjalnym, ponieważ całe Boskie ciało Jezusa jest ogarnięte tym Ogniem. To Słowo na razie nie może się Maryi udzielić jako światło, ale dzięki Jego ciału światło już może w Niej być ogniem. Na płaszczyźnie miłości ciało Jezusa samo staje się żarem, staje się materiałem po to, by zaistnieć mogło ognisko, aby nieskończona Miłość mogła dać siebie w postaci ognia. Nie jest to postać iluzoryczna, jest to określona rzeczywistość. Zaś ów substancjalny Ogień rozpala wszystko, z czym się zetknie.

Jakżeż Jezus „przynoszący ogień na ziemię” (Łk 12, 49) mógłby trwać choćby przez moment nie rozpalając swej matki ogniem, którego jest spragniona? Ten nowy ogień przychodzi nasycić dziewiczą duszę Maryi, przychodzi ukoić Jej nową żarliwość, której, jak się zdawało, żadna ziemska rzecz nie mogła zaspokoić, która sprawiała, że Maryja pragnęła męczeństwa i nieba. A tu samo niebo schodzi do Niej, tu sam niebiański Ogień skrywa i ogarnia Słowo. Jest to Zesłanie Ducha Świętego, lecz o wiele gorętsze, bo Ogień pozostaje w ukryciu.

Znak maleńkiego dziecka

Ta miłość, tak niezwykle gorąca, przekracza żarliwość Maryi i jednocześnie jest dla Niej ukojeniem w wieku młodzieńczym; objawia się ona jako miłość maleńkiego dziecka nieskończenie mniejszego niż maleńka Maryja chwili urodzenia. Ale czy właśnie owa miłość nie jest znakiem pomagającym Jej zrozumieć wszystkie przeczucia dane Jej przez dziewiczą miłość, dotyczące wewnętrznego charakteru tej miłości, czyli tajemnice „Boskiego wnętrza”, której stawała się z wiekiem coraz bardziej świadoma?

Pierwsza, najwcześniejsza miłość została Jej dana w znaku niezwykle bliskich relacji pomiędzy karmiącą matką a Jej maleńkim Dzieckiem. Ten znak dla Maryi – istotnie przez pewien czas związany z Jej mistycznym życiem – jest jednak znakiem niedoskonałym. Zachodzi w gruncie rzeczy swoista dysproporcja pomiędzy całkowicie wewnętrznym charakterem Jej miłości do Boga, a zewnętrznymi relacjami miłości łączącymi maleńkie Dziecko z Jego Matką. Słowa anioła w pewien określony sposób objawiają się Jej sercu i są określoną treścią dla Jej umysłu. W ich świetle został Jej dany adekwatny znak substancjalnie związany z samą istotą tej tajemnicy. Tym znakiem jest maleńkie Dziecko, które w Niej istnieje, które Ona czuje w ogniu miłości.

To nie chodzi już o miłość maleńkiego Dziecka u boku swojej Matki, a więc zjednoczonego z Nią zewnętrznie. Tu chodzi o miłość małego Dziecka, które Ona w sobie nosi, czy też, ściślej rzecz biorąc, Ono Ją niesie w swojej miłości dając Jej nowe życie, umacniając w Niej miłość stęskniona wskutek nieustannych pragnień i żaru Maryi, którego nic nie było w stanie zaspokoić. Czyż ten wewnętrzny znak, który odczuwa w swoim ciele, który objawia się Jej jako osoba, nie jest ukrytym znakiem oświetlającym słowa anioła?

Mały Jezus jest w świetle miłości rzeczywistym, doskonałym znakiem, ale i czymś więcej niż znak. Ono jest samą rzeczywistością miłości zaczynającą w Niej żyć. Przed urodzeniem dziecko jest noszone przez matkę tworząc z nią jedno. Jest tylko jedno życie, a jednak są dwoje. W tym doświadczeniu Duch Święty daje Maryi zrozumienie tajemnicy Chwalebnej Trójcy, owych relacji miłości, dzięki którym Osoby Boskie żyją jedna wewnątrz drugiej.

W doświadczeniu Zwiastowania Duch Święty objawił się Maryi na nowy sposób, w znaku Oblubieńca. Natomiast Mały Jezus w miłości, poprzez Jej żar, pozwala Jej zrozumieć, że On sam jest Osobą Boską różną od Ducha Świętego. Właśnie w miłości Jezus objawia się Maryi, sam będą całkowicie zanurzonym w miłości Ducha świętego, z którego został poczęty. Jest to ta sama miłość, która Go jednoczy z Maryją. Czyż Duch Jezusa nie ujawnił Jej swojej miłości do Ojca? Przez nią Słowo i Duch Święty odwiecznie trwają na łonie Ojca. W czasie zapragnęli się objawić i uobecnić w łonie Maryi. Słowa Izajasza, które dziewicza miłość Maryi w Jej sercu wyryła: „Oto Pan sam da wam znak: Panna pocznie i porodzi syna” (Iz 7,14) stają się dla Maryi światłością. Wszystko się jak gdyby w jednej chwili wyjaśnia. Znak, jako klucz zrozumienia, wreszcie został Jej dany z oczywistością błyskawicy. Jej przeczucia w odniesieniu do tajemnicy Chwalebnej Trójcy, które pochodziły z natchnienia całego Jej duchowego życia – zostały teraz spełnione ponad miarę Jej pragnień. To, że Jej głębokie doświadczenie Ducha Świętego nie mogło znaleźć odpowiedniego wyjaśnienia w koncepcji Boga, przekazywanej przez żydowską tradycję, staje się dla Niej w tym momencie zupełnie jasne. Bóg, którego poznaje dzięki Duchowi Świętemu, jest Bogiem niezwykle bliskim.

Jednocześnie spełniają się wszystkie Jej przeczucie dotyczące Mesjasza i Jego relacji z najpokorniejszą ze służebnic. Otóż właśnie to Niemowlę jest mistycznym Oblubieńcem, którego zapowiada Ozeasz i Pieśń nad pieśniami. To On jest Oblubieńcem Jej dziewiczej miłości, On jest Boskim Oblubieńcem, który przez nadmiar miłości dla swojej maleńkiej córeczki, sam stał się jeszcze mniejszy, aby móc w Niej zamieszkać. Otóż Jezus, będący w Jej  oczach dzieckiem najmniejszym spośród dzieci, będący jednocześnie Oblubieńcem tak żarliwym, pozwala Jej dogłębnie zrozumieć ów związek pomiędzy małością i miłością.

To maleńkie Dziecko istotnie jest Sługą Jahwe, o którym mówi Izajasz, a żar Jego miłości już pozwala Maryi przeczuwać całą tajemnicę męki. Świat, który nie zrozumiał proroków, nie będzie też w stanie przyjąć Jego płomiennej mowy. A z drugiej strony ta żarliwa miłość nie może inaczej, jak tylko poprzez męczeństwo, stać się widzialnym znakiem, który objawi wszystkim, szczególnie grzesznikom, zwłaszcza przemocy świata, swą nieskończoną miłość.

I na koniec, czyż to maleńkie Dziecko nie przynosi doskonałej odpowiedzi na wszystko, co począwszy od Księgi Rodzaju i opisu Stworzenia, Jej miłość przeczuwała w związku z tajemnicą materii: iż posiada nieskończone, znacznie większe zasoby w zakresie nieskończonej małości, niźli nieskończonej wielkości?

Tajemnica nieskończonej miłości

Tak więc  tajemnica nieskończonej Miłości została Maryi objawiona w sposób wyrazisty. Poprzez słowa anioła i wiążące się z tym Boskim doświadczeniem światło, wprawdzie niejasne, ale głębokie, a także przez pewność, jaką niesie z sobą to doświadczenie, odkrywa, czym jest w Bogu Miłość. To nie tylko Dobro samoistne, Dobro jakby odrębne, przyciągające swe stworzenia słabe i niedoskonałe, ale głęboka wewnętrzna więź dwóch Osób zjednoczonych świetlaną życiodajną jednością Ojca i Syna.

Ojciec rodzi Syna nie z konieczności natury, która dąży do rozprzestrzeniania się czy też przezwyciężania swoich ograniczeń i nie z konieczności poznania, które dąży do wyrażenia się, ale z powodu obfitości światła i życia. Syn, świetliste życiodajne Słowo, mieszka wiekuiście na łonie swojego Ojca.

Wszakże w Bogu życie i światło identyfikuje się z miłością. To zrodzenie ma źródło w miłości i spełnia się w darze miłości konstytuującym nową Osobę: Ducha, Dar. Życie wspólnotowe w Bogu istnieje tylko wirtualnie, bo każda Osoba ma swoje własne życie. Nam wszakże życie wspólnotowe pozwala się do Boga przybliżyć, pozwala nam się przygotować do jedności, jaką niesie z sobą miłość, w przeciwieństwie do indywidualnego, egoistycznego życia, które zamyka nas na tajemnicę miłości.

U Boga jest słowo, ale to słowo nie przerywa ciszy, nie implikuje żadnego podziału ani zewnętrzności, gdyż jest to słowo substancjalne, wewnętrzne. Dlatego możemy o nim powiedzieć Verbum spirans Amorem. Dlatego jest słowem zrodzonym z miłości i dla złożenia daru miłości. Właśnie ów Dar osobowy złożony Maryi przez Ojca i Syna powierza się Jej w niewidzialnej misji od pierwszej chwili Jej życia.

To w Nim i przez Niego Maryja w dniu Zwiastowania poznaje od wewnątrz wiekuiste rodzenie Syna przez Ojca. Tego rodzenia nie poznaje wszakże w świetle i życiu, ale w ubóstwie i pokorze swojej miłości, która do takiego stopnia się uniża, iż przechodzi wcielić się w Jej łonie.

Otóż Syn jest dzieckiem z Jej ciała i miłości, ale zarazem owocem Jej wiary i nadziei. Maryja wie, że tajemnica nieskończonej Miłości jest ponad wszelkim światłem stworzonym, ponad wszelkim stworzonym życiem, wie, że tu na ziemi tylko miłość może dać ów wewnętrzny dotyk, owo mistyczne poznanie Boga. Toteż odkrywa w ciemnościach i ubóstwie swej wiary, w pokorze i cierpliwej nadziei, że w Bogu istnieje Światło substancjalne, Życie substancjalne, które utożsamiają się z Miłością.

Tylko w niebie Bóg udzieli się w świetle, w świetlanym życiu i chwale. Miłosne zjednoczenie tu na ziemi może spełnić się tylko przez ogołocenie z wszelkiego stworzonego światła, tylko przez poświęcenie życia. Na ziemi życie wieczne może zaistnieć wyłącznie w miłości i dzięki niej. Toteż Maryja postrzega, z oczywistością daną Jej przez miłość,  iż wiara tu na ziemi może osiągnąć najwyższą doskonałość tylko w całkowitym ogołoceniu chwili obecnej, w duszy, która zgodzi się siebie zagubić, po to, by jej duch na szczycie, czy raczej w swej ostatecznej głębi, przylgnął do Boga w miłosnym, substancjalnym, bezpośrednim dotyku.

W istocie ów dotyk nie składa się ani z pojęć, ani z wyobrażeń, gdyż rodzi się i trwa w miłości, w najgłębszej skrytości naszego jestestwa, jako dająca się mu przenikać materia pierwsza. Toteż Maryja zaczyna rozumieć, dlaczego tu na ziemi nadzieja znajduje swą ostateczną doskonałość wyłącznie w postawie Boskiej cierpliwości, w owej bierności kochania w pełni dziewiczego. Ona bezgranicznie oddaje się Boskiemu Oblubieńcowi rezygnując z wszelkiej własnej inicjatywy, ogołacając się z wszystkich ludzkich oczekiwań czy radości, pragnąc wyłącznie poświęcenia się.

Zwiastowanie z jednej strony wypełnia dziewiczą miłość Maryi, z drugiej utwierdza w Niej duchowe ubóstwo i wewnętrzną pokorą Jej życia oddanego miłości. Jest ono nadal życiem wiary i nadziei. To cała duchowość Niepokalanej. Cel, który Ją inspirował i orientował w Jej życiu wiary i nadziei, odkrywa cały swój dogmatyczny fundament oraz całe swe duchowe i mistyczne znaczenie.

To objawienie, jakim było Zwiastowanie, w swoim dwojakim aspekcie, a więc z jednej strony obiektywne przesłanie anioła, a z drugiej nowa niewidzialna misja Ducha Świętego, która po nim nastąpiła, stanowi zwieńczenie, ale nie zwieńczenie w świetlistej chwale, lecz w ogniu miłości – stąd jeszcze głębiej zanurza wiarę i nadzieję Maryi w Jej ubóstwie i pokorze.

  1. Próba zwiastowania
    i święty Józef

Józef jest małżonkiem Maryi, Jej zwierzchnikiem w sensie prawnym. Jak stwierdziliśmy powyżej, przyjście anioła wtedy, gdy była sama, stawiało Ją wprost wobec problemu natury moralnej: czy ów anioł usiłujący, jak się zdaje, zakłócić status ich wspólnego życia, w którym Józef pełni funkcję zwierzchnika, jest w istocie posłańcem Bożym? Maryja przeżywanie niepokój. Dla Niej są to chwile prawdziwej agonii. To tak, jakby Duch Święty, który dotychczas Ją wewnętrznie pocieszał i podtrzymywał, teraz Ją opuścił. W chwili niepokoju i niepewności nie dał Jej żadnego znaku ani wewnętrznej wskazówki, która wyjaśniałaby, czego od Niej oczekuje.

Maryja trwała nieustannie w głębokiej Bożej obecności, na którą jak gdyby spadła zasłona z chwilą pojawienia się anioła, co podwoiło Jej niepokój i niepewność. Dotychczas bowiem obecność Boża wypełniała całą Jej świadomość, całe Jej życie. Trwała dzięki niej w pokoju. Stąd pytanie: czy rzeczywiście ów anioł pozostaje z Bogiem w przyjaźni? Dlaczego zatem Bożą obecność odczuwa, wraz z jego pojawieniem się, jakby mniej intensywnie?

W taki sposób jawi się Maryi ta niezwykła próba z praktycznego punktu widzenia, czyli z punktu widzenia konieczności podjęcia decyzji. Jak gdyby przed właściwym aktem wiary oczekiwano od Niej najpierw aktu posłuszeństwa. Chodzi o to, aby zgodziła się na ustanowiony przez Boga sposób, który by Jej wiarę wystawił na próbę. To tak, jakby miała najpierw przez posłuszeństwo naprawić błąd nieposłuszeństwa pierwszych rodziców: „Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” – tak sformułowana odpowiedź w pełni wyraża posłuszeństwo.

Bóg jak gdyby chce, aby w tym momencie podjęła decyzję swą własną wolą i rozumem, aby Jej wola i rozum w sposób im właściwy i bezpośredni były inspiracją Jej aktu wiary nie natchnionego w pełni i wyłącznie przez miłość. Czyż w życiu Maryi nie jest to moment jedyny, a w każdym razie jeden z niewielu, w którym sam Duch Święty nie interweniuje bezpośrednio jako Oblubieniec, czy choćby po prostu Doradca? Także niepokój, którego doświadcza Maryja, nasuwa przypuszczenie, że jest to rzeczywiście próba wewnętrzna.

W danym momencie Bóg jak gdyby pragnie postąpić wobec Maryi nie jak wobec Królowej miłości, ale jak wobec Matki wiernych, która przez własne doświadczenie musi poznać niepokoje swoich dzieci, niepokoje charakterystyczne dla osoby dorosłej w okresie poprzedzającym jej nawrócenie się, kiedy Bóg wymaga, aby porzuciła dawną religię, która przez pewien czas mogła być dla niej czymś w rodzaju przygotowania. Jednakże tutaj chodzi znacznie bardziej o niepokoje mistyków, owych najmniejszych dzieci Bożych. Bóg oczekuje, że Maryja przejdzie, przeżyje ową tajemnicę, która jest tajemnicą przemijania na przełomie Starego i Nowego Testamentu. Maryja, Matka wierzących, skryta ich tu na ziemi Królowa, musi przeżyć w mistycznym wymiarze wszystko, co stanowi głębię tego przemijania w Bożych planach.

Ekonomię Starego Testamentu charakteryzuje droga oczyszczenia i oświecenia. Natomiast Nowy Testament w swej tajemnicy, w łasce objawionej przez nauczanie Jezusa i w sakramentach prowadzi nas już tu na ziemi, ku życiu w łączności z Bogiem, ku ukrytemu i prawdziwie wewnętrznemu zjednoczeniu. Swoje życie Maryja rozpoczęła od drogi zjednoczenia, ale zechciano, aby w drodze wyjątku przeszła przez próbę wiary podobną do doświadczeń, jakich doznają mistycy, dla definitywnego zamarcia własnego „ja” i przejścia dróg oczyszczenia i oświecenia, aż do stanu zjednoczenia. Dla Maryi Zwiastowanie będzie również nowym narodzeniem – z punktu widzenia miłości narodzeniem ostatecznym. Lecz przedtem Bóg daje Jej poznać boleść i trwogę agonii.

Skąd dokładnie pochodzi niepokój Maryi? Oczywiście znała prawo Mojżesza, według którego każda kobieta przyłapana na cudzołóstwie była kamienowana. Zatem wie doskonale, iż Jej fiat zakończyć się może karą śmierci. Ale nie to stanowi przyczynę wahania. To co nam, nędznym grzesznikom, zdawać by się mogło próbą przeciw nadziei, dla Niepokalanej jest właśnie tym, co umacnia Jej wiarę. Maryja bowiem posiada tak niezwykłe pragnienie męczeństwa, że byłaby szczęśliwa, gdyby Bogu mogła oddać swoje życie – pod warunkiem pewności, że ów anioł jest naprawdę posłańcem Bożym. Otóż Jej niepokój pojawia się dokładnie dlatego, iż anioł podważa nie prostotę Jej życia, lecz samo życie wiary. Spójrzmy, anioł przychodzi w chwili, gdy jest sama, a więc jak gdyby nie respektując reguł związanych z życiem Jej wiary, które zresztą zostały ustanowione dla Niej przez samego Boga. Chodzi o podział na płaszczyznę życia w głębokiej miłości, oraz na płaszczyznę zewnętrznego życia, którego zwierzchnikiem jest Józef.

Maryja wie, że odpowiedź musi dać natychmiast. Zastrzegła się powiedziawszy aniołowi wprost, że jest dziewicą, pragnąc z jego odpowiedzi wywnioskować, czy istotnie ma do czynienia z Bożym posłańcem. Maryja jest Panną roztropną. Ale czy odpowiedź anioła udzieliła Jej pewnego pełnego światła? W pełni przekonać Maryję, prowadzoną dotychczas wyłącznie przez Ducha Świętego, może tylko świadectwo wewnętrzne, zwłaszcza że orędziu anioła nie towarzyszy żaden cud, a także dlatego, że zna przebiegłość demona i władzę, jaką mu Bóg pozostawił. Czyż tej decyzji nie pozostawia Duch Święty samej Maryi? Udziela Jej z pewnością jakichś wewnętrznych wskazówek, ale nie takich, które by dla Niej były rozstrzygające.

Maryja wypowiada swoje fiat, ponieważ woli, by w sytuacji pewnego ryzyka, wystawić raczej samą siebie na zewnętrzne trudności w razie popełnienia błędu, niźli odrzucić dar Boży, który, szczególnie w tym momencie, jawi Jej się w aspekcie ofiary. Maryja nie obawia się, że może zostać skompromitowane Jej życie w łasce, ponieważ jest pełna dobrej woli. Za żadną cenę nie chce obrazić swojego Boga. Jeżeli się pomyli, jeżeli bezwiednie stanie się igraszką demona, to będzie wyłącznie sama cierpieć z tego powodu, wszak jest służką nieużyteczną. Przede wszystkim jednak nie chce, aby Boże plany upadły z powodu Jej obaw. Z jednej strony dla Niej byłaby to jakaś strata przejściowa, którą Bóg może się posłużyć. Z drugiej strony w grę przecież wchodzi sam Boży plan.

Maryja wie, że tylko grzech przeciwko Duchowi Świętemu niesie z sobą nieuleczalne konsekwencje. Woli więc wybrać nieposłuszeństwo w stosunku do Józefa, niźli zaniechać posłuszeństwa wobec Ducha Świętego. W swym fiat zatroszczy się o to, aby najpierw uroczyście potwierdzić, że pozostaje służebnicą swojego Pana. Jest to niczym poświadczenie własnej dobrej woli. Potem bez wahania, bez stawiania jakichkolwiek warunków, daje odpowiedź na tę tak szczególną prośbę: „Niech mi się stanie według twego słowa”.

Na heroizm swej Oblubienicy Duch Święty odpowiada nowym strumieniem łask: wtedy udziela Jej się Duch Święty, wtedy dokonuje się cudowne poczęcie Jezusa. Jak już powyżej mówiliśmy, wiara Maryi zostaje napełniona i potwierdzona we wszelki możliwy sposób, nie tylko wewnętrznie, lecz i w swej obiektywnej treści, przez wszystkie towarzyszące nowemu darowi tajemnicze światła.

Wtedy Maryja zrozumie, że anioł zwracając się wprost do Niej, pomijając Józefa odpowiedzialnego za Nią w obliczu żydowskiej społeczności, zwiastuje Jej nową epokę, która się rozpoczyna wraz ze Zwiastowaniem. Nie tylko poznaje, że Bóg dał Jej siebie na zupełnie nowy sposób z punktu widzenia miłości, ale również jakby z punktu widzenia instytucji: ze Słowem wcielonym już został Jej dany Nowy Testament. Ponadto dzięki Duchowi Świętemu poznaje, że odtąd ten Malutki jest prawnie nie tylko Jej Dzieckiem, Jej Oblubieńcem, ale i Jej Nauczycielem, Jej Królem i Kapłanem.

To ostatnie światło Ducha Świętego wyjawia sens tego orędzia, uświadamiając Jej bardzo jasno, że Jezus, Jej Jezus, jest Królem Izraela (Łk 1, 33). Czyż dla Maryi to ostatnie wyjaśnienie nie stanowi rozwiązania Jej moralnego problemu, czyż nie wprowadza ukojenia Jej ducha dzięki rozświetleniu fiat, które przecież wypowiedziała w ciemnościach?

Mały Jezus skryty jest w najtajniejszej głębi Jej jestestwa. Słowo, które przez sam fakt obecności w Jej ciele dopełnia objawienia proroków, pozostaje jeszcze w Niej ukryte. Jest rzeczywiście Słowem substancjalnym, ale danym w znaku ognia i milczenia. Ojciec przez anioła, swego posłańca, z całą mocą zwraca się do Niej, aby w swym wyznaniu wiary podążała za Jego Synem, osobowym Słowem wcielonym, a nie za Synagogą. Maryja staje przed takim właśnie wyborem. Wszakże Ten, który odtąd ma nad Nią władzę, pozostaje ukryty w Jej łonie. Duch, który w Niej zamieszkuje (będący natchnieniem całego Jej życia) i Słowo wcielone, które zostało Mistrzem również dla Jej życia wewnętrznego zewnętrznego, są ściśle zjednoczeni w tej samej miłości.

Jest to w istocie nadzwyczajne przywrócenie stanu pierwotnej sprawiedliwości utraconej przez grzech. Ale te dwie Osoby są ukryte w ciemnościach Jej wiary. Substancjalne Światło, które przychodzi na świat, swym ogniem jak gdyby wygasza wszystkie cząstkowe światła oraz zapowiedzi, ale samo pozostaje ukryte w materii. Maryja jest zatem pierwszą spośród wierzących w ogołoceniu swojej wiary. Nie ma już półcieni, jest sama „północ wiary”.

Jest także pierwsza, gdy chodzi o nadzieję. Maryja jest kobietą świadomą, sama niesie swą tajemnicę. Wobec Józefa, swego rzeczywistego opiekuna, zachowuje milczenie. W akcie wiary zaakceptowała fakt, że pozbawiona zostaje jedynego realnego oparcia, które Bóg Jej dał do obrony przed, jakże dla Niej obcym i wrogim, światem. O ile nie przeżywa niepokoju w ścisłym tego słowa znaczeniu, o tyle Jej serce jest niczym ukrzyżowane z powodu Józefa. Lecz wyraźnie odczuwa, że Duch Święty wymaga od Niej milczenia.

Józef wszakże przez sam fakt ślubu i władzy, jaką  on mu przyznaje w zakresie zewnętrznych spraw domowych, miał prawo poznać to cudowne dzieło, które się dokonało w Maryi, które przecież nie może już pozostawać w całkowitym ukryciu przed ludźmi. Natomiast Maryja żyje w chwili obecnej, nie mówi i nie podejmuje działań inaczej, jak tylko pod natchnieniem Ducha Świętego. Jest pewna jednego (choć racji, dlaczego tak jest rozumieć, nie może), że Duch Święty wymaga, aby zachowała milczenie wobec tajemnicy, która do Niej nie należy.

Maryja jest naprawdę służebnicą prawą i roztropną, pokorną i wielkoduszną, dlatego wierzy, że to, czego Bóg w Niej dokonał, On sam Józefowi objawi, o ile zechce, przez w pełni dobrowolne powierzenie mu tej tajemnicy. A poza tym Maryja w ogóle nie czuje się na siłach wyjaśnić Józefowi tego wielkiego sekretu. Ona całą tę tajemnicę przeżywa w sposób niezwykle ostry. Zdaje się Jej rzeczą niemożliwą, aby ktokolwiek wyłącznie za pośrednictwem słowa mógł zrozumieć, czy choćby tylko dopuścić taką możliwość, o ile równocześnie nie będzie mu towarzyszyć wewnętrzne świadectwo Ducha Świętego. Maryja ufa Józefowi, lecz właśnie sama ta ufność sprawia, że cierpi, i że przeczuwa problemy moralne, jakie w nim się zrodzą.

Odpowiedź Boża na niepokój Maryi:
Nawiedzenie

Czyż nie powinniśmy właśnie w tej perspektywie rozważać tajemnicy Nawiedzenia, jeśli chcemy zrozumieć całe jej ukryte znaczenie, całą jej głębię? Nawiedzenie prawdopodobnie poprzedza w czasie ukazanie się Józefowi we śnie anioła. Tutaj ponownie stajemy wobec tajemnicy: pełna pokory Elżbieta, kobieta bardzo skromna, nie mająca, jak się wydaje żadnego w tym wypadku prawa do pierwszeństwa, postawiona zostaje przed Józefem, mężczyzną i mężem. Lecz czyż Bóg nie może objawiać swoich niczym nieskrępowanych decyzji w jakikolwiek zechce sposób? Czyż nie chce poza tym przypomnieć ”silnej płci”, u której agresywne ”ja” jest dominujące, że upodobał sobie to, co pokorne i słabe?

W ukrytych planach Bożej Opatrzności Nawiedzenie jest przede wszystkim spotkaniem się dwóch kobiet z powodu miłości, którą już mają, lub którą posiądą w tej tajemnicy noszonego w swym łonie dziecka. Każda z nich posiada własną tajemnicę, i każda zachowuje ją w milczeniu. Do tej pory Maryja pozostawała zupełnie sama z tym sekretem, który jest dla Niej wciąż bolesny w narzeczeństwie, czy w zaślubieniu Józefa. Elżbieta, mimo że w mniejszym stopniu, ale także ma swoją tajemnicę. Nie jest wprawdzie samotna, ale od chwili cudownego poczęcia się Jana Chrzciciela trwa i ona w milczeniu z powodu Zachariasza, który przez swą chwilową niewiarę stał się niemy.

Dla tych dwóch milczących kobiet, które przebywają wyłącznie ze swoimi maleństwami – kobiet skrytych w heroicznej wierze i nadziei, chwilowo pozbawionych oparcia ze strony męża (oparcia naturalnego w ich słabości), jakimż umocnieniem, jakimż pocieszeniem jest to cudowne, nieoczekiwane spotkanie się dusz i serc! Spotkanie, które w jednej chwili ustanawia pomiędzy nimi głęboką mistyczną jedność, dzieło Ducha Świętego, który posłużył się ich maleństwami!

Gdy chodzi o Elżbietę to spełnia się przepowiednia anioła. Ale dla Maryi trwającej w samotności i milczeniu, która zupełnie sama niesie swą tajemnicę, jakież to pokrzepienie zewnętrzne! Czyż dla Niej nie jest to znakiem, zwiastunem, dzięki któremu może się już domyślać, że Bóg sam o tej tajemnicy pouczy Józefa w czasie, który wyznaczy Boża Opatrzność? Z pozdrowienia oświeconej przez Ducha Świętego Elżbiety Maryja zrozumiała, że Bóg może przyznać uczestnictwo w tajemnicy, która w swej pełni została Jej ofiarowana.

To co z punktu widzenia rozsądku w chwili niepokoju, którą Bóg dopuścił, zdawało się Maryi niemożliwe – to znaczy, że nikt z ludzi nie będzie w stanie tak wielkiej tajemnicy przyjąć, jeśli nie zostanie obdarzony tym samym, co Ona przywilejem i taką samą wewnętrzną formacją, jaką Ona otrzymała – okazało się możliwe gra nieskończonej wszechmocnej Miłości. Miłość ta może oświecić umysł, a przede wszystkim skłonić serce do przyjęcia tak niezwykłego objawienia.

Maryja zdobywa przez to jakby pewność, że Jej doświadczenie bolesne będzie trwać tylko jakiś określony czas, że wystarczy oczekiwać, trwać w cierpliwości, którą Jej daje nadzieja, a zwłaszcza miłość. To, co było możliwe dla Elżbiety, jest możliwe i dla Józefa. W swej Mądrości Bóg znajdzie środek umożliwiający Józefowi zrozumienie i przyjęcie tej tajemnicy. Wtedy to z serca Maryi, z serca zmuszonego dotąd do zatrzymania w sobie tajemnicy bolesnej, jak gdyby wybucha Magnificat.

Nowa rola Józefa

Jak długo trwał okres tej próby w stosunku do Józefa? Trudno jest to dokładnie ustalić. Józef ze względu na swą wiarę w Jezusa zostaje jakby „przywrócony” Maryi. Wszakże odtąd nie jest już wobec Niej przedstawicielem Synagogi, ale właśnie Jezusa w zakresie wszystkiego, co dotyczy życia zewnętrznego. Staje się ojcem karmicielem, opiekunem dziecka i matki. Odtąd będą dzielić we troje wspólne życie, które wraz z ukrytym, ale rzeczywistym zjawieniem się maleńkiego Jezusa, znalazło swą doskonałą formę, swe prawdziwe podobieństwo do życia trzech Osób Boskich.

Odtąd dla Józefa także rozpoczęło się nowe życie. Czy nie jest to wręcz początek jego mistycznego życia w ścisłym znaczeniu? Dzieli teraz z Maryją w sposób o wiele głębszy Jej tajemnicę. Przez tę próbę Józef stał się jak gdyby maleńkim dzieckiem Jezusa i Maryi. Ona go jakoby, przez boleść swojego serca, duchowo zrodziła. Musiała w samotności i w boleści rozpocząć z Józefem to nowe życie. Przez zasługę Jej wiary i dzięki Jej heroicznej cierpliwości Józef otrzymał wewnętrzne łaski udzielone mu we śnie, w którym anioł przyszedł, aby rozproszyć jego obawy (Mt 1, 20). Zaiste towarzyszyć musiała słowom anioła szczególna łaska, by mu dać tę pewność, że anioł rzeczywiście przychodzi od Boga, a także aby oświecić tych jego kilka tajemniczych słów.

Wtedy ostatecznie Maryja została ofiarowana Józefowi jako towarzyszka życia. Czyż nie jest to, zgodnie z Ewangelią, ów moment, od którego w sposób codzienny i ciągły rozpoczyna się ich wspólne życie umocnione darem Bożego Dziecka oddanego pod ich opiekę?

Spróbujmy sobie uświadomić kontrast pomiędzy pełnią radości, bez śladu cienia, towarzyszącej narodzinom Jezusa w Betlejem, a boleścią ogarniającą Jego dziewicze poczęcie w czasie Zwiastowania. To prawda, że narodzinom Jezusa towarzyszy ubóstwo i upokorzenia, choćby te, gdy tak wielu odmawia im gościnności. W każdym razie dane jest im przeżyć stan ubóstwa. Ale czyż nie ubóstwo będzie właśnie źródłem serdecznej bliskości oraz delikatności narodzenia się na świecie Króla królów, który objawia się w sposób widzialny, wszakże nie w pałacu ludzką ręką zbudowanym, ale w ukształtowanej bezpośrednio przez akt miłości Ducha Świętego ubogiej i pokornej wspaniałości przyrody?

Czyż Józef i Maryja nie przyjmują wszystkich okoliczności towarzyszących narodzinom Jezusa, w tym duchu uznając je za nowy znak Opatrzności, który ich utwierdza w wyborze ubogiego, pokornego  stylu życia? Boży czas narodzenia Jezusa jest czasem, w którym ich ubóstwo daje się im odczuć w sposób najdotkliwszy. Ale to nie pada cieniem na duchową radość, wprost przeciwnie, ubóstwo i wszystkie zewnętrzne upokorzenia, które może ono powodować, jest przyczyną duchowej radości, gdy Jezus darzy głębię duszy słodyczą swej obecności.

Narodzenie Jezusa i Jego już naoczna obecność, Jego widok z pewnością były dla Maryi i Józefa powodem nowej miłosnej więzi z Bogiem. Z duszy Józefa zniknął wszelki mrok, który jeszcze mógł w nim pozostawać. Boże Narodzenie staje się dla nich pełnią radości, której nie zakłóca żadna troska. Odtąd też nie będzie najmniejszego cienia, ani żadnej bezpośredniej przyczyny bólu w ich wspólnym życiu.

Objawienie dane przez anioła Józefowi oraz tajemnica Narodzenia Jezusa stanowią dla Maryi z jednej strony nowe narodziny, a z drugiej znak ostatecznej trwałości, rzeczywistej konsekracji stylu życia konsekrowanego, jakie obrali z Józefem: a jest to wspólne, dziewicze, milczące, ubogie i pokorne życie. Ucieczka do Egiptu jest dla Maryi na nowo potwierdzeniem, że ów styl życia z Józefem jest miły Bogu. Albowiem Józefowi, nie Jej, ukazuje się anioł. To Józef zostaje ostrzeżony o niebezpieczeństwie, jakie grozi Świętej Rodzinie. To on musi podjąć decyzję opuszczenia Betlejem i ucieczki do Egiptu. Wszystko to utwierdza Maryję w posłuszeństwie, jakie okazuje Józefowi w zakresie wszystkiego, co dotyczy zewnętrznych spraw ich rodziny.

Jezus nie przyszedł, aby ich odciągnąć od konsekrowanego stylu życia, które przyjęli, przeciwnie, przyszedł ich jeszcze w nim umocnić, przyszedł ukształtować ich życie rodzinne na podobieństwo życia Świętej Trójcy.

Ukryte życie Jezusa z Maryją stanowi prawdziwą tajemnicę. Jezus przez trzydzieści lat oddał się całkowicie ukrytemu życiu. Trzy lata Jego publicznego życia będą przebiegać jakby w „otulinie” życia ukrytego, i z niego będą czerpać natchnienie.

Misja Jezusa jest misją wewnętrzną podporządkowaną mistycznemu życie ukrytemu: Słowo Jezusa może być objęte Jego tajemnicą słowa miłości tylko w powiązaniu z Jego życiem ukrytym.

Chcąc zrozumieć, w jaki sposób ukryte życie Jezusa z Maryją jest jakby najbardziej królewskim okresem w Jego życiu, Jezusa – Króla miłości, spróbujemy się przyjrzeć więzom łączącym Boże macierzyństwo Maryi, i całe Jej ukryte życie z Synem.

W ten sposób spróbujemy wniknąć z prostotą, ale i wielkodusznie w wielką tajemnicę Maryi, czyli w ów uprzywilejowany sposób Jej uświęcenia przez bezpośredni i zupełny kontakt z ciałem Jezusa. Jest to wyjątkowe zjednoczenie – w Duchu świętym – z Jezusem, Jej Umiłowanym Synem, Jej Boskim Oblubieńcem.

Zobaczymy także, w jaki sposób, w tych dwóch uzupełniających się tajemnicach, materia odgrywa rolę podstawową, co pozwoli nam przeczuwać prawdziwe sens tejże materii i całego świata. Dostrzeżemy w wyjątkowej predestynacji Jezusa i Maryi arcydzieło miłości zawarte w odwiecznych planach Ojca.

 

III

Tajemnica ukrytego życia Jezusa i Maryi

  1. Życie publiczne Jezusa inspirowane, ogarnięte
    przez ukryte życie

 

Ognisko życia ukrytego a życie publiczne

Jezus z chwilą poczęcia został osadzony w wizji uszczęśliwiającej, a także w dynamice miłości, która już bardziej nie może wzrastać. Toteż Jezus nie zmierza ku doskonałości. Nie potrzebuje życia konsekrowanego, jak Józef i Maryja. Mimo to zechce go dla samego siebie.

Gdy osiągnie wiek młodzieńczy, gdy przyjdzie czas wyboru odpowiedniego stylu życia ze względu na misję, jaką Mu powierzył Ojciec, zechce najpierw przez długie lata pozostawać w domu Maryi i Józefa. Dla samego siebie zechce wspólnego życia, ukrytego i milczącego.

Pozornie jest więc synem Józefa. Jest mu poddany. Nic nie wskazuje na to, aby miał kiedykolwiek przyjąć w mieście rolę i zawód cieśli. Nazywany jest „synem cieśli”, a nie po prostu „cieślą”. To Józef jest rzemieślnikiem.

Jezus, jak się wydaje, wybiera przede wszystkim życie modlitwy z Maryją. Prowadzi ukryte życie kontemplacyjne. W tym okresie życia ukrywa Go i karmi Jego ojciec karmiciel. Dla społeczności miejskiej nie jest on głową tego domu. Pozostaje „Synem człowieczym”.

W kolejnym okresie swojego życia przeznacza kilka lat na nauczanie Ludu i dzieła Miłosierdzia na jego rzecz – przede wszystkim jednak na wychowywanie swoich uczniów. To niewiele biorąc pod uwagę całość Jego życia: dokładnie jedna dziesiąta, z punktu widzenia czasu i ilości.

Zresztą Jego publiczne życie nie sprawia wrażenia tak bardzo różnego od Jego ukrytego życia. Raczej w sposób naturalny z niego wynika, jest w nim „zakotwiczone”.

Jezus – apostoł tak naprawdę nie ma stałego domu. Nie zakłada klasztoru, w którym Apostołowie mogliby z Nim mieszkać. W dniu ustanowienia Eucharystii Jezus spożywa Paschę ze swoimi uczniami w mieszkaniu nieznajomego. To znaczy, iż nawet nie ma pomieszczenia, które by do Niego należało, które byłoby wyznaczonym miejscem spotkań. Eucharystia jest sakramentem Obecności i będzie w samym centrum kultu i modlitwy chrześcijan. Czyż dla chrześcijan Kościół nie jest przede wszystkim Bożym domem, gdzie w Eucharystii przebywa Jezus? Ale „Syn Człowieczy” w swym publicznym życiu nie ma gdzie złożyć głowy.

Betania to jakby przedłużenie Nazaretu, to dla Jezusa dom, w którym może odpocząć, ponieważ znajduje tam drugą Marię podobną do Jego Matki, która z prostotą i w milczeniu umie trwać u Jego stóp, wsłuchiwać się w Jego słowa, a zwłaszcza sycić się wewnętrznie Jego obecnością. Także Betania jest domem kontemplacyjnym. To jakby miejsce rekolekcji, miejsce Bożego odpoczynku, a więc tego, co przynależy do ukrytego życia.

Jezus – apostoł ewangelizuje idąc przez świat, ale zatrzymuje się tylko w takich miejscach, które określić można jako „zacisza modlitwy”, z dala od tłumów. Jego miejsce zamieszkania jako takie zawsze jest ukryte. W swym publicznym życiu skupia wokół siebie uczniów, On jest ich Mistrzem, gdy chodzi o nauczanie i przepowiadanie. Ale nie On bezpośrednio dba o egzystencję materialną tej małej grupki uczniów. Ewangelia jasno stwierdza, że to Judasz dysponował pieniędzmi. Jezus przywiązuje wagę do ubóstwa, pokory i braterskiego życia ze swoimi uczniami. Nigdy nie występuje jako gospodarz domu.

A jednak już samo powołanie pierwszych uczniów, jak opisuje je święty Jan, ukazuje jasno znaczenie tego wezwania. Apostołowie nie są uczniami jakiegoś mistrza przyjmującymi od niego samą tylko naukę, lub wtajemniczanymi przez niego w określone posłannictwo. Nie, są Jego umiłowanymi dziećmi, przyjaciółmi u boku umiłowanego Mistrza, niczym owieczki otaczające swojego pasterza. Potrzebują nieustannie Jego obecności, w niej poznają – poprzez słowa i gesty Jego codziennego, prostego życia – ciche i pokorne Serce Jezusa. Gdy powołuje Jana i Andrzeja (J 1, 38), oni nie pytają, gdzie naucza, lub gdzie pracuje, ale pytają, gdzie mieszka. I Ewangelista dodaje: „Tego dnia przy Nim pozostali”.

Czyż Jezus nie chce, aby uczniowie, zanim schronią się w Wieczerniku, zanim przyjmą Ducha Świętego, poznali znaczenie ukrytego życia? Czyż nie pragnie ich pouczyć o konieczności zachowania zawsze, w centrum apostolskiej aktywności, takiego zacisza będącego prawdziwym źródłem, z którego się wychodzi, i do którego zawsze się powraca?

Ukryte życie Jezusa tkwi istotnie u początku Jego publicznego życia. Jest dla Niego jakby źródłem natchnienia. To ukryte życie przetrwało w życiu publicznym w postaci owego częstego ukrywania się w odosobnieniu, w odpoczynku Bożym, co przypomina Nazaret. W tych miejscach Jezus odnajduje dusze posiadające zmysł wewnętrznego życia i głębi, których się domaga sama miłość.

Tak więc ukryte życie istotnie ogarnia całe życie publiczne Jezusa, czy ściślej rzecz biorąc Jego zewnętrzną aktywność, gdyż Jezus nie ma życia publicznego w dosłownym znaczeniu. Czyż życie samo w sobie nie zakłada czegoś trwałego i stabilnego, co przetrwa? Jest w tym zaiste wielka tajemnica.

Posłannictwo Jezusa jest wewnętrzne,
przyporządkowane życiu mistycznemu

Słowo Jezusa, słowem mówionym

Jezus przychodzi na świat, aby nam oznajmić wielką tajemnicę życia wiecznego w miłości z Ojcem i Duchem Świętym, i aby nas powołać do uczestnictwa w nim jako przybrane dzieci. Lecz nie ma w świecie niczego, co mogłoby Mu posłużyć jako znak owego życia miłości.

Jezus idzie przez świat, aby nauczać, aby przekazywać Boże słowo, ale to słowo nie jest ściśle rzecz biorąc słowem publicznym. Zawsze pozostaje słowem wewnętrznym. Nigdy Jezus nie zabiera głosu na podstawie mandatu czy misji udzielonej Mu przez jakąś władzę zewnętrzną, publiczną. Mówi w imieniu Ojca, który powierzył Mu misję, widzialną i misję Słowa. Mówi jako Syn, który wszystko od Ojca otrzymał, i który troszczy się wyłącznie o to, aby ukazać Ojca. Syn jest Słowem substancjalnym, samoistnym Słowem.

Święty Tomasz powiada, że nie byłoby rzeczą właściwą, aby Jezus zostawił nam słowo pisane. Słowo pisane staje się czymś zewnętrznym. Nie jest już żywym słowem związanym ze źródłem, wydobywającym się ze źródła jako tchnienie. Dla Jezusa odpowiednie jest samo słowo. Nie dyktuje On swego nauczania skrybom, ale powierza jest swym uczniom, którzy są zobowiązani przekazać je przede wszystkim w formie Tradycji – Tradycji będącej żywym przekazem. Nade wszystko zaś powierza swoje słowo sercu Matki. Jego uczniowie będą mogli ewangelizować przekazując Jego naukę pisemnie. Ale słowo samego Jezusa jest mówione, ponieważ jest wypowiedzią Słowa, a można dodać Słowa, które tchnie Miłość (Verbum spirans amorem). Jest ono żywą kontynuacją Słowa substancjalnego, wiekuistego, które nie przerywa ciszy, bo jest słowem duchowym, które z miłości pochodzi i w miłości znajduje spełnienie.

Słowa wypowiadane przez ludzi mają wiele odcieni. Naturalnym środowiskiem słowa mówionego jest wspólnota i rodzina. Wspólnota oznacza coś innego niż społeczeństwo. Życie wspólne w społeczeństwie wymaga ustanowienia określonego porządku prawnego, zewnętrznych instytucji podporządkowanych prawo, które w zasadzie jest słowem pisanym. System prawny musi się wszakże zakorzenić w środowisku istotnie żywym, we wspólnocie braterskiej przyjacielskiej.

Słowo mówione jest właściwie słowem braterskim, a bardziej jeszcze macierzyńskim. Nie jest wypowiedzią wyłącznie oficjalną. Oczywiście, słowa Jezusa w najwyższym stopniu posiadają cały potencjał słowa rodzinnego i wszystkich wypowiedzi spisanych. Czasem Jezus przemawia jako nauczyciel i mistrz: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam…”, przemawia wówczas z mocą. Takiego tonu używa przede wszystkim wobec świata, wobec uczonych w Piśmie i zatwardziałych faryzeuszy, wobec ludzi o twardym karku.

Nie jest to jednak, jak się wydaje, najczęstszy styl wypływającego spontanicznie Jego słowa, kiedy pozwala przemawiać swojemu Sercu. Jezus przedkłada ton ojca zwracającego się do swoich dzieci, do wnucząt, albo ton brata zwracającego się do własnych braci. Jest to ściśle rzecz biorąc słowo Dobrego Pasterza.

Dobry Pasterz zna swoje owce po imieniu, zna potrzeby każdej z nich. Dla Jego Serca Jego trzódka jest zawsze mała – nie tylko z racji jej pokory, a jeszcze ale jeszcze bardziej ze względu na głębię jej miłości. W swoim Sercu niesie ową trzódkę, a ściślej każdą owcę z osobna. Każdej może szeptać swe słowo na ucho, każdej może powierzać słowo najbardziej czułe, które nie pochodzi wyłącznie z uczuć, ale z miłości.  Dobry Pasterz zwracający się do każdej z owiec wedle jej potrzeb, które zna i przeczuwa, zawsze jest gotów przedłużyć poufną rozmowę w jeszcze bardziej serdeczne przylgnięcie sercem do Serca, gdy rozpozna duszę spragnioną Jego miłości, tak jak to było z Samarytanką.

Słowo Dobrego Pasterza jest słowem miłosiernym, słowem zniżającym się ku najmniejszym. Tylko wyniośli duchem nie są w stanie go przyjąć. Natomiast mogą je przyjąć i przyjmują wszyscy najmniejsi, nawet grzeszący. Ono uzdrawia ich rany. Miłość Jezusa ich oczyszcza, a tym samym sprawia, że stają się jeszcze mniejsi.

Słowo Oblubieńca

Słowo Jezusa posiada więc inną głębię, inny stopień zażyłości niż słowo braterskie. Jest słowem miłości w pełnym jego znaczeniu, słowem Oblubieńca.

Jezus w życiu publicznym jest niczym prorok, ale ten, kto słucha Jego słowa, a zwłaszcza ten, kto podobnie jak Andrzej i Jan idzie za Jego głosem, odkrywa skąd i dokąd ono prowadzi. Odkrywa, że Jezus jest Oblubieńcem. Takie właśnie daje świadectwo Jan Chrzciciel – „przyjaciel Oblubieńca” (J 3, 29).

Jan Chrzciciel został w czasie Nawiedzenia uświęcony przez Jezusa, w sposób tajemniczy poznał więc Jezusa już w swoim ukrytym życiu. W pierwszych latach swego życia widział wprawdzie relacje Jezusa i Maryi od zewnątrz, ale, jak sam oświadczył, nie wiedział kim jest Jezus. Mógł zewnętrznie przebywać w Jego obecności, mógł stanowić część Jego najbliższej rodziny, mógł zostać w łonie Elżbiety przez Jezusa uświęcony w sposób wyjątkowy, a jednak mógł Go nie znać, nie znać Jego prawdziwego imienia. Mógł Go uznawać być może za nauczyciela, proroka, ale nie za Oblubieńca. Podstawowa lekcja, jaką daje Jan Chrzciciel, jest taka: prorocy są rzeczywiście przyjaciółmi Jezusa. Rzeczywiście otrzymali łaskę zwiastowania Go serdecznym, publicznym słowem przeznaczonym dla całego świata, albo dla wspólnoty wiernych. Nie otrzymali jednak tej łaski, jaką otrzymała Niepokalana.

Ponieważ tylko Niepokalana otrzymała pełnię Ducha Świętego, tylko Ona w zwyczajny i trwały sposób może posiadać tę głęboką świadomość obecności Jezusa. Jan Chrzciciel podczas chrztu Jezusa też został napełniony Duchem Świętym, i dopiero wówczas rozpoznał Jezusa. Zdaje się, że Bóg udziela wtedy Janowi Chrzcicielowi, który ma wkrótce umrzeć męczeńską śmiercią, wyjątkowej łaski: chodzi o pełnię Ducha Świętego, którą Apostołowie otrzymają dopiero w Dniu Pięćdziesiątnicy, co pozwoli im odkryć głębokie znaczenie Jezusowego słowa, a które jemu już wówczas zostało dane.

To, co Jan Ewangelista odkryje później, w szkole Ducha Świętego i Maryi, Jan Chrzciciel odkrywa jakby w ostatniej chwili swojego życia. Czyż nie dlatego, iż on sam jest dzieckiem Maryi, dzieckiem Jej łez (to nie są jeszcze łzy Matki Bolesnej, lecz łzy Zwiastowania, Jej próby), ma jakby prawo do uczestnictwa w głębi życia ukrytego?

„Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem” – mówi do swoich uczniów Jan Chrzciciel, aby teraz zostali uczniami Jezusa i Jego słowa słuchali, to znaczy słowa Oblubieńca. Jan wskazuje na tę oblubieńczość, aby ukazać, co szczególnego mieści się w słowach Jezusa, co będzie je odróżniać od mowy proroków i jego własnej, ostatniego z proroków.

Mowa Jana Chrzciciela to słowa pokuty. Słowem Jezusa jest słowo związane przede wszystkim z językiem miłości, jest słowem właściwym dla miłości. Ponieważ od upadku w raju człowiek nie zna języka miłości, dlatego nie przyjmuje słowa Jezusa. Nie istnieje prawdziwy język Oblubieńca. Oblubieńcami na ziemi są wyłącznie oblubieńcy podług ciała. Utraciwszy miłość, człowiek utracił moc, aby dawać swej oblubienicy słowo Boże.

Nie ma więc odtąd na ziemi innych słów poza braterskimi, które, oczywiście, mogą posiadać wszelkie odcienie przyjaźni, ale są w istocie przeznaczone dla wspólnoty, dla życia wspólnego. Słowo Oblubieńca, przeciwnie, nie jest słowem pospolitym – ono wymaga ciszy, aby mogło być dosłyszane; potrzebuje cichego życia wspólnego, a to nie jest właściwe dla ludzkich wspólnot. Tylko Niepokalana jest w pełni gotowa na przyjęcie i zachowanie w swym dziewiczym sercu słów miłości Boskiego oblubieńca.

Rzeczywiście słowo to wyrasta z miłosnego milczenia i w milczeniu się dokonuje. W Przenajświętszej Trójcy Słowo trwa wiecznie w Ojcu, nie wychodzi na zewnątrz. Słowo jest wypowiedzią, która spełnia się w miłości. Misja Jezusa w świecie jest widzialna, lecz nie jest to misja wyłącznie zewnętrzna i publiczna. Przeciwnie, ona służy misji niewidzialnej jest od niej nieodłączna.

Duch Święty mieszkający w Jezusie w swej pełni od momentu Zwiastowania jest natchnieniem słów Jezusa, a Jego misja widzialna polega na przygotowywaniu dusz ludzkich na przyjęcie Ducha: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was…” (J 16, 7) Ten właśnie Pocieszyciel od wewnątrz „przypomni wszystko”, co Jezus powiedział (J 14, 26).

Jezus nie posługuje się już tylko przypowieściami. Przemawia z otwartością prawdy. Tylko dzięki darom Ducha Świętego, dzięki Jego miłującej obecności ta prawda życia i miłości może być właściwie zrozumiana. Trzeba, aby w nas zamieszkał. A więc słowo Jezusa, w tym co dlań właściwe i jedyne, jest słowem miłości, które nie może trwać bez „otuliny” miłości. Ono poza miłością nie istnieje. To słowo bierze początek w milczeniu ukrytego życia i spełnić się musi w milczeniu modlitewnym.

Oznacza to, że słowa Jezusa nie da się odłączyć od Jego ukrytego życia. To słowo jest słowem Oblubieńca. Oblubieniec ma oblubienicę, z którą nie może przebywać inaczej, jak tylko w ramach życia ukrytego.

 

Słowo Jezusa i Jego Krzyż

Czyż podobnie, nie istnieje głęboka więź pomiędzy słowem miłości Jezusa, a Jego Krzyżem? Jego słowo prowadzi nas do Krzyża, ono nam daje pragnienie Krzyża, ponieważ pozwala rozumieć, że każde ze słów tu na ziemi, w swej substancji, posiada ograniczenia, i nie może być znakiem Słowa substancjalnego. Słowo tchnące Miłość (Verbum spirans amorem) wymaga innego znaku, który będzie dopełnieniem znaku słowa. Słowo jest jedynie drogą prowadzącą do innego, o wiele doskonalszego znaku, do jednego znaku widzialnego, który się tu, na ziemi dokonał – jest nim Krzyż.

Męka jest ukoronowaniem Jezusowego nauczania. Nie jest ona tym tylko, czym męczeństwo proroków, jest bowiem złożoną dobrowolnie ofiarą, upragnioną, ofiarą miłości dokonaną przez Oblubieńca ofiarującego własne ciało z miłości za oblubienicę. Krzyż objawia, oznajmia grzesznikom i światu tę przeobfitość miłości, która Maryi została dana w chwili Zwiastowania, u świtu nowego ukrytego życia, przez Maleńkiego, którego Ona jeszcze nie widzi, ale który już jest dla Niej maleńkim dzieckiem żarliwej miłości.

Jezusowe słowo miłości rzeczywiście pochodzi z Jego ukrytego życia, jest jakby próbą ofiarowania braciom uczestnictwa w życiu miłości, którym żył, wraz z Maryją, w sposób całkowicie ukryty. Słowa Dobrego Pasterza są echem wszystkich serdecznych, bliskich słów Jezusa, które kierował do Maryi w trakcie trzydziestu lat ukrytego życia. Ale żadne przepowiadanie, nawet przepowiadanie Jezusa, nie jest w stanie uzmysłowić tajemnicy nieskończonej Miłości oraz w pełni ukrytej i milczącej  zażyłości, jaką Miłość może tutaj na ziemi zawiązać ze swoimi najmniejszymi, ukochanymi dziećmi, a zwłaszcza z Maryją, Królową miłości i matką swoich najmniejszych dzieci.

Tylko Maryja znała maleńkiego Jezusa, i tę bliskość, której ta Jego małość była znakiem. W momencie upadku człowiek utracił wyczucie, czym jest głębia i maleńkość. Jezus nie może inaczej jak tylko przez ofiarę, przez swój wielki Krzyż dać poznać Maryi, czym jest istota Jego miłości – żadne słowo nie może tego oddać. Dla nas, grzesznych ludzi, pomiędzy słowem Jezusa, a głębią ukrytego życia, stoi Krzyż.

Gdy Jezus pouczy nas swym słowem, mogącym przyjąć najrozmaitsze kształty, gdy, być może, zechce, abyśmy innym głosili słowo – to nie może nam już ofiarować większej łaski, jak tylko łaskę uczestniczenia w Jego Męce. Ofiara z punktu widzenia miłości przewyższa wszelką aktywność. Wszelka wielkość tu na ziemi, wszelki tutaj wzrost nie posiada, patrząc przez pryzmat miłości, znaczenia o ile nie daje większej materii ofiary. Jezus może wprowadzić nas w głębię ukrytego życia dopiero wtedy, gdy przez dane nam uczestnictwo w Agonii i Męce nareszcie nasze „ja” obumrze.

Do tego jednak potrzeba, o czym już mówiliśmy, aby Duch Święty w nas zamieszkał, aby dał nam siebie w swej pełni, wraz z darem mądrości, by mogło zaistnieć miłosne zjednoczenie. Bliskość ukochania daje nam to wyczucie małości i bezpośredniości. „Pożyteczne jest dla was moje odejście”, mówi Jezus. Krzyż poprzedza Zesłanie Ducha Świętego. Nauczanie Jezusa, a jeszcze bardziej Jego Krzyż prowadzą nas do ukrytego życia Maryi.

Dwa znaki nieskończonej miłości:
Krzyż i życie ukryte

Aby zgłębić tajemnicę Krzyża trzeba, tak jak w przypadku nauczania i życia publicznego Jezusa spojrzeć nań w świetle ukrytego życia. Ukryte życie oraz Krzyż są w gruncie rzeczy dwoma znakami, jakie Boska Mądrość w świecie odnalazła, aby stały się znakami nieskończonej Miłości. Czyż Duch Święty nie jest miłosną więzią, która pociąga za sobą fascynację, miłosne zjednoczenie i dar? Miłość zakłada głębię zjednoczenia i dar ofiarowania.

Znak krzyża został wybrany ze względu na ludzi grzesznych. Niepokalana, przez swój przywilej miłości, jako oblubienica Jezusa, matka wiernych, będzie mieć także udział w Jego Krzyżu. Uściślijmy to: Jej udział ze względu na głębię Jej ukrytego życia, będzie zupełnie wyjątkowy. Jej ziemskie życie kończy się na Kalwarii, na tym szczycie pozostanie aż do Wniebowzięcia. Skądinąd od samego początku Jej życia Krzyż stoi u źródeł każdego Jej wywyższenia, ponieważ Jej przywilej został wysłużony przez krew Jezusa.

Jednakże życie ukryte w tym, co najbardziej istotne, jest znakiem wybranym szczególnie dla Niepokalanej, znakiem najpełniej odpowiadającym Jej miłości dziewiczej. W tym okresie Jezus uświęca Maryję jako Niepokalaną. Tylko Ona miała naprawdę bliski intymny kontakt z Ciałem Jezusa.

To godne uwielbienia Ciało Jezusa było w istocie jedynym narzędziem łaski. Kontakt z godnym uwielbienia Ciałem Jezusa, rzeczywiste, wewnętrzne z Nim zjednoczenie jest dla każdego z nas czymś niezbędnym. Jest ono skutecznym znakiem mogącym nas wprowadzić w miłosne życie godnej uwielbienia Trójcy.

Ale my, grzeszni ludzie, mamy ów kontakt dzięki sakramentom, przede wszystkim dzięki Eucharystii. Samo znaczenie sakramentu wymaga fizycznego kontaktu. Eucharystia to nie tylko dotyk zewnętrzny, ale spożywanie: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała mojego, nie będziecie mieć życia wiecznego” (J 6, 53).

W Eucharystii zostaje wysłuchana modlitwa kapłańska Jezusa, i wszystko spełnia się w jedności. Eucharystia jest znakiem rzeczywistego Ciała Jezusa i Jego Ciała Mistycznego. Dzięki niej zanoszeni jesteśmy do Ojca, jednoczeni z Bogiem, a w Bogu zjednoczeni z braćmi. Eucharystia jest ofiarą i sakramentem komunii. Dla świętego Tomasza ofiara jest podporządkowana komunii. Czyż nie jest znakiem, że i my jesteśmy powołani, dzięki uczestnictwu w zasługach Męki Jezusa, by w jakiś sposób mieć także udział w owej bliskości, w której trwała Maryja z Jezusem w okresie ich ukrytego życia?

Czyż komunia eucharystyczna w samym swym, jakże realistycznym, znaku, z powodu którego zgorszyło się tylu Żydów podczas nauki o Chlebie życia, nie przypomina znaku maleńkiego Jezusa danego Maryi w dniu Zwiastowania? Czyż nie chodzi wciąż o tę samą tajemnicę małości nieskończonej?

 

Macierzyństwo jako jedyny środek
uświęcenia Niepokalanej

Grzesznicy są uświęceni przez sakramenty będące przede wszystkim znakami Męki Jezusa, strumieniami żywej wody wypływającymi z Jego boku.

Maryja nie jest obecna podczas Ostatniej Wieczerzy, ale stoi pod krzyżem. Owa nieobecność Maryi jest znakiem uzmysławiającym nam, iż Niepokalana w pewnym sensie nie potrzebuję sakramentów, nawet Eucharystii. Ona została uświęcona w sposób wyjątkowy, bezpośredni i całkowity przez łaskę swego  Boskiego macierzyństwa.

Gdy po śmierci Jezusa została Matką świętego Jana, z pewnością przyjmowała z jego rąk Komunię świętą, uczestniczyła w jego sakramentalnej ofierze, ale czy nie bardziej ze względu na Jana i na nas, a nie na samą siebie? Jest to, jak się zdaje, szczególna tajemnica Jej życia, Matki wierzących, która pragnie poznać i w najwyższym stopniu dzielić ich losy, aby przez to lepiej móc im pomagać.

Maryja, Niepokalanie Poczęta, właściwie po śmierci Jezusa nie powinna była pozostawać dłużej na ziemi. Przez łaskę niezwykłej, jakby cudownej mocy miłości, która tak silnie pociąga Ją ku Jezusowi, pozwala Jej mimo to zostać na ziemi, ażeby zrealizować najwyższe pragnienie, które Syn oznajmił z Krzyża, gdy powierzał Jej świętego Jana.

Być może Maryja pozostając na ziemi dla sprawowania swego macierzyńskiego miłosierdzia wobec grzesznych ludzi naprawdę potrzebowała Eucharystii. Eucharystia nie jest bowiem wyłącznie znakiem Jezusa w tajemnicy Jego Męki, ale także znakiem Jezusa tryumfującego, znakiem Jego chwalebnego Ciała.

Maryja dotąd jeszcze nie miała bezpośredniego kontaktu z chwalebnym Ciałem Jezusa. Jak się wydaje, uwarunkowania Jej ciała podległego cierpieniu nie mogły na to pozwolić bez zaistnienia cudu. Czy Maryja nie potrzebowała Eucharystii jako sakramentu, jako znaku chwalebnego Ciała Jezusowego oraz chwalebnych z Nim relacji, do których każdy z nas został powołany? Czyż Eucharystia nie jest, szczególnie dla Niej, wiatykiem, czyli pokarmem na drogę pozwalającym Jej oczekiwać i przetrwać jeszcze jakiś czas na wygnaniu Czyż nie jest dla Niej rękojmią nadziei, chlebem życia, który przygotowuje Ją do Wniebowzięcia?

Maryja, Niepokalana, jest jedyną, która dostąpiła przywileju uświęcenia jeszcze przed Męką Jezusa, ze względu właśnie na swe Niepokalane Poczęcie przez uprzedzającą Mękę aplikację Jego zasług, przez głęboki, bezpośredni, kontakt fizyczny z ciałem Jezusa. Czyż nie ujawnia to głębokiego sensu Wniebowzięcia?

Ludzie grzeszni uświęcani są przez sakramenty, czyli zewnętrzne obrzędy, wyznanie wiary, które składają jako członkowie określonej wspólnoty wiernych. Te sakramenty, oczywiście, dają łaskę i umożliwiają głęboką, osobistą więź z Jezusem – i tym, ściśle rzecz biorąc, różnią się od zwykłych ceremonii liturgicznych sprawowanych w imieniu Kościoła. Sakrament jest to gest samego Jezusa żyjącego dla nas w ukryciu pod postacią znaków sakramentalnych, które z tego tytułu są Jego skutecznym narzędziem.

Jako znak i wyznanie wiary towarzyszące zewnętrznym obrzędom, sakrament łączy się ściśle z kultem publicznym dostosowanym bezpośrednio do wspólnoty wiernych. Natomiast Maryja, jako jedyna, została uświęcona w sposób właściwy dla królowej i oblubienicy przez bezpośredni całkowity kontakt ze swym Królem, który oddaje Jej się jako najbardziej miłujący oblubieniec w zaciszu ukrytego życia.

Jezus nie chce więc czekać ze wsławieniem Maryi jako Królowej aż do czasu, gdy zostanie zbawiony cały Lud Boży, gdy swą pełnię osiągnie Jego Mistyczne Ciało. Maryja została nie tylko oddzielona od świata grzeszników, ale i została wybrana spośród całej ludzkiej, a także anielskiej wspólnoty. Maryja jest jak gdyby oddzielona od aniołów i ludzi, a zjednoczenia bezpośrednio z fizycznym ciałem Bożego Syna przez swe macierzyństwo. Dzięki temu jest i Oblubienicą, i Królową.

Fizyczne zjednoczenie Jezusa z Maryją, ustanowione przez Jej macierzyństwo, jest w swej istocie czasowe. Ma zaniknąć, takie jest jego przeznaczenie. Natomiast miłosne relacje, tajemnicze ale realne, ustanowione przez samego Ducha Świętego w Jej świętym macierzyństwie, trwać będą na wieki.

To one zostały przewidziane i dokładnie określone w powołaniu Maryi, one będą się wciąż pogłębiać i zwiększać swą intensywność od czasu Zwiastowania do chwili Wniebowzięcia. Czy ten czas nie był przez Boga zamierzony po to, aby umożliwić wyraźne ujawnienie całego Jej ukrytego potencjału macierzyństwa Bożego, tak jak ono się w istocie zrealizowało?

Czyż nie to stanowi fundament, a raczej istotę niewidzialnej rzeczywistości całego ukrytego życia Matki Bożej? Z całą pokorą Jej najmniejszych dzieci spróbujmy z ich śmiałością, a zarazem i wielkodusznością, wniknąć w niektóre aspekty tej tajemnicy.

  1. Znaczenie materii
    we Wcieleniu Jezusa
    i w uświęceniu Maryi

Fizyczny kontekst Jezusem ustanowiony w tajemnicy Zwiastowania, nadający pełnię znaczenia łasce Niepokalanego Poczęcia, pozwala nam się domyślać znaczenia materii we Wcieleniu i w uświęceniu Maryi.

Spróbujmy jeszcze bardziej zagłębić się w tę wielką tajemnicę patrząc, w jaki sposób Jezus posłużył się materią w tych dwóch znakach nieskończonej Miłości.

Zobaczymy, w jaki sposób poprzez swój Krzyż Jezus ukazuje nam, że materia umożliwia cierpienie, oraz że nie tylko nie szkodzi miłości, ale że wręcz może być dla tej miłości pokarmem.

Następnie przyjrzymy się wielkiej tajemnicy więzi Jezusa i Maryi ustanowionej w chwili Zwiastowania w znaku wewnętrznego przyćmionego światła miłości płomiennej. O tej miłości maleńkiego Jezusa, który począł się w łonie Maryi, mówiliśmy już powyżej.

Dostrzeżemy dzięki temu relacje pomiędzy materią, miłością i światłem, co znacznie lepiej pozwoli nam zrozumieć życie nadprzyrodzone Maryi, i znaczenie Jej macierzyństwa w tajemnicy Wcielenia. Zobaczymy, że Jej ukryte życie to rozwój całego potencjału miłości – począwszy od pierwszego daru płomienia, który w Zwiastowaniu otrzymała w osobie Światła substancjalnego – rozwój potęgujący się aż do ostatecznego zjednoczenia w tajemnicy Wniebowzięcia.

Miłość i cierpienie

Według teologa Wcielenie kryje w sobie podwójną tajemnicę: jedną jest Wcielenie samo w sobie, w swej istocie istniejące zarówno w Jezusie – pielgrzymie, jak i w Jezusie chwalebnym. Drugą tajemnicą jest bolesny aspekt Wcielenia odkupieńczego zakładający istnienie w Jezusie ciała podlegającego cierpieniu. Ta wrażliwość sprawia, że może ono cierpieć i może umrzeć bolesną śmiercią na krzyżu.

Ważne jest wszakże rozróżnienie uwarunkowań ciała podlegającego cierpieniu, jego zdolności do fizycznego cierpienia, od złych moralnie, duchowych cierpień zamykających podmiot we własnym „ja”.

Jedne i drugie są konsekwencją grzechu, lecz te ostatnie stanowią przeszkodę dla miłości, czy też wręcz uniemożliwiają jej rozwój; natomiast te pierwsze mogą być dla miłości wsparciem. Dobre cierpienie sprawia, że wzrasta głęboka wrażliwość duszy, czyniąc ją jeszcze bardziej uległą wobec Ducha Świętego. Pożądliwość przeciwnie, w całości związana jest z agresywnym „ja”. To poszukujące życiowych przyjemności „ja”, odwrotnie niż miłość, przyjmuje postawę introspekcyjną. Jej źródłem jest „ja” oraz wyobraźnia. Zatrzymuje się na samej przyjemności, po prostu ją „zagarnia” nadając jej swoje właściwości, a więc pożądanie, zamiast biernej miłości, która oddaje siebie Bogu zupełnie zapominając o sobie.

Stan Niepokalanej, podobnie jak Jezusa–pielgrzyma, jest inny od stanu pierwotnej sprawiedliwości, to pewne, ale Jezus i Maryja posiadają większą miłość niźli Adam i Ewa przed upadkiem. Bóg wykorzystuje, jeśli mi wolno tak powiedzieć, ich ciała podlegające cierpieniu, aby je ogarnąć jeszcze większą miłością. Ta podatność ich ciała na cierpienie stwarza jakby jeszcze bardziej plastyczny, jeszcze bardziej uległy materiał w obliczu śmierci. Tylko grzech i jego konsekwencje stanowią barierę dla tej „przenikalności”, jaką posiada miłość.

Życie mistyczne ukazuje te tak tajemnicze pokrewieństwa pomiędzy miłością a cierpieniem. Za to pomiędzy cierpieniem a poznaniem jako takim, istnieje rozdźwięk. Cierpienie utrudnia poznanie. Intelektualista stara się wyzwolić ze swego cierpienia. Natomiast miłość nas z niego nie wyzwala, ale przenikając je – dokonuje jego przemiany. Miłość posługuje się cierpieniem niczym uprzywilejowanym tworzywem, namaszcza je, dając ukojenie dzięki złączeniu go z miłością.  Miłość w istocie usuwa z cierpienia to wszystko, co należy do „ja”, agresywnego buntującego się „ja”, zaopatrzonego w siebie, wyolbrzymiającego w myślach swój własny ból. Likwiduje cały ten ludzki aspekt cierpienia, ogołaca zeń, ucząc trwania w chwili obecnej, wyzwalając cierpienie spod wpływu „ja”, poddając je pod wpływy miłości, ażeby Bóg o ile zechce, namaścił je i otoczył miłością.

W życiu świętych bardzo wyraźnie da się wyodrębnić dwa, a właściwie trzy okresy:

1) gdy cierpienie zostaje zaakceptowane w naszej woli, ale jeszcze buntuje się przeciw niemu cała nasza wrażliwość i ciało;

2) gdy cierpienie zostaje uduchowione pod wpływem głębokiego wewnętrznego życia, które rozwija duchową wrażliwość. Wprawdzie powierzchowna, płytka wrażliwość jeszcze wciąż drga, ale pojawia się już coś znacznie głębszego, wyciszonego;

3) i w końcu cierpienie całkowicie przeniknięte przez tą mistyczną miłość, która je łagodzi, mimo że ból cierpienia pozostaje również silny, daje ona Bożą moc, która to cierpienie przemienia.

Tajemnica cierpienia, tak jak przeżywają święci, a zwłaszcza Jezus i Maryja, ukazuje tajemne więzy łączące miłość z naszą ubogą materią.

Powiedzieliśmy, że Jezus i Maryja posiadają miłość o wiele większą od tej, jaką miał człowiek w stanie pierwotnej sprawiedliwości z powodu niezwykle wyostrzonej wrażliwości ich ciała. Dodajmy, że przy takiej wrażliwości wypełnienie cierpienia miłością, a także przeciwstawianie się złemu światu, wymaga jeszcze większej miłości.

Żadna wspólnota nie łączy Jezusa i Maryi ze światem, mimo że sami „ulepieni” są z tej cierpiętliwej materii, która jak powiedzieliśmy, sprawia, iż są o wiele bardziej ulegli wobec Bożej miłości, ale równocześnie czyni ich bardziej wrażliwymi na świat i ludzką przemoc. Ich podatność na cierpienie wymaga znacznie większej miłości koniecznej, aby trwać w Miłości Bożej pośród przemocy świata pochodzącej wyłącznie z ludzkiego „ja”.  W Jezusie i Maryi miłość jest silniejsza od jakiejkolwiek przemocy – cierpią z jej powodu, lecz w nich przemoc przemienia się w miłość.

Zachodzi jakby cudowna transformacja w momencie samego zetknięcia z ciałem Jezusa. Co jest przemocą ze strony zdrajcy, kata, przemienia się w cierpliwość – miłującą cierpliwość – gdy tylko zetknie się z ciałem Jezusa, gdy zgłębi Jego wrażliwość. Jego ciało musi być nieskończenie wrażliwsze od naszego, aby razy Mu zadane nie zatrzymywały się, jak u nas w Jego powierzchniowej w nowej strefie. Jest nią, gdy o nas chodzi, poszukujące przyjemności i korzyści „ja”, zatrzymujące się na samym cierpieniu, bądź też jeszcze bardziej nasilone, agresywne „ja”, które mobilizuje wszystkie biologiczne moce bytu, aby zareagować na poziomie wyobraźni i sił motorycznych. W Jezusie te razy przenikają bezpośrednio Jego Serce, źródło wszelkiej miłości. I przyjmuje je miłość cierpliwa, pokorna, cicha;  Miłość która cierpi o wiele bardziej, ponieważ pozwala, aby cierpienie wniknęło aż na samo dno; zarazem jednak ta miłość przemienia cierpienie i je transformuje, posługuje się nim, żeby jeszcze bardziej kochać tego, kto bije – jest to miłość, która stała się miłosierdziem.

Odpowiedź Jezusa w obliczu katów nie jest odpowiedzią mającą na celu obronę, nie jest tym bardziej kontrofensywą agresywnego „ja”, ale przepełniona jest Bożą cierpliwością i miłosierną miłością. W swoim Ciele Jezus odpowiada miłując Ojca jeszcze większą miłością, pozwalając by tę Jego uległość miłość kierowała ku Ojcu, kocha przez to swoich nieprzyjaciół jeszcze bardziej w postawie współczucia i miłosierdzia. Czyż nie schodzimy tutaj do głębi tajemnicy Najświętszego Serca, cichego i pokornego Serca Jezusowego? Serce Jezusa, całe Jego Ciało, może być prawdziwym narzędziem nieskończonej miłości. Narzędziem z pewnością nie biernym, ale żywym, miłującym, przenikniętym dogłębnie Boską miłością, narzędziem nadprzyrodzonym i Boskim, pozostającym wciąż w uwarunkowaniach ciała podlegającego cierpieniu.

Ciało Niepokalanej
i tajemnica Światła

Ta sama tajemnica więzi, jakie może nawiązać nieskończona Miłość z naszą ubogą materią, wskazuje na ów wyjątkowy sposób, dzięki któremu ciało Maryi mogło otrzymać pełnię miłości od ciała Jezusowego, ten wewnętrzny ogień dający się pogodzić z ciemnościami materii.

Jakaż to cudowna transformacja dokonała się w dziewiczym, niepokalanym ciele Maryi pod wpływem płomiennej miłości tego Maleństwa, które posiada wizję Ojca?

Chwalebne ciała będą ciałami w pełni jaśniejącymi, w ełni płonącymi dzięki miłości promieniującej z wizji uszczęśliwiającej, która je od wewnątrz przemieni nasycając i otaczając je zewnątrz. Ciała poprzez miłość, dzięki materii pierwszej, rzeczywiście będą mogły być wprowadzone w stan nadprzyrodzony jakby substancjalnie przebóstwione, tak samo jak umysł i wola.

Ciało Maryi nie jest oświetlone w sposób widzialny. Odblask widzialny pochodzący z promieni miłości, czy raczej z miłosnego nasycenia wynikającego z wizji, nie jest jeszcze Jej dane. Świetliste promienie pochodzące od Słońca sprawiedliwości nie przenikają jeszcze nawet Jezusowego Ciała, natomiast wszelkie niewidzialne płomienie ognia przenikają ciało Maryi je otaczają i zewsząd je otaczają.

Dla dobrego zrozumienia tej tajemnicy przyjrzyjmy się, czym może być promieniowanie substancjalnego Światła, wspierając się zrozumieniem, jakie może nam dać ślad tego Światła, czyli światło naturalne naszego aktualnego świata.

Otóż posiada ono jak gdyby dwa oblicza, czy raczej podwójne znaczenie, po linii którego może się rozwinąć:

  1. a) przede wszystkim istnieje formalny aspekt światła skierowany na zewnątrz, oświetlający przedmioty, ich kontury i kształty, wydobywany przez artystę i utrwalany w obrazach, co prowadzi do abstrakcyjności i znieruchomienia; nasz rozum pragnie ów aspekt wydobyć, dzięki niemu bowiem poznajemy kształty przedmiotów i cechy.
  2. b) dalej, aspekt światła kryjący w sobie bliskość i ciepło, zwrócony do wewnątrz i ku materii, do tego, co w niej najbardziej substancjalne, co sprawia, że światło nie jest czymś wyłącznie zewnętrznym, ale jest tajemniczym promieniowaniem wychodzącym z ukrytego źródła.

Dary Ducha Świętego kierują nas ku aspektowi bliskości i ciepła skłaniając do skupienia zmierzającego w stronę przeciwną niźli wyobraźnia i rozum – kierującego sercu. Serce stara się wniknąć, czy raczej daje się pociągnąć z pewną pasywnością przez tajemnicze, lecz substancjalne źródło. Serce nie zatrzymuje się przy świetle dla niego samego, ale posługuje się nim jako odblaskiem, jako drogą prowadzącą do ciepła samej miłości.

Światło naturalne różni się od sztucznego właśnie tą bliskością i ciepłem, które pochodzi z niewidzialnego promieniowania: ono dotyka naszego ciała, przenika je i ogarnia. Dzięki temu naturalne światło jest dla nas jakby Bożym śladem, stanowi wyciszenie naszej zmysłowości, którą uszlachetnia i której w sposób naturalny nadaje dyspozycyjność sprzyjającą nadprzyrodzonemu życiu. I przeciwnie, sztuczne światła irytują, ekscytują zmysły i wyobraźnię, niepokoją, a nawet zagłuszają delikatność, jaką posiada nasza głębsza, bardziej duchowa wrażliwość – ona stanowi ludzki materiał, w którym Duch Święty może zadziałać.

Stworzone światło naszego świata jest słabym odbiciem Światła substancjalnego. Jeżeli jego promieniowanie składa się nie tylko z widzialnych promieni świetlnych, ale ponadto, i jakby przede wszystkim, z promieni niewidzialnych, które przenikają ciała dając im ciepło i tajemniczą energię, to jakież musi być promieniowanie Światła substancjalnego, które jest z istoty wewnętrznym światłem!

Z punktu widzenia wiary światło naturalne jest śladem Światła substancjalnego bardziej ze względu na swe niewidoczne promienie, niźli na te widzialne. Otóż w wierze to właśnie ów aspekt niewidoczny i pozostający w mistycznym zjednoczeniu jest ściśle substancjalny; świetlisty odblask jest dany po to, żeby nas do Niego doprowadzić.

Wszystko to pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób ciało Maryi może być całkowicie przeniknięte tymi niewidzialnymi promieniami Miłości, które są rzeczywiście promieniami ciepła i bliskości dającymi się pogodzić z ciemnościami materii. Jej podległe cierpieniu ciało może jak gdyby przyjąć całą miłość od Jezusowego ciała, lecz nie w formie świetlistych widzialnych promieni, ale w postaci promieni niewidzialnych, ognia, bliskości i ciepła.

Światło a wiara

Tajemnica światła i jego podwójnego promieniowania – jednego zewnętrznego i widzialnego, drugiego wewnętrznego, ukrytego, jest, o czym wspominaliśmy, tajemnica naszej wiary będącej jednocześnie światłością i ciemnością.

Chcielibyśmy się temu przyjrzeć z bliska zaznaczając, że okres oświecenia, będący istotnie światłem i harmonią – jest jedynie etapem przygotowującym do etapu zjednoczenia. To zjednoczenie spełnia się w ciemnościach, z całą pewnością, ale umożliwia nam zagłębienie się w tej tajemnicy, którą Maryja z taką mocą przeżyła w głębi miłości, w głębi zjednoczenia z Bogiem.

Etap oświecenia: światło i harmonia

Światło jest jak gdyby odblaskiem miłości. Ono niejako pośredniczy pomiędzy sferą miłości całkowicie wewnętrzną, a światem zewnętrznym, a przez to samo pomiędzy miłością a umysłem.  Światło utrzymuje cały zewnętrzny świat kosmosu fizycznego i naszej duszy w kręgu promieniowania miłości. Taka jest w istocie rola drogi oświecenia. Światło to odblask miłości, promieniowanie miłości prowadzące do ukochania, a więc łatwiej utrzymujące duszę w kręgu swego promieniowania pośród aktywności zewnętrznych.

W fazie oświecenia możemy nadto wyodrębnić objawienie obiektywne będące jakby zewnętrznym światłem, które oświetla przedmioty, oraz wewnętrzne natchnienie, które jest jakby głębokim światłem wewnętrznym. Ale pomiędzy nimi istnieje harmonia. Są jak gdyby dwoma krzyżującymi się promieniami. Obiektywne światło przyciąga, i to przyciąganie jest źródłem blasku, ponieważ prowadzi do ukochania. Ale nie jest to jeszcze jedność dogłębna, substancjalna etapu zjednoczenia.

Etap zjednoczenia: miłość i ciemności

Ale życie w zjednoczeniu z Bogiem może na ziemi spełnić się tylko w ciemnościach. Nie z powodu grzechu pierworodnego, ale dlatego, że jest to warunek tajemnicy miłości, która umożliwia nam już w ziemskim życiu rozpoczęcie w sposób rzeczywisty życia wiecznego.

Wydaje się, że ta tajemnica wiąże się z tajemnicą materii: nie w jej uwarunkowaniach ilościowych, które zostały przez grzech pierworodny zniekształcone, ale w swojej możności fundamentalnej, dla człowieka nieosiągalnej, stworzonej bezpośrednio przez nieskończoną Miłość i tylko dzięki niej zdolnej do całkowitej aktualizacji.

Nadprzyrodzone życie Maryi

W Maryi wewnętrzne źródło miłości jest o wiele intensywniejsze niźli w stanie pierwotnej sprawiedliwości, bowiem uwarunkowania zewnętrzne są mniej sprzyjające, czy wręcz wrogie promieniowaniu tego źródła. Jest ono w pewnym sensie zmuszone przez nie do wznoszenia się ku swemu Stwórcy zamiast promieniowania wokół na otoczenie. Te zewnętrzne uwarunkowania zmuszają życie miłości do rozwijania się w sposób bardziej ukryty i zdeterminowany przez kryterium małości. Przez to wszakże miłość staje się serdeczniejsza, ponieważ przebywa bliżej swego Boga, z większą wobec Niego uległością. Staje się bardziej ofiarna, ponieważ jeszcze bardziej musi się ogołocić ze wszystkiego, co nie jest miłością. Tak więc życie nadprzyrodzone Maryi znajduje się na etapie zjednoczenia.

Stan Niepokalanej nie został ustanowiony dla wszystkich, jest to w swej istocie stan zupełnie wyjątkowy. Stan uprzywilejowany, bowiem chodzi o życie Królowej miłości. Ona sama jedna ma wystarczyć za wszystkich. Taki stan nie jest przeznaczony dla ogółu. Tu chodzi o postawę oblubienicy, która nie została przez Boga wezwana do spełniania funkcji czysto społecznych, ale która w Bożej ekonomii przeznaczona została do życia ukrytego w zupełnie wyjątkowych uwarunkowaniach zewnętrznych mających Jej umożliwić nieustanne trwanie w obecności swego Oblubieńca, w intymnym z Nim zjednoczeniu.

Być może z punktu widzenia wiedzy oraz mocy, a więc wszelkiej aktywności umysłu spekulatywnego i praktycznego, Niepokalana jest mniej obdarzona niż Adam i Ewa przed upadkiem. Ale to wszystko dokładnie po to, aby cała uwaga Jej serca, wszelka życiowa moc Jej ciała przeznaczona była wyłącznie dla Boskiego Oblubieńca.

Ta uboższa kondycja w rzeczywistości stanowi przywilej z punktu widzenia miłości, a przecież dla Niepokalanej liczy się wyłącznie miłowanie. W obliczu wrogiego świata Maryja jest jak gdyby zmuszona jeszcze mocniej trwać w zjednoczeniu ze swym Boskim Oblubieńcem. Ognisko domowe Królowej, w którym raczy zamieszkać Oblubieniec, będzie jeszcze bardziej ukryte i milczące, jeszcze bardziej zostanie odgrodzone od świata. Stanowić będzie jeszcze bardziej „zamknięty ogród”,  „źródło zapieczętowane” (Pnp 4, 12).

Bóg pragnie w sposób doskonały spełnić w jedynym pierwowzorze to, co zamierzał zrealizować we wszystkich. Ale w swym odwzajemnieniu miłości Bóg oczekuje, że Maryja się uniży, wręcz nieskończenie bardziej niźli Adam i Ewa uniży, ażeby się zjednoczyć z maleńkością samego Jezusa.

Maryja lubi być uboższą, słabszą, Jej wiedza jest wiedzą Oblubieńca. Ona sama trwa w wierze. Lubi ów brak pełnej jasności umożliwiający Jej trwanie w postawie zaufania wobec Oblubieńca. Jej mocą jest moc Oblubieńca. Lubi swą słabość, która zmusza Ją do szukania oparcia w Umiłowanym.

Grzech Adama i Ewy polegał w istocie na tym, że przedłożyli drogę poznania i rozumu, czyli pozornej wielkości, niezależności, nad drogę mądrości i umiłowania. Bóg nie stwarza Maryi uprzywilejowanej formy pomocy w zakresie wiedzy i możności przeciwstawiania się światu. Wykorzystuje Jej większą słabość, a przez to większą uległość, aby obdarzyć Ją większą miłością i chronić bardziej swą mocą. Bóg sam pragnie Ją uformować na Królową i Oblubienicę przeznaczając Jej ukryte życie z dala od świata, który nie jest w stanie Jej zrozumieć. Dlatego zechciał przeznaczyć Jej ów szczególny rodzaj życia wspierający Jej nadprzyrodzone, a więc ukryte życie.

Zwiastowanie w Jej ukrytym życiu jest  istotnie znakiem nowych narodzin rozumianych jako wyższy stopień ogołocenia z wszystkich świateł, które otrzymała w trakcie zapoznawania się z objawioną tradycją. Otóż właśnie podczas Zwiastowania Maryja przyjęła do łona substancjalne Światło, Słowo Boże, zwiastowane w symbolach i w stworzonych światłach Starego Testamentu. Ale same okoliczności tego aktu wiary, jakiego od Niej wówczas zażądano, wyraźnie wskazują na to, iż Bóg wymaga, aby porzuciła całą judaistyczną przeszłość, i aby żyła tylko ze swym maleństwem całkowicie i wyłącznie w Jego szkole.

Wkrótce zostanie Jej zwrócony Józef, toteż jeszcze bardziej będzie mogła zagłębić się w swym ukrytym życiu pozostając już wyłącznie Matką pięknego miłowania poświęcającą się całkowicie i wyłącznie swemu Boskiemu Maleństwo. Otóż to Maleństwo wskaże Jej później, co winna zachować z dawnego porządku, a co odrzucić w związku z Jego przyjściem.

Dzięki Niemu może rozpocząć zupełnie nowe życie, nie dopiero z chwilą Jego urodzenia, ale już w pierwszej chwili poczęcia w pełni obierając drogę nowej maleńkości. Dostrzegła tę małość w przebłysku ognia, a łaskę tejże małości, stabilną i trwałą, otrzymała w swym miłującym macierzyństwie.

Łaska jej Niepokalanego Poczęcia mieściła w sobie zasoby małości oraz bliskości pozostające dotąd w zalążku – teraz mogły się rozwinąć pod bezpośrednim, wewnętrznym wpływem samego Słońca sprawiedliwości.

Dziewicze źródło, które dane zostało Maryi w chwili poczęcia i które poczęło się budzić po Jej urodzeniu ukazuje, teraz głębię, która jeszcze nie była wykorzystana. W pewnym sensie Maryja odkrywa rozdźwięk, jaki istnieje jeszcze pomiędzy Jej dziewiczą miłością, która objawiła się po Jej narodzeniu na sposób maleństwa karmionego przez matkę, a łaską Niepokalanego Poczęcia, która Jej została dana od pierwszej chwili poczęcia –  a która jest łaska Matki Boga.

Pociągnięta przez Ducha Świętego i Jezusa wznosi się ku owemu początkowemu źródłu, którego dotąd była nieświadoma. Będąc ukryta w całkowitym ogołoceniu wobec swego Maleństwa, w całkowitym wyrzeczeniu, o które Ono prosiło pojawiając się w Niej – przeżywa z Nim w miłosnym zjednoczeniu życie tak tajemnicze Maleństwa w łonie Jego Matki, a przez to życie Maleństwa na łonie swego Ojca. Fizycznie, to Jezus jest w Maryi. Mistycznie, to Maryja jest niesiona przez Jezusa i przez Niego ogarnięta.

  1. Miejsce Maryi
    i Jej ukrytego życia
    w wiekuistych zamiarach Ojca

Przyglądając się, jakie jest miejsce Maryi, miejsce Jej ukrytego życia odwiecznych w planach Ojca, chcielibyśmy bardziej szczegółowo opisać ten zupełnie wyjątkowy charakter zjednoczenia pomiędzy Jezusem a Maryją.

Zjednoczenie Jezusa i Maryi
w ich przeznaczeniu do wieczności

Zobaczyliśmy, w jaki sposób Jezus przyszedłszy na świat, żeby objawić nieskończoną miłość swego Ojca, realizuje swoją misję jakby na dwóch poziomach, które nie są oddzielone, ale się wzajemnie przenikają: chodzi o Jego publiczne życie i życie ukryte.

Teraz ponadto możemy stwierdzić, że podczas ukrytego życia Jezus pragnie ukształtować swojemu Ojcu umiłowaną córeczkę, która będzie arcydziełem miłości, w której znajdzie pełne upodobanie.

Właśnie z Niepokalaną, przez Nią i w Niej, Jezus przychodzi spełnić plany swojego Ojca, które miał stwarzając człowieka, mężczyznę i kobietę (Rdz 1, 27).

Z powodu grzechu pierworodnego mężczyzna i kobieta stanowią bardzo odległy obraz Boży, pozostają jednak śladem niezwykle plastycznym w tajemnicy swej ludzkiej natury przedstawiając dla Bożej sztuki miłowania nieskończone możliwości.

To arcydzieło Jezus pragnie zrealizować przede wszystkim w Maryi i wraz z Nią. Jest Ona jakby dopełnieniem, którego domaga się samo przeznaczenie Jezusa. Przeznaczenie Jezusa i Maryi jest jedną i tą samą tajemnicą, co stwierdza papież Pius IX w Bulli definiującej Niepokalane Poczęcie. W planach Bożych Jezus i Maryja są głęboko związani tym samym zrządzeniem Opatrzności.

Z punktu widzenia bytu istnieje, rzecz jasna, nieskończona różnica pomiędzy Jezusem, a Maryją. Jezus jest Synem Bożym. Jest Nim nawet w swej ludzkiej naturze. Maryja jest przybraną córką Bożą. Jest tylko stworzeniem, ubogą służebnicą, służką nieużyteczną. Ze swej natury jest ostatnią służebnicą pośród stworzeń rozumnych, zdolnych służyć Bogu w wolności. Lecz w miłości tworzą jedno – nieskończona Miłość usunęła nieskończoną przepaść pomiędzy Jezusem a Maryją.

W tym tkwi, jak się zdaje, całe znaczenie dwóch ostatnich dogmatów, Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, które pozwalają nasze domysły związane z tajemnicą przeznaczenia Maryi uznać za pewne. Tego właśnie teologowie, dzieci Maryi i Jej przyjaciele – jak święty Bernard i święty Tomasz, – słusznie się domyślali, choć nie całkiem jasno, choć nie ośmielali się tego stanowczo stwierdzić: Maryja byłaby bowiem tak blisko Jezusa, nieskończona Miłość usuwałaby nieskończony dystans dzielący ich byty i naturę. Mieliby tworzyć jedno ciało i jedną duszę!

Ciemności Jej wiary stwarzały tę możliwość, aby stanowili jedno światło – jedna jego strona zwrócona ku wizji uszczęśliwiającej pozostaje w pełni chwały, druga, zwrócona ku ziemi – ogarnięta jest płomieniem.

Pragnąc zrozumieć tę jedność Jezusa i Maryi prześledzimy z uwagą znaczenie ich imion własnych objawionych przez Pismo albo Tradycję. Wpisane w ich osobiste przeznaczenia poprzez swój realizm ukazują wyraźnie relację Jezusa do Maryi, i Maryi do Jezusa – ich jedność serdeczną, całkowitą i wieczną.

Wnikniemy przez to w prawdziwy cel Wcielenia Jezusa, oraz w tajemnicę ludzkiej natury, której Jezus właśnie przez swe Wcielenie, przywraca znaczenie umiłowania.

Imię Maryi

Dogmat Niepokalanego Poczęcia daje nam poznać imię Maryi w Jej przeznaczeniu, imię, które nadał Jej od wieków sam Ojciec. Zrozumieć tę wielką tajemnicę Niepokalanego Poczęcia możemy tylko wtedy, gdy spojrzymy na miejsce Maryi w całym Boskim planie zbawienia odniesieniu do Jezusa, i, z Jezusem, w odniesieniu do całego świata.

Bóg zechciał dać Maryi wspaniały przywilej wolności od skazy grzechu pierworodnego, zechciał Jej dać nieporównywalną pełnię łaski, ze względu na to, że Maryja miała być kobietą, która w pełni zrealizuje Boże plany, jakie miał stwarzając człowieka: mężczyznę i kobietę.

W całym swym bycie Maryja jest całkowicie przemieniona przez działanie Ducha Świętego, jest przezeń „otulona”. Od swych narodzin mogła w pełni przeżywać tajemnicę ludzkiej natury w sposób, w jaki Bóg chciał, aby mężczyzna i kobieta ją przeżywali. Ona jest nową Ewą, Kobietą w całym tego słowa znaczeniu, która została przygotowana do zjednoczenia z Jezusem. Jest umiłowana Matką, Oblubienicą, Niepokalaną. Czyż to ostatnie nie jest imieniem oddającym najpełniej wszystko, czym jest Jej dziewicza miłość, która zrodzi swój Boski owoc pod wpływem Ducha Świętego?

Miłość dziewicza – leżąca u źródeł całego Jej życia, będąca miłością płodną, ponieważ jest całkowicie uległa wobec Ducha Świętego – utrzymuje Maryję w mocy Ducha Świętego sprawiając, że trwa w miłosnym z Nim zjednoczeniu. Stąd dziewictwo tej miłości, stąd jej podobieństwo do Miłości osobowej, do samego Ducha Świętego, Jej Oblubieńca.

W Lourdes Maryja objawia małej, pełnej prostoty Bernadecie swoje ulubione imię, które nadał Jej Ojciec – tym bowiem imieniem pozdrawia Ją anioł, Boży posłaniec, przed Zwiastowaniem. Jezus lubi także dawać Jej to imię, gdyż wskazuje ono na relacje miłości, w których osadzona jest ich jedność. To także imię daje Duch Święty swej dziewiczej Oblubienicy. W zamyśle Ojca mieści się w nim pojęcie Boskiego macierzyństwa, które przewidział swoją miłością, i które w swojej miłości pragnie zrealizować.

Zwiastowanie nie zmienia imienia Maryi. Anioł zjawiający się jako Boży ambasador pozdrawia Ją słowami „Pełna łaski”. Jest to pozytywny aspekt Niepokalanego Poczęcia. W tym aspekcie ukazuje je Objawienie.  Macierzyństwo jest owocem Jej dziewiczej miłości, lecz ów błogosławiony owoc nie ma być od miłości oderwany, nie ma wychodzić poza jej obręb. Biologicznie Jezus w dniu Narodzenia wychodzi z łona Maryi jako Jej Oblubieniec, według słów Ojców Kościoła. To zrodzenie dokonuje się w radości, bez bólu. Nic nie oddziela, nic nie jest na zewnątrz.

Jest to naprawdę doskonały obraz Świętej Trójcy, obraz Ducha Świętego w Jego wiekuistej relacji miłowania Ojca i Syna. I ten obraz zrealizowany został w materii, w niej został odciśnięty nie w postaci wyłącznie śladu, lecz jako ostateczny obraz utrwalony przez Miłość i w Niej na wieczność.

Miłość zjednoczyła te dwa niepokalane ciała w sposób nieskończenie bliższy i całkowity, niż ta, która łączyłaby Adama i Ewę, jeśliby nie zgrzeszyli. Stanowią jedno w jednym ciele na wieczność. Jezus rodzi się jako Oblubieniec, aby jeszcze udoskonalić, jeszcze umocnić ów obraz, aby Maryja mogła zrozumieć cały jego potencjał, aby mogła ujrzeć cały jego sens ze względu na całość stworzenia w jego trwałych, ustanowionych przez Boga dyspozycjach oraz w przebiegu historii widzianej w perspektywie wieczności – począwszy od próby aniołów i upadku aż do skończenia czasów.

Jest to tryumf miłości, uwielbienie Miłości nieskończonej. Ojciec posyła na świat swojego Syna nie po to, aby Syn został wsławiony poprzez to, co może Mu ofiarować świat. Nie posyła Go także po to, aby był królem i nauczycielem stworzeń wszechświata: ludzi i aniołów. Oczywiście, z samego faktu hipostatycznego zjednoczenia, prawem urodzenia będzie Królem królów i Nauczycielem nauczycieli. Ludzie i aniołowie będą Mu poddani. Lecz są to konsekwencje hipostatycznego zjednoczenia, a nie pierwszy cel Ojca – nie to umożliwi Synowi w najpełniejszy sposób objawić istniejące relacje miłości z Ojcem i Duchem Świętym.

To nie władza królewska i nauczycielska Jezusa wobec ludzi i wszechświata fundamentalnie i bezpośrednio poświęciła imię Ojca w tajemnicy Wcielenia i to nie one odpowiedziały na podstawowe pragnienie miłości Serca Jezusowego. On wcielił się nie po to przede wszystkim, aby być kapłanem stworzenia, czy też apostołem głoszącym słowo. Nawet nie po to przede wszystkim, aby być Zbawcą. Zbawienie świata mogło być decydującym motywem Wcielenia Jezusa, ale nie ono jest celem Wcielenia.

Jakież jest więc to imię, które wyraża tę celowość Wcielenia, i zamiar, jaki przyświecał Ojcu, gdy posyłał swego Syna na świat? Jakież jest to imię, który zostało Mu dane w Jego predestynacji? Jakie jest to imię, które wyraża wiekuistą misję Baranka, misję trwającą w niebieskim Jeruzalem, imię, które wszyscy błogosławieni wzywać będą dla Jego wiecznej chwały.

Czyż Maryja nie przychodzi oznajmić nam Jego imienia jak gdyby po to, abyśmy z góry domyślili się imienia Jezusa, o którym święty Jan mówi w Apokalipsie? Imienia, które w pełni, widzialnie zostanie objawione całemu światu dopiero wraz z drugim Jego przyjściem? Czyż nie skrywa się tu równocześnie cała tajemnica niebieskiego Jeruzalem, które po części odsłania przed nami święty Jan, uprzywilejowane dziecko Maryi?

Imię Jezusa

Przeznaczenie Jezusa ma w planach Ojca cel wiekuisty. Ojcu nie chodzi o to, co przemija, co istnieje wyłącznie w czasie, ale o to, co będzie trwać wiecznie. Jezus w swej ludzkiej naturze przeznaczony jest do tego, by być „naturalnym synem Bożym”, mówią teologowie, to znaczy być w samej swej ludzkiej naturze Synem Bożym – nie tylko w swej łasce i chwale, jak przybrane dzieci. W Jezusie cały potencjał ludzkiej natury ma zostać przebóstwiony, musi stać się Bożym obrazem. Możemy to sprecyzować: Syn Boży jest owym „Umiłowanym Synem, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał” (Mt 17,5).

Jezus został przedstawiony przez Ojca jako „Syn umiłowany” podczas chrztu, który inauguruje Jego widzialną misję Słowa w przepowiadaniu, a także na górze Tabor, która jest antycypacją Jego chwały przed Męką. Jezus powołany jest do tego, aby przez samą swą ludzką naturę uwielbić Ojca, aby objawić Jego miłość i być w pełni przez swe Wcielenie umiłowanym Synem. Nieskończona Miłość, jak zauważa Kajetan, najpierw przejawia się w stworzeniu, następnie w darze łaski uświęcającej i w chwale, a na końcu w łasce zjednoczenia. Predestynacja odnosi się do unii hipostatecznej w aspekcie łaski zjednoczenia. Ale jakież są najgłębsze możliwości ludzkiej natury, które pozwalają Jezusowi w niej i poprzez nią objawić Miłość nieskończoną?

Ludzka natura nie została stworzona po to, aby człowiek, jak anioł, żył samotnie. Człowiek jest powołany do tego, by żyć w społeczeństwie. Stąd właśnie, z istoty swej natury, nie jest dokładnie obrazem Najświętszej Trójcy, ale zdolnością ofiarowaną nieskończonej Miłości ściśle ze względu na swą materię. Dotykamy tu sedna tajemnicy ludzkiej natury. Z punktu widzenia intelektu – który postrzegać może jedynie te jej aspekty, które są dokładnie określone, które przybrały już w niej jakąś formę – natura anioła jest o wiele bardziej zbliżona do Boga. Anioł stanowiłby wobec tego centrum wszechświata rozważanego z punktu widzenia stworzenia, czyli istot. Świat materialny i natura człowieka są wtedy pojmowane w odniesieniu do poznania anielskiego, które je ogarnia.

Jednakże Objawienie, a zwłaszcza Wcielenie, ukazują nam, że ludzka natura, właśnie ze względu na tę materię, która jest po części substancją, ofiaruje nieskończonej Miłości możliwości nieskończone. Nieskończona Miłość może wyrzeźbić w ludzkiej naturze niezrównane podobieństwo do Boga, nawet w zestawieniu z aniołem. Człowiek jawi się wtedy w centrum wszechświata takiego, jaki został de facto zamierzony w jego predestynacji razem z jego przeznaczeniem nadprzyrodzonym. Człowiek staje w centrum świata właśnie ze względu na materię, która w nim istnieje.

W predestynacji Jezusa Ojciec bierze ludzką naturę z wszystkimi jej nieskończonymi możliwościami. Nie jest to już ludzka natura człowieka ubogiego zdanego na swe własne siły – lecz ludzka natura Człowieka–Boga. Słowo przyjęło wszystkie jej zdolności po to, by nieskończona Miłość mogła zaktualizować cały ich potencjał.

Przez zjednoczenie hipostatyczne Jezus jest Nauczycielem, Królem, Kapłanem, Apostołem i Zbawcą. Wszystkie te tytuły odnoszą się do Jego funkcji wobec społeczeństwa i wobec życia ludzkiej wspólnoty. Wszystkie związane są z ludzką naturą, ale żadna z nich nie jest naprawdę substancjalna. Żadna z nich nie jest tym imieniem, którym Jezus najchętniej nazwałby sam siebie, żadna z nich nie tłumaczy tego rodzaju życia, jaki obrał. Mogą wyjaśnić tę czy inną tajemnicę Jego życia, to czy inne Jego słowo. Mogą być wręcz wyjaśnieniem zasadniczych tendencji Jego życia. Z całą pewnością są to te przymioty, które teologia spekulatywna najłatwiej wyjaśnia, analizuje i rozumie.

Ale Jezus, jak się wydaje, lubi najbardziej imię „Syn Człowieczy”, o czym już wyżej powiedzieliśmy. Żyje ze swoimi uczniami jak przyjaciel. Ponadto, po zakończeniu ukrytego życia i rozpoczęciu nauczania nazwany zostaje przez Jana Chrzciciela Oblubieńcem (J 3, 29). Syn Człowieczy jest umiłowanym Synem Ojca. Jest Oblubieńcem. Nowa Ewa jest Niepokalana. Nowy Adam jest Oblubieńcem.

Nowy Adam i nowa Ewa

Możemy teraz lepiej dostrzec, wciąż pomagając sobie pojęciem predestynacji imienia Jezus i imienia Maryi, w jaki sposób poprzez swą wzajemną relację i jedność urzeczywistniają arcydzieło miłości, jakim jest stworzenie w samej tajemnicy ludzkiej natury. Czyż Maryja, z punktu widzenia miłości i przeznaczenia, nie jest Niepokalaną, Kobietą, w której nieskończona Miłość od pierwszej chwili Jej poczęcia w pełni sobie upodobała? Kobietą, w której mogła Ona wykorzystać wszystkie zasoby ludzkiej materii, aby całym swym istnieniem, duszą i ciałem, stała się wyłącznie relacją miłości do Jego umiłowanego Syna, Człowieka i Oblubieńca?

Z punktu widzenia miłości ludzka natura zdaje się przedstawiać dwie możliwości obrazowania Boga: jeden to obraz niemowlęcia karmionego przez matkę. Jest to obraz niedoskonały, niedokończony i powinien zanikać. Drugim jest obraz Oblubieńca i Oblubienicy. Przez grzech został on całkowicie zniszczony. Nie pozostał po nim żaden najmniejszy ślad. Fizyczne gesty, które artysta będzie usiłował przedstawić w czystości formy materii martwej, zwłaszcza w symbolach, zostały w rzeczywistości całkowicie wypaczone przez „ja” agresywne, żądne przyjemności. A jednak właśnie ów ostatni obraz jest centralnym obrazem całego Objawienia.

W pierwotnej  sprawiedliwości, jak się wydaje, te dwa obrazy miały się wzajemnie uzupełniać. Był to w istocie stan, który znajdował natchnienie i spełnienie w zjednoczeniu z Bogiem, ale widzialnie spełniał się we wspólnocie. Czyż te dwa znaki nie miały być jakoby dwoma naturalnymi sakramentami? Dawałyby i natchnienie, i spełnienie życiu wspólnotowemu bez konieczności uciekania się czy to do autorytetu, czy to do władzy z zewnątrz. Ta tradycja była zakorzeniona w samym ludzkim życiu, to ona inspirowałaby następne pokolenia. Te dwa obrazy w życiu Jezusa i Maryi są jak gdyby stopione w jeden nieskończenie bardziej oddający podobieństwo do Boga – co staraliśmy się pokazać mówiąc o Zwiastowaniu.

Jezus jest Synem Człowieczym, jest Oblubieńcem. Czyż te dwa Jego imiona nie wskazują na te relacje ludzkie, które w ludzkiej ubóstwionej naturze najlepiej potrafią ukazać relacje miłości pomiędzy Osobami Boskimi? Ludzka materia w istocie stwarza nieskończonej Miłości tę możliwość, aby relacje dziecka i oblubieńca zostały przebóstwione i podniesione na poziom nadprzyrodzony w sposób bardziej substancjalny, niźli którakolwiek inna relacja, na którą wskazują wyżej wymienione imiona.

Pozostałe imiona wskazują na poszczególne funkcje w ludzkim życiu. Te dwa wyłącznie mogą porwać, unieść całe życie pod natchnieniem nieskończonej Miłości, aby związać bezpośrednią, całkowitą relacją dwa ludzkie życia. Powyżej mówiliśmy o tym, w jaki sposób Niepokalana właśnie z powodu swego przywileju może być całkowicie zwrócona ku swemu Bogu w relacji miłości konstytuującej Jej osobę na płaszczyźnie życia. W dniu Zwiastowania ta relacja miłości jeszcze się pogłębia przez zakorzenienie w macierzyństwie na poziomie łaski Niepokalanego Poczęcia.

Jezus od poczęcia zwrócony jest całą swą ludzką naturą ku Maryi poprzez relację miłości synowskiej i oblubieńczej. Przeznaczeniem Jezusa jest być, w ludzkiej naturze, ukochanym Synem swojego Ojca. Lecz równocześnie, od swego cudownego poczęcia, jest On i ukochanym Synem swej Matki. Przeznaczeniem Maryi jest być umiłowaną Matką Boga. Czyż te dwa przeznaczenia nie są głęboko zjednoczone w Bożej Miłości? Czyż nie jest to w gruncie rzeczy jakby jedno przeznaczenie, albowiem Jezus, w swej ludzkiej naturze, jest umiłowanym Synem swego Ojca przez Maryję i w Niej?

Ojciec posyła Syna na świat, ażeby objawić swą nieskończoną Miłość. Jeżeli obiera ludzką naturę jako materiał Wcielenia swego Syna, to dlatego, że zawiera ona w sobie, z punktu widzenia miłości, nieskończone możliwości. Dzięki niej Jezus jest jednocześnie Synem, który kontempluje Ojca, Słowem, które mieszka na łonie Ojca dzięki swemu ludzkiemu umysłowi, i który może zarazem, przez swą cielesność, trwać w łonie Maryi i dawać Jej, jako umiłowany Syn, miłość wypływającą bezpośrednio z łona Ojca.

Jezus, ze względu na swoją miłość, może dać Siebie Maryi w sposób rzeczywisty w swym ciele Maleństwa, ofiarować w nim swoją duszę, całą swą Boskość, jak w Eucharystii, ale nie pod postacią sakramentalnego znaku, lecz jako Syn. O ile macierzyństwo, o czym powyżej mówiliśmy, jest ze względów biologicznych zamknięte w czasie, o tyle relacja miłości – łącząca te dwa ciała, które dzięki swej miłości przenikają się wewnętrznie – jest powołana do tego, aby trwać wiecznie.

Relacja miłości pomiędzy Jezusem
a Maryją a tajemnica Kościoła

Powróćmy do imienia Jezusa, i stwierdźmy, że o ile synoptycy zdają się przede wszystkim podkreślać wyrażenie „Syn Człowieczy”, o tyle zarówno Jan Chrzciciel jak i Jan Ewangelista przedkładają pojęcie „Oblubieńca”. To imię Apokalipsa zdaje się szczególnie akcentować, jakby pośrednio, w półcieniach, przez nazwanie Kościoła „Oblubienicą”. Czyż nie jest to imię zupełnie wyjątkowe, które wyjaśnia relację Jezusa jednocześnie i do Maryi, i do Kościoła, ukazując wyraźnie, że z punktu widzenia miłości istnieje tylko jedna relacja? W niebie dopiero ujrzymy, że widzialna misja Słowa jest misją Oblubieńca.

Zgodnie z wolą Ojca Jezus objawia Jego nieskończoną Miłość ofiarując ją i przekazując stworzeniu. Właśnie ten dar miłości wielbi Boga i uświęca imię Ojca. Jezus przez ofiarowanie Maryi Miłości Ojca uświęca Jego imię. Maryja jest tylko stworzeniem, ale zjednoczonym z Jezusem, z Jego ludzką naturą, przez jedyną w swoim rodzaju relację miłości. Celem świata nie jest Maryja, lecz Jezus – ale Jezus w swym zjednoczeniu z Maryją. Nadaje On w ten sposób światu cel, pod kątem którego wszystko zostało przez Boga rozdysponowane. Czyż w swym przeznaczeniu świat jako całość, a więc aniołowie i ludzie, nie tworzy miasta miłości, czy ściślej wspólnoty miłości, w której Jezus i Maryja są Królem i Królową?

Gdy chodzi o nasze przeznaczenie, to Bóg decyduje nie tylko o naszej z Nim relacji w łasce i w chwale, ale także o naszej relacji do wspólnoty, na łonie której mamy się uświęcić. Przez łaskę jesteśmy wprawdzie zjednoczeni bezpośrednio z Bogiem, jako Jego dzieci i przyjaciele, ale w Bożych planach owa łaska dziecięctwa i przyjaźni winna się rozwijać i osiągać całą swą pełnię na łonie wspólnoty, w której nas umieścił, a której my stanowimy cząstkę. Dlatego możemy powiedzieć, że jesteśmy uświęcani i osiągamy chwałę jako członkowie wspólnoty Mistycznego Ciała. To wiąże się z naszą kondycją przybranych dzieci Bożych, które muszą uświęcać się według swej natury domagającej się tego, abyśmy żyli we wspólnocie.

Relacja miłości jednocząca Jezusa i Maryję nie odnosi się do kosmosu, lecz do Boga. Na to, co dokonuje się w każdym z nas dzięki łasce przybrania za dziecko Boże, w ludzkiej naturze Jezusa i Maryi, wskazują relacje obejmujące całe ich istnienie, całą ich ludzką naturę, jednoczące ich z sobą wzajem. Dzięki ciału, które stanowi część substancjalną naszego bytu, te więzi w Jezusie i Maryi nie są drugorzędne. To sama ich substancja, sama ich osobowość pozostaje w relacji miłości, dzięki miłosnemu zjednoczeniu, które przenika i „otula” cały ich byt.

W przeznaczeniu Jezusa i Maryi Bóg wykorzystuje nieskończone możliwości czystej materii, aby ich zjednoczyć nadprzyrodzoną więzią miłości. Ogarnia ona od samego początku całe ich jestestwo ustanawiając relacje pomiędzy nimi, oraz relacje z Bogiem. Aby prześledzić znaczenie przywileju Niepokalanego Poczęcia, trzeba je rozważyć w związku z macierzyństwem Bożym. Otóż właśnie ze względu na to macierzyństwo całe życie Maryi pozostaje pod natchnieniem Ducha Świętego. To w Duchu Świętym Jezus jednoczy się z Nią od pierwszej chwili swego poczęcia.

Bóg w swoich planach decydując o życiu Jezusa i Maryi uwzględnia najpierw ich relację miłości. Jezus ma zrealizować swoją misję przede wszystkim poprzez tę relację, i Maryja także poprzez nią ma się uświęcić. Bóg nie kieruje tej relacji miłości do funkcji we wspólnocie, lecz pragnie jej dla niej samej – jedynie w odniesieniu do Miłości nieskończonej. To jest najgłębsze znaczenia znaczenie „pełni łaski”, jaką posiada Niepokalana. Zbiór wspólnot Kościoła będzie pojmowany na wzór relacji Oblubieńca i Oblubienicy.

W przedstawieniu samej istoty tajemnicy Kościoła trzeba wyróżnić dwa aspekty:
1) mistyczny, cecha właściwa miłości, oznajmiający niebieskie Jeruzalem, który jednak tu, na ziemi, pozostaje ukryty, i jest przeżywany na sposób niewidzialny; Jezus rzuca światło na ów aspekt w przemówieniu pod koniec Ostatniej Wieczerzy – wszystko jest tu zawarte pojęciach umiłowania, dzieci i oblubieńców.

2) aspekt organiczny, jeśli można tak powiedzieć, ludu, wspólnoty, wraz z rozmaitymi funkcjami każdego z jej członków. Jest to Ciało Mistyczne opisane przez świętego Pawła (1 Kor 12).

To są dwa aspekty naszego własnego przeznaczenia: w odniesieniu do wieczności, oraz do wspólnoty. Jesteśmy jej członkami, w jej łonie jesteśmy powołani przez Boga do uświęcenia, w niej każdy ma do spełnienia określoną funkcję. Znakiem tego drugiego aspektu jest ludzkie ciało w jego życiu i wzrastaniu – jego obraz mamy u świętego Pawła. Znakiem zaś pierwszego aspektu jest ludzkie ciało w swych relacjach miłości, które dopełniać i wskazywać może tylko nieskończona Miłość – to nie jest już ani obraz, ani porównanie, ale tajemnica.

Dzięki materii konkretna ludzka natura stwarza tę dwojaką możliwość: sformowania na ziemi ludu, wspólnoty, a jednocześnie możliwość wydzielenia ze wspólnoty stworzenia, które – przez szczególne Boże upodobanie, zostanie wezwane do tego, by być Królową; w Niej Król królów, dzięki Miłości nieskończonej doprowadzi do pełni rozwoju cały potencjał materii. Maryja nie zostanie uświęcona jako członek tej wspólnoty, lecz jako osoba, jako Oblubienica Niepokalana.

Jezus będzie istotnie jedynym Oblubieńcem Królowej i swego Kościoła. Będzie miłował swój Kościół jako oblubienicę. Za niego odda swoje życie. Pozostawi mu swoje Ciało w sakramencie Eucharystii. Maryi natomiast Jezus nie daje swego ciała w sposób sakramentalny: od momentu Zwiastowania daje się Jej w rzeczywistej, fizycznej relacji miłości. Kościół nie jest osobą fizyczną, jak Maryja, lecz Jego ludem –  ale ze względu na oblubieńczą Miłość Jezusa jest istotnie Jego Mistycznym Ciałem.

W Ciele Mistycznym obecne są oba te aspekty: relacja miłości z mistycznym Oblubieńcem (która jednoczy całą wspólnotę na płaszczyźnie umiłowania, ściślej: na płaszczyźnie umiłowania jednoczącego), oraz wzajemne relacje członków wspólnoty natchnione przez miłość, wiążące się z ich funkcjami wewnątrz wspólnoty. Jest to aspekt oświecenia. Kościół na ziemi, jako wspólnota, jako Lud Boży, jako zgromadzenie wiernych nie jest jeszcze ukonstytuowany pod znakiem miłości, lecz wiary i nadziei. Zmierza ku niebieskiemu Jeruzalem drogą oczyszczenia i oświecenia.

Kościół jest w drodze – trzeba jednak dobrze to pojęcie zrozumieć. Wzrasta pod natchnieniem Ducha Świętego, który pociąga go od wewnątrz. Jest to powrót do Oblubieńca, a ściślej jest to wyczekiwanie Go, przygotowywanie się w oczekiwaniu na Jego powrót. Cała droga oczyszczenia i oświecenia zmierza ku życiu w zjednoczeniu. Wspólnota, która wzrasta, jest na podobieństwo Oblubienicy trwającej w miłości Oblubieńca, w Jego jedynej miłości. W Jezusie, w chwili poczęcia, ukonstytuowała się ona w miłosnej relacji z Maryją. Istotnie więc Maryja jest Matką Kościoła i jego Królową.

Maryja – jedyna Oblubienica i arcydzieło Jezusa

Dla nas wciąż czymś bardzo trudnym jest wznoszenie się na ów poziom nieskończonej Miłości. W sposób naturalny stajemy zawsze na płaszczyźnie sprawiedliwości. A tymczasem tak wiele przykładów, choćby tylko z samej rzeczywistości ludzkiego życia, czy śladów, które dostrzec możemy we wszechświecie, może nam pomóc domyśleć się tajemnicy Maryi – jedynej Oblubienicy i Jezusowego arcydzieła.

Przyglądając się ludzkim relacjom widzimy, jak bardzo różni się postawa władcy od postawy przyjaciela! Władca zatrudniający służbę, a więc związany z ludźmi umową, pragnie przede wszystkim, aby jak największa ich liczba dostosowała się do ustanowionych przez niego zarządzeń, aby każdy wypełniał zlecone mu zadania. Gdyby któryś ze sług chciał w sposób doskonały spełniać swe zadania, angażując w nie ponadto swoje uczucia, a nawet serce, to i tak nie zaradzi niedbałości czy błędom stu innych niewiernych sług, jeśli władca w swej ocenie pozostawać będzie wyłącznie na płaszczyźnie sprawiedliwości. Woli, ażeby wszyscy jego słudzy byli staranni, woli nie oczekiwać w zamian przywiązania ani przyjaźni, niźli mieć kilku żarliwych, całkowicie oddanych, a obok masę niesumiennych.

Sprawiedliwość z konieczności obiera za kryterium ilość. A tymczasem zupełnie jest inaczej w przyjaźni, a zwłaszcza w miłości. Tysiące przeciętnych przyjaźni nie zastąpi jednej, ale prawdziwej. Liczby, ilości niewiele tu znaczą. Wiele przyjaźni przeciętnych stanowiłoby raczej przeszkodę dla tej jedynej, gdyby miłość prawdziwa nie była pokorna i miłosierna.

Ważne jest przede wszystkim znalezienie serca, które zdolne byłoby przyjąć nasze najgłębsze zwierzenia, sekrety naszego serca, które zawsze gotowe byłoby poświęcić wszystko dla tej przyjaźni; serca, które oznaczałoby się pełnią delikatności uzdalniającej do rozumienia naszych myśli, pragnień, dążeń, a zwłaszcza naszego cierpienia w jego najdrobniejszych odcieniach; serca, które posiadałoby równocześnie taką wielkoduszność i bezinteresowność, że moglibyśmy w każdej sytuacji na nim polegać. Duża liczba przyjaciół dość żarliwych, dość delikatnych, dość wielkodusznych, lecz którym brak takiej ostatecznej doskonałości, maksymalnego natężenia, jakiego wymaga przyjaźń prawdziwa, nigdy nie zastąpi tego, kto w naszych oczach jako jedyny posiada cechy prawdziwego przyjaciela.

Czyż, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, nie jest podobnie i w sztuce? Tysiące przeciętnych obrazów, czy nawet namalowanych z talentem, nie zastąpi nigdy prawdziwego, genialnego dzieła. Jednak w dziedzinie sztuki kategoria ilości znaczy już więcej niźli w przyjaźni, czy w miłości. Dzieło geniuszu poszukiwane jest ponad wszystko, ale z talentem namalowany obraz dodaje się do dzieła geniuszu, choć nie z estetycznego punktu widzenia – ze względu na posiadanie, na owo „mieć”. Każdy chciałby posiadać i jedno i drugie.

Prawdziwy przyjaciel, przeciwnie, nigdy nie jest traktowany jako „posiadanie”, lecz jako dobrowolny i wzajemny dar. Na płaszczyźnie miłości nigdy nie jest zestawiany z innymi. Umysł, rozum lubują się w porównaniach, co nie da się pogodzić z miłością doskonałą. Otóż, gdy nasze przyjaźnie są jeszcze tak bardzo ludzkie, co znaczy, że zachowują warstwę egoizmu, to świadomie czy nie, kalkulujemy i czasem sobie myślimy, iż rozsądniej jest posiadać kilku przyjaciół na wypadek, gdyby któryś z nich nas porzucił lub zaginął.

Sama myśl o takiej kalkulacji budzi sprzeciw wielkodusznego i bezinteresownie miłującego serca. Czyż miłość nie zakłada swoistego ryzyka stanowiącego rzeczywiste świadectwo ufności i oddania, a zarazem bezinteresowności? To pewne, że żadna ludzka przyjaźń nie może być, i nie jest, całkowicie bezinteresowna. Najlepsze przykłady znajdziemy na płaszczyźnie przyjaźni czysto nadprzyrodzonych,  ustanowionych przez Ducha Świętego. Lecz wszystkie są jedynie słabym przybliżeniem w zestawieniu z owym nadzwyczajnym upodobaniem Miłości nieskończonej w Maryi, swej Oblubienicy.

IV

Życie ukryte
– źródłem i celem Kościoła

W ostatniej części chcielibyśmy rozważyć tajemnice Kościoła w świetle ukrytego życia Jezusa i Maryi, przyglądając się, w jaki sposób Kościół przedłuża życie Jezusa, albowiem on także posiada misję widzialną zewnętrzną, i o wiele ważniejszą, misję niewidzialną.

Kościół nie jest wyłącznie Magisterium, które naucza i prowadzi. Nie jest nawet wyłącznie służbą – szafarzem łaski przez głoszenie słowa i udzielanie sakramentów. Jest ponadto, na wzór Maryi, Oblubienicą Jezusa. Staje się w sposób świadomy Oblubienicą poprzez głęboką modlitwę, poprzez życie poświęcone z miłości; Oblubienicą, która trwa w chwili obecnej, w bezpośrednim i pełnym zjednoczeniu z Najświętszym Sercem swego Oblubieńca, z którego zrodziła się na Kalwarii.

Kościół poprzez swój Urząd Nauczycielski, całkowicie podporządkowany zresztą posługiwaniu, ma udział w przywilejach Boskiego Oblubieńca: Króla i Nauczyciela, Apostoła i Kapłana. Na całym świecie spełnia powierzoną mu misję: „Nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu” (Mt 28, 19). Dzięki temu pełnomocnictwu spełnia te same funkcje, które spełniał Jezus w okresie swojego publicznego życia, oraz przydziela zasługi, które On zdobył na Krzyżu za cenę swojej Krwi.

Jednakże życie publiczne Jezusa, a ściślej Jego działalność publiczna i apostolska pozostaje, jak już wyżej powiedzieliśmy, „otulona” przez życie ukryte, które jest jej natchnieniem i, można powiedzieć, sercem. To milczące ukryte życie, w którym każde słowo i każde działanie pozostaje bezpośrednio i całkowicie „pod zaborem miłości”, jest życiem tą niezwykłą bliskością, jaka łączy Oblubieńca z Oblubienicą.

Jezus pragnie, aby to milczące życie ukryte istniało nadal w Jego Kościele. Pragnie, aby Kościół, który obmył swoją Krwią, który odkupił za cenę swojego życia oddając za niego w ofierze miłości własne Ciało, był także, na wzór Maryi, Jego Oblubienicą. Miłuje go jak oblubienicę. Pragnie, aby Kościół przyjął wobec Niego taką postawę, jaką Oblubienica przyjmuje wobec Oblubieńca. Pragnie, aby na podobieństwo Maryi był dziewiczy i niepokalany. Dlatego przed śmiercią na Kalwarii, powierzył go – w osobie Jana – swej Matce.

Piotr i Jan: życie apostolskie
i życie kontemplacyjne

W przeddzień śmierci Jezus ustanowił Eucharystię w obecności wszystkich swoich Apostołów. Piotrowi w sposób szczególny i wyjątkowy nadaje władzę jurysdykcyjną i najwyższy autorytet. Piotr ma być „miarą” zewnętrzną i jedyną. Jest najwyższym Pasterzem. Jezus zwraca się do niego ze słowami: „Paść baranki moje”. Przedtem upewnia się o jego wyjątkowej miłości: „Czy kochasz Mnie? Czy kochasz Mnie bardziej niż ci?” (J 21, 15). Piotr ma kochać aż po męczeństwo. On także będzie dobrym pasterzem oddającym życie za owce swoje. Eucharystia jest dana wszystkim apostołom, podobnie jak misja ewangelizacji i chrztu. To leży w zakresie służby Kościoła, to wszystko teologia wiąże z władzą święceń kapłańskich.

Z wysokości Krzyża, na kilka chwil przed śmiercią, w obecności bliskich, którzy towarzyszyli Jego ukrytemu życiu, którzy mieli odwagę, aby iść za Nim do końca, i którzy z prawa miłości stają się współczującymi, miłującymi świadkami Jego śmierci – Jezus daje Janowi swoją Matkę. Ofiaruje Ją jako dar miłości. Ów dar nie wiąże się, tak jak w przypadku Piotra, z określoną funkcją, ale jest darem miłości zakładającym wzajemność. Maryi i Janowi Jezus nie pozostawia znaku sakramentalnego w ścisłym tego słowa znaczeniu. Maryja tego znaku nie potrzebuje. Jest to jakby treść tajemnicy, która się realizuje przez wewnętrzną wolę Jezusa dla Jana i dla nas wszystkich: „Oto Matka twoja, oto syn Twój”. Wyraźnie jest powiedziane, że Jan bierze Maryję do siebie (J 19, 27). Maryja zamieszka u niego.

Jezus powierza swój Kościół, jak mówi święty Augustyn, Piotrowi, który kocha Jezusa, który reprezentuje aktywną postać miłości, życie apostolskie i całkowite, aż po męczeństwo, oddanie. Z kolei Matkę powierza Janowi, Apostołowi dziewiczemu, najmłodszemu, jak się wydaje, najmniejszemu, którego Jezus miłuje w sposób wyjątkowy, który jest uosobieniem życia kontemplacyjnego. Oto cała tajemnica Kościoła według myśli Jezusowej, wyrażona przez te dwa dary.

W podniosłym dniu swojego życia, w przeddzień śmierci Jezus pozostawił Apostołom jako pamiątkę i jako dziedzictwo sakrament swego Ciała, odzwierciedlający całej Jego Mistyczne Ciało. Później Janowi pozostawił dar jeszcze droższy Jego Sercu niż Mistyczne Ciało, w momencie jeszcze bardziej wzruszającym. Ale przedtem Jan musiał podczas wieczerzy spocząć na Jego Sercu, musiał być świadkiem Jego Męki i Jego nadmiernego umiłowania człowieka – aby być przygotowanym na ten nowy dar. Jezus ofiarował mu Maryję, ofiarował w postaci Jej macierzyństwa.

Mówiliśmy już o tym, czym było macierzyństwo Maryi w tajemnicy Wcielenia, oraz, że całe Jej ukryte życie to jakby rozwój owej pierwszej łaski, którą otrzymała w dniu Zwiastowania w Osobie Słowa. To ukryte życie jest jakby wzrostem całego potencjału miłości zawierającego się w zjednoczeniu maleńkiego Jezusa, najmniejszego z ludzkich dzieci, z Maryją, Niepokalaną, najmniejszą z córek Ojca. Całe życie okryte jest tajemnicą Boskiego macierzyństwa przeżywanego w miłości we wszystkich jej wymiarach.

Z krzyża Jezus ofiarował świętemu Janowi dar miłości. Wskazują na to wyraźnie okoliczności miejsca, czasu i sposób przekazania. Cała tajemnica Maryi została powierzona i jakby specjalnie dana Janowi dla całego Kościoła, ściśle z punktu widzenia miłości. Maryja także została powierzona Janowi, który w Kolegium Apostolskim posiada misję specjalną. Celem tej misji ma być nadanie Kościołowi, dzięki jego życiu w miłości, podobieństwa do Maryi, dokonania przemiany w niepokalaną Oblubienicę, świadomą, żyjącą z wiary, będącą zarazem mistyczną Matką wszystkich ludzi.

Misją Apostołów jest głosić w świecie dobrą nowinę. Piotr jest ich widzialnym przełożonym, Zastępcą Jezusa. Jan natomiast otrzymał wyjątkową misję wzięcia do siebie Maryi, zaopiekowania się Nią. Było to z pozoru zadanie Józefa, ale miejsce Jana przy Niej jest zupełnie inne ze względu na całe ukryte życie Maryi i Jezusa, jak i ze względu na to, że to sam Jezus powierza go Maryi: aby go przyjęła jak syna, jak drugiego Jezusa, który kontynuuje w Kościele swoje ukryte życie.

Jan został wprowadzony w macierzyńską „szkołę” Maryi, by przekazała mu tajemnice ukrytego życia. To Maryja, szczególnie przez swą obecność i swą całkowicie milczącą modlitwę, a nie słowami przeznaczonymi do publicznego wygłoszenia, czy utrwalenia na piśmie – lecz głębokimi, a zarazem bliskimi słowami przekazała Janowi duchowość maleńkości i miłości, która tak uderza w jego Listach. Gdy Jan zwraca się do swoich uczniów mówiąc „Moje drogie dzieci”, „Umiłowani”, to czyż nie podejmuje on słów Maryi, które były słowami Jezusa z okresu ich ukrytego życia?

Czyż Duch Święty budząc nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa i Najświętszej Panny nie sprawia, że Kościół aktualnie w sposób głębszy przeżywa duchowość świętego Jana, co zapowiadała już dla czasów ostatecznych święta Gertruda? I czyż kontemplatycy, czyż osoby konsekrowane nie powinny w sposób specjalny przedłużać życie Jana i żyć Jezusem i Maryją?

Życie kontemplacyjne
– przedłużeniem życia ukrytego

W okresie życia Maryi tajemnica życia ukrytego rozwijała się na trzech różnych etapach:
1) na etapie wspólnego życia Maryi z Józefem przed Zwiastowaniem;
2) na etapie wspólnego życia Maryi z Jezusem i, przynajmniej przez pewien czas, z Józefem, po Zwiastowaniu;
3) na etapie wspólnego życia Maryi z Janem, po Męce Jezusa, w Jego Obecności eucharystycznej.

W życiu kontemplacyjnym wymaga się od nas przeżycia wszystkich aspektów tej tajemnicy, wyjątkowej w swej istocie. Maryja zawsze pozostanie tu uprzywilejowaną, Tą, która w pełni wyjawia sens życia ukrytego. W Kościele, w jego ukrytym życiu, Maryi potrzebni są bracia pełni prostoty, jak Józef i kapłani, jak święty Jan. Dla Niej jedni i drudzy podobni są do Jezusa. Bez Maryi nie istniałoby życie ukryte, albowiem właśnie Niepokalana ofiaruje Jezusowi tę maleńką, ubogą, pokorną i dziewiczą ziemię, na której ustanowić On może, pośrodku świata grzesznych ludzi, swe własne wewnętrzne, trwałe mieszkanie.

Czyż nie po to Maryja jest ośrodkiem każdego domu modlitwy, ażeby przypominać, iż została, podobnie jak Janowi, ofiarowana i nam, aby być przez to obecną w Kościele w sposób trwały, świadomy i wciąż aktualny? Aby mieć jakby swój specjalny dom, ustanowiony pod Jej rzeczywistym znakiem, do milczącego wspólnotowego życia? Maryja jest Królową i Matką wszystkich zakonów. Każda forma życia konsekrowanego w Kościele upodabnia się do ukrytego życia Maryi z Jezusem dla oddania siebie wyłącznie Bogu, dla „zarezerwowania” siebie wyłącznie dla Niego.

Apostoł, które wchodzi na ścieżkę życia konsekrowanego, decyduje się na ów krok nie po to tylko, ażeby pracować dla Jezusa, lecz przede wszystkim dlatego, by iść w ślad za Nim, by być blisko Niego jak pierwsi uczniowie, by dowiedzieć się „gdzie mieszka” – to wszystko, by z Nim żyć w bliskości. Życie konsekrowane nie jest funkcją, ale drogą życia. Osoba konsekrowana swoim życiem pragnie upodobnić się do Jezusa, i dlatego składa trzy śluby konsekrujące całe jej życie; dlatego posiada zawsze klasztor czy celę, miejsce ciszy, w którym może się odosobnić.

Jezus w swoim ziemskim życiu zechciał mieć dom, mieszkanie, z którego wychodzi, aby iść przez świat i nauczać, spełniając czyny miłosierdzia, dom do którego powraca, aby odpocząć w pełnej milczenia modlitwie. To tutaj spotyka Ojca, od którego wszystko otrzymał, oraz umiłowana Matkę, której może, jako jedynej, dać wszystko co posiada, a co świat odrzuca, lub akceptuje, lecz tylko fragmentarycznie.

Życie kontemplatyków zostało ustanowione przede wszystkim pod znakiem milczenia. Jest ich słodkim zobowiązaniem, choć niezwykle wymagającym: być w Kościele znakiem tajemnicy milczenia, która tak głęboko wiąże się z ukrytym życiem Maryi i Jej dziewiczą miłością. Ponieważ to milczenie jest całkowite, stanowi prawdopodobnie jedno z najcięższych umartwień ich życia. Ale z pewnością stanowi też rękojmię wewnętrznych, zupełnie wyjątkowych łask Ducha Świętego, które umożliwiają zrozumienie tajemnicy, którą oznacza, a przede wszystkim jej przeżywanie. Jest jej znakiem przez swą bezwzględność. Przez nią pragną Bogu okazać pełnię swej dobrej woli, podstawowe pragnienie życia całkowicie zanurzonego w kontemplacji, skrytego w szkole Maryi.

Spróbujmy teraz zobaczyć w jaki sposób Kościół, właśnie przez swe milczenie, staje się, na wzór Maryi, Oblubienicą Jezusa i mistyczną Matką ludzi.

Kościół Oblubienicą Jezusa
 i mistyczną Matką ludzi 

Kościół, na wzór Maryi, jest Matką i Oblubienicą. Oba tytuły wskazują na relacje miłości wypływające z tej samej, wyjątkowej miłości. To właśnie wyjaśnia głębię i intymność tego macierzyństwa, a zarazem jego uniwersalność, wykraczające poza nauczanie i służbę Kościoła.

Ta jedyna miłość, której Jezus udziela, jest jak dziewicze łono niosące w sposób niewidzialny, ogarniające to nauczanie i to posługiwanie Kościoła, którego z kolei zadaniem jest ochraniać, nauczać i tę miłość przekazywać. W obu znaczeniach Maryja swą miłością ogarnia nauczanie i posługiwanie, które Jezus powierzył Apostołom.

Milczenie kontemplatyków, to modlitwa własna Oblubienicy, modlitwa otaczająca nauczanie i posługiwanie Kościoła. Ale równocześnie to milczenie ogarnia wszystkich, których Kościół nie może dosięgnąć swą pracą apostolską, a którzy przecież znajdują się pod wpływem Ducha Świętego.

Modlitwa własna Oblubienicy

Czyż to nie owa oblubieńcza miłość jest tajemnicą Kościoła? Powierzając Maryję Kościołowi w osobie Jana, Jezus powierza mu nie tylko oficjalną modlitwę liturgiczną, wiążącą się ściśle z zewnętrznym kultem, kontynuującą w sposób widzialny funkcje Jezusa–Kapłana. Lecz nadto powierza mu całą modlitwę milczenia i jedności z Bogiem, a więc modlitwę własną Oblubienicy.

Sięgamy tu samej głębi tajemnicy Jezusowego kapłaństwa: Jego funkcje kapłańskie istotnie wskazują najpierw na ofiarę, na jej stronę widzialną, zewnętrzną i publiczną. Ale jest ofiara miłości – materiałem tej ofiary jest ciało samego Jezusa, Jego całe życie, cała osobowość Jezusa jest tu ofiarą. Cała tajemnica ukrytego życia, tajemnica Jego Serca, została odsłonięta ciosem włóczni setnika. Kapłan tej ofiary jest kapłanem na wieki, jest kapłanem mistycznym.

Cała liturgia w Kościele, aby została spełniona przez kapłana w duchu Jezusa, musi być natchniona i dokonana w tej głębokiej, milczącej modlitwie miłości. W ten sposób prawdziwie staje się modlitwą Oblubienicy.

Razem z Maryją całe ukryte życie mistyków zostało powierzone Kościołowi. Jego Urząd Nauczycielski i jego posługiwanie chronią ich przed światem, w nauczaniu dają im słowo Jezusa, a przede wszystkim Jego Ciało w Eucharystii – aby mogli, całkowicie zanurzeni, ukryci w Kościele, zjednoczyć się ze swym Bogiem, kochając Go jak najmniejsze Jego dzieci, kochając Go jak oblubienice umiłowane.

Kościół, który przez swe ukryte życie jest Oblubienicą Jezusa, Oblubienicą trwającą w głębokim zjednoczeniu z Jego Sercem, spełnia rolę macierzyństwa mistycznego w odniesieniu do dusz wszystkich ludzi, a zwłaszcza ludzi dobrej woli.

Kościół mistyczny Matką wszystkich ludzi

Mistyczne macierzyństwo Kościoła, ściśle ze względu na swą głębię, posiada wpływ znacznie szerszy od bezpośredniego wpływu nauczania, przepowiadania, i całej swej działalności apostolskiej. Mistyczne macierzyństwo przekracza także jego zakres prawny i rozciąga się na całą ludzkość. Aktualnie ogromna liczba ludzi wymyka się spod obszaru widzialnej działalności Kościoła, spod jego władzy nauczycielskiej i jego posługiwania. My jednak wiemy, że nie istnieje naturalne przeznaczenie człowieka, że jego życie posiada cel nadprzyrodzony.

W wieku rozumnym człowiek, o ile nie został ochrzczony, lecz jest człowiekiem dobrej woli i działa zgodnie z wymaganiami moralnymi własnego sumienia, a dzięki temu kieruje swą wolę ku Bogu – otrzymuje łaskę. Staje się, sam być może o tym nie wiedząc, dzieckiem Bożym. Jeżeli zaś przeciwnie, sprzeciwia się głosowi swego sumienia nie wypełniając swoich zadań, popada w grzech stając się nieprzyjacielem Boga: „Ten, kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie” (Mt 12, 30). Nie ma tu stanowiska pośredniego: albo jest łaska i miłość, albo własne „ja” z jego pożądaniami, które ukierunkowują ludzkie życie.

Wszyscy ludzie dobrej woli, którzy może nie wiedzą o istnieniu Kościoła, są mimo to obecni w jego łonie. Oni wszyscy de facto posiadają łaskę chrześcijańską, która wypływa z Serc Jezusa i Maryi, z tej relacji miłości łączącej Jezusa z Maryją. Ta łaska dzięki apostolskiej działalności i Męce Jezusa rozciąga się na wszystkich, obejmuje wszystkich ludzi.

Na łaskę, jaką otrzymali od Jezusa, tę wiążącą z Nim relację miłości, wskazuje znak widzialny – Eucharystia – który przez Jezusa został powierzony widzialnemu Kościołowi, służbie Jego kapłanów Czyż nie jest to znak, że wszystkie dusze dobrej woli, które, być może, nigdy nie wejdą w obszar apostolskiej działalności Kościoła, są mimo to obecne w jego modlitwie? Są obecne w oficjalnej, publicznej modlitwie Kościoła skoncentrowanej całkowicie na tajemnicy Eucharystii? Być może są jeszcze bardziej obecne w całkowicie skrytej, milczącej modlitwie tych wszystkich, którzy pod natchnieniem Ducha Świętego, posłuszni szkole Maryi, przeżywają tę wielką tajemnicę ukrytego życia Jezusa i Maryi. Jezus Eucharystyczny jest przede wszystkim Jezusem ukrytym.

Wszyscy ci ludzie dobrej woli są więc w sposób szczególny zawierzeni głębokiej, milczącej modlitwie kontemplatyków. Eucharystia i Maryja znajdują się w centrum każdego domu modlitwy. Eucharystia jest znakiem Mistycznego Ciała, znakiem dającym nam rzeczywistą obecność Jezusa. Ale przypomina nam równocześnie o wielkiej tajemnicy Jego więzów miłości z ludźmi. Miłość Jezusa, dana w Obecności eucharystycznej, nieustannie nas przyciąga, nieustannie zanurza nas w głębi Jezusowej miłości, dając równocześnie skuteczne łaski do przeżywania wielkiej tajemnicy miłości obejmującej wszystkich ludzi, miłości wykraczającej znacznie poza obręb bezpośredniej działalności apostolskiej Kościoła.

Są to jakby dwa krańce Kościoła powierzane w sposób szczególny żarliwej, milczącej modlitwie kontemplatyków, potrzebujące najbardziej ich całkowitego milczenia:
1) chodzi przede wszystkim o apostołów Jezusa, pasterzy dusz, szafarzy sakramentów, zwłaszcza Eucharystii, oraz głosicieli słowa. Słowo Jezusa znajduje w milczeniu swe natchnienie. I z milczenia wypływa. Potrzebuje milczenia, jak źródła. Aby słowo było życiodajne, aby posiadało Boską skuteczność, musi być objęte milczeniem, musi być przez milczenie „niesione”.
2) dalej, chodzi o tę nieskończoną ilość ludzi odkupionych krwią Baranka, dzieci Maryi, dzieci Jej łez, ludzi dobrej woli, czy też grzeszników pozostających w świecie grzechu i przemocy, który więzi ich dusze.  Ani słowo Jezusa, ani Jego gesty, nie są w stanie do nich dotrzeć przez nauczanie i sakramenty. Wyłącznie Jego milczenie, tylko milczenie Jego przebitego Serca może jeszcze ich dotknąć. Ci biedni ludzie potrzebują owego milczenia bezwzględnie i natychmiast, potrzebują milczącego Kościoła, które za nich się modli i poświęca.

Modlitwa i ofiara
w szkole Niepokalanej

Z Jezusowego Serca wypływa jakby dwoisty nurt miłości, która jest w Kościele natchnieniem dla życia aktywnego i życia kontemplacyjnego. Ów dwoisty nurt miłości zwiększa, jeśli można tak powiedzieć, swą intensywność w miarę, gdy duch świata zaczyna przybierać na sile. Stwarza on bowiem ryzyko, że pociągając za sobą dusze, tym samym oddali je od Boga. W nurcie miłosierdzia Kościół posługuje się wszelką ludzką wiedzą i techniką, o ile te mogą stać się narzędziem pracy apostolskiej. W pewnym sensie idzie w ślad za swoimi dziećmi, które angażują się na takiej czy innej drodze, często bardzo nierozważnie. Kościół stara się po pierwsze utrzymać z nimi kontakt, a po drugie pragnie poprzez nich nawiązać kontakt i z tymi, którzy wymknęli się spod wpływu jego kapłanów.

Czyż jednak dla zbawienia dusz Duch Święty równocześnie nie pobudza coraz intensywniej swoich dzieci do życia nadprzyrodzonego, bardzo czystego życia ewangelicznego, do duchowości opartej na miłości – na wzór Teresy z Lisieux:? Im bardziej świat rzuca się w wir działania i postępu sądząc, że osiągnie w ten sposób szczęście, tym bardziej Duch Święty zdaje się nalegać na swe najmniejsze dzieci, by uciekały się do podstawowych środków – nazwijmy je „wertykalnymi”,  czyli do zanurzonych całkowicie w miłości – modlitwy i ofiary w zjednoczeniu z bolesnym Niepokalanym Sercem Maryi – po to, aby aby ludzi dobrej woli włączyć do uczestnictwa w tajemnicy miłości Najświętszego Serca Jezusowego.

Czyż w Lourdes, w Fatimie, i w wielu innych jeszcze miejscach Najświętsza Dziewica nie przychodzi po to, aby nam przypomnieć o wewnętrznym, tajemniczym działaniu Ducha Świętego, który „pracuje” aktualnie nad światem zalecając nam modlitwę i pokutę? Są to dwa podstawowe zadania, jakie Duch Święty powierzył Maryi, swej Niepokalanej Oblubienicy, Królowej proroków i apostołów.

Prorokom, przed przyjściem Mesjasza, i Apostołom, po Jego przybyciu Jezus zlecił misję słowa wzywającego do pokuty, która oczyszcza, i słowa prawdy, która oświeca. Jedne chciał przekazać przez jednego Jana i drugie – przez drugiego. Jeden wyszedł z łona Elżbiety, a został uświęcony przez Maryję, u drugiego Maryja przebywała w domu, gdzie został przez Nią uświęcony dla głoszenia światu słowa.

Jan Chrzciciel, ostatni z proroków, wskazał Jezusa, podczas Chrztu, i oznajmił niezwykły charakter Jezusowego słowa, niezwykły w porównaniu ze słowami proroków, a nawet Apostołów: „Ten kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem” (J 3, 29). Z kolei Jan Ewangelista, ostatni z Dwunastu, jest tym który otrzymał misję jakby podwójną: przyjęcia Maryi do swojego domu, by poddać się Jej wychowaniu oraz, dzięki tej wyjątkowej formacji, jako jedyny spośród Dwunastu, otrzymał misję przepowiadania, z perspektywy wieczności, w prorockiej wizji, całego rozwoju Kościoła i przygotowania nas na drugie przyjście Jezusa: „Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź!” (Ap 22, 17).

Duch Święty daje Maryi wyłącznie misję modlitwy i ofiary. Oczekuje od Niej nie tylko publicznej modlitwy słowami psalmów i hymnów, a więc czci zewnętrznej. Maryja została powołana nie tylko do wspierania kapłanów podczas symbolicznej ofiary w świątyni. Oczekuje od Niej, że modlitwie poświęci całe życie. Jej misją jest stworzenie w świecie ubogiego, pełnego prostoty domowego „ogniska”, domu życia ukrytego; stworzenie pośrodku świata grzechu i grzeszników maleńkiej uprzywilejowanej ziemi, oazy, z której tryskać będzie źródło żywej wody, aby Duch Święty mógł przybyć i zamieszkać, aby mógł dać Jezusa.

Niepokalane Serce Maryi jest rzeczywiście źródłem, o którym nam Ona przypomina,  zwłaszcza w Lourdes. W Jej Niepokalanym Sercu, w tym dziewiczym ciele, Duch Święty zrealizował swoje arcydzieło, które Ojciec posiadał w odwiecznych planach swej mądrości, zanim nawet stworzył aniołów i ludzi.

Maryi zostało powierzone ostateczne przygotowanie Mesjasza, Tego, który ma przynieść światu ostateczną realizację, dopełnić go i zjednoczyć przyprowadzając wszystko do Ojca, Tego który jest jedynym źródłem i zasadą wszystkich słów i wszystkich działań. Ona została też postawiona w centrum świata, ponieważ w dniu Zwiastowania, w Niej, w Jej ciele, począł się Jezus. Duch Święty wymaga, aby Maryja dopełniła dzieło oczyszczenia i oświecenia – słów natchnionych przez Boga, lecz ludzkich w swej istocie, poprzez dzieło miłości i zjednoczenia, które On sam wypełnia w Jej życiu cichym i ofiarnym.

Ogłoszenie dogmatów Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia pomaga nam odkryć w pełni znaczenie imienia Maryi. Została nim nazwana przez anioła Gabriela, ambasadora Ojca. To imię, po ogłoszeniu go przez Piusa IX, Ona sama przypomniała przez pełną pokory Bernadettę: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. Czyż nie jest to imię, które od wieków nadał Jej Ojciec? Imię Jej przeznaczenia, imię zapisane w księdze siedmiu pieczęci Apokalipsy, imię objawiające Jej relację miłości z Bogiem, a w Nim, i przez Niego, z całym wybranym ludem, imię, którym aniołowie i ludzie będą Ją wysławiać w niebieskim Jeruzalem?

Jest umiłowaną Matką, Oblubienicą, Niepokalaną. Czyż nie to ostatnie najpełniej oddaje wszystko, co mieści w sobie Jej dziewicza miłość – której tajemnice staraliśmy się prześledzić – gdy Duch Święty i Jezus ogniem swej miłości uczynili Ją Niepokalaną, umieszczając Ją w relacji miłości, w której ma trwać wiecznie?

W Lourdes objawienie tego imienia ściśle wiąże się z dwoma praktycznymi nakazami: modlitwy i pokuty, które Maryja nam przypomina i specjalnie pozostawia dla czasów obecnych. Pragnie, aby Lourdes, miejsce modlitwy, pozostawało pod znakiem Jej Niepokalanego Poczęcia. Jest to jak dogmatyczny fundament, mający nam dopomóc w rozumieniu znaczenia powyższych nakazów w całej ich głębi i zasięgu. Czyż nie przychodzi, aby nam powiedzieć o tajemnicy swego ukrytego życia? Czy nadto nie chce przypomnieć, iż ta tajemnica nadal żyje w Kościele, i że powinna nabierać, wedle postanowień odwiecznej Mądrości, coraz większej intensywności?

Im bardziej duch świata odciąga ludzi daleko od Boga i rozwija świat w rozciągłości, której kryterium stanowi ilość, tym bardziej natchnienie Ducha Świętego pociąga Mistyczne Ciało w stronę przeciwną, kierując je ku niewidzialnemu obszarowi maleńkości i głębi, tak jak pociągnął Niepokalaną w Jej duszy i ciele, aby zjednoczyć Ją z Ojcem.

Maryja przychodzi przypomnieć nam jakby o swej wyjątkowej roli w historii świata, którą otrzymała przez przywilej Niepokalanego Poczęcia, oraz o wynikającej z tego dwojakiej misji: modlitwy i ofiary. Czyż w ten sposób także nie uprzedza swoich najmniejszych dzieci, wszystkich, którzy Jej w pełni zaufali, którzy całkowicie poddali się Jej szkole, a przez to są w stanie zrozumieć sugestie Jej Serca, o rychłym już powrocie Jezusa? W dziejach ludzkości ów moment jest chwilą par excellence modlitwy i pokuty – Adwentem Mistycznego Ciała. Musi być, siłą rzeczy, podobny do Adwentu Niepokalanej przed Zwiastowaniem. Z pewnością jest i momentem przeznaczonym dla każdej apostolskiej działalności, choć jeszcze bardziej przeznaczonym na modlitwę i ofiarę.

  1. Mądrość miłości



Zobacz inne polecane teksty w Czytelni