Kult św. Józefa

Kult świętego Józefa w Krakowie sięga samych początków miasta. Najstarsza, znana księga liturgiczna, znajdująca się w katedrze wawelskiej – pergaminowy kodeks w końca XI wieku – zawiera modlitwę do świętego Józefa – Żywiciela Pana. Tak w Krakowie, jak i w całym kraju powszechnie czczono świętego Józefa jako Żywiciela Pana, nawet wtedy, gdy papież Pius V w roku 1570 wprowadził wezwanie „Sponsus Beatae Mariae Virginis” czyli „Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny”. Fakt ten jest zrozumiały w kontekście naszych dziejów. Cały kraj, a szczególnie Kraków, przechodził wiele wojen. W związku z tym szerzyły się choroby i głód, które dziesiątkowały miasto. Bardzo tragiczna sytuacja zaistniała na przełomie XVII i XVIII wieku w związku z wojnami szwedzkimi. W tym właśnie czasie magistrat Krakowa skierował do Stolicy Apostolskiej prośbę o przyznanie miastu szczególnego patronatu świętego Józefa. Ojciec święty Klemens XI pozytywnie ustosunkował się do tej prośby i w dniu 23 marca 1715 roku przyznał miastu szczególny patronat świętego Patriarchy.

W Krakowie od połowy XVII wieku istniały dwa ośrodki kultu świętego Józefa. Były to: kościół pod wezwaniem świętego Michała Archanioła i świętego Józefa karmelitów bosych oraz kościół pod wezwaniem świętego Józefa sióstr bernardynek. Obydwa kościoły znajdowały się przy obecnej ulicy Poselskiej, która wówczas nosiła nazwę: „ulica świętego Józefa”. Po kasacie w roku 1798 klasztoru karmelitów bosych, kult świętego Józefa skoncentrował się przy kościele sióstr bernardynek i tak jest do dzisiaj.

W ołtarzu głównym kościoła znajduje się łaskami słynący obraz świętego Józefa. Obraz ten – według tradycji przekazanej przez kronikę klasztoru – otrzymał w 1627 roku od papieża Urbana VIII biskup Jakub Zadzik. Papież ten, przekazując biskupowi obraz, miał go zobowiązać do wybudowania w Krakowie kościoła pod wezwaniem świętego Józefa. Biskup podarował obraz swej siostrze zamierzającej założyć w Krakowie nowy klasztor. Został on umieszczony w pierwszym drewnianym kościółku, a następnie przeniesiony do nowego murowanego. Ołtarz główny, w którym znajduje się obraz świętego Józefa, ufundował ksiądz Franciszek Leśniowicz, oficjał pilecki, jako wotum dziękczynne za przywrócenie wzroku dzięki świętemu Józefowi, czczonemu w tym miejscu.

Obraz, w kształcie pionowego prostokąta o wymiarach 254X127 cm, został namalowany olejno na płótnie około 1600 roku. Przedstawia on świętego Józefa, który prowadzi za rękę młodocianego Jezusa, lekko pochylając ku Niemu głowę. Chrystus, przedstawiony jako mniej więcej 12-letni chłopiec idący u prawego boku swego Opiekuna, w prawej dłoni trzyma mały kolisty wiklinowy koszyczek zawierający narzędzia ciesielskie, zaś lewą ujmuje dłoń świętego Józefa. Obie postacie kroczą na tle pejzażu. Cała kompozycja tchnie ciszą, a jednocześnie stłumionym napięciem. Święty Józef wyraźnym gestem i z zatroskaną twarzą kieruje w prawo młodocianego Jezusa, który podążając lekkim krokiem ze swym Opiekunem, jednocześnie zwraca się ku lewej stronie, patrząc poważnie przed siebie. Chłopięcy Chrystus pragnie iść własną drogą, inną niż wskazuje święty Józef, świadomy swego posłannictwa. Sytuację tę potęguje kontrast jasnej twarzy Jezusa i ciemnego oblicza świętego Józefa. Cechy formalno – stylistyczne wskazują na manierystyczny charakter i miejsce powstania: północne Włochy, ale nie jest znany jego autor. Obraz, kilkakrotnie przemalowywany, został poddany gruntownej konserwacji w roku 1972, dzięki której odzyskał swój pierwotny wygląd.

Życie zakonne w klasztorze sióstr bernardynek formowało się w oparciu o naśladowanie cnót świętego Józefa i w pełnym zaufaniu w jego opiekę nad tym miejscem. Założycielka klasztoru, siostra Teresa Zadzik, zaleciła kult świętego Józefa już w Regule przepisanej dla klasztoru i wskazała na świętego Józefa jako na „świętego patrona y opiekuna mieysca tego”. Reguła nosi datę 15 grudnia 1649 roku. Wydała też polecenie, zapisane później w pierwszej kronice klasztoru, aby odprawiała się Msza święta „we środe s. Josephowi iako Patronowi Klasztoru naszego, żeby go miał w Swoiej opiece”. Ta sama kronika podaje, że te „Msze św… maią się odprawować w klasztorze ś. Josepha, na co się siostry obligowały przychodząc do tego klasztoru”. Siostry zobowiązały się nadto codziennie odmawiać litanią do świętego Józefa. W późniejszych zaleceniach zakonnych ten obowiązek był przypominany i podkreślany, zaś z przekazów kronikarskich wiadomo, że święta patronalne świętego Józefa w roku kościelnym były w klasztorze uroczyście obchodzone.

Matka Teresa, w swym opisie początków pisze do sióstr: „My tutaj na nowej fundacji nowego i ciężkiego ubóstwa z ubogim Panem naszym doznawamy, gdyż na pierwszą kolację biednego dla posilenia nie było za co kupić. Ale Opiekun, dobry Józef św., pod którego tytułem i opieką kościół i klasztor ten zostaje, wziąwszy nas w opiekę swoją, abyśmy zawsze w przyczynie Jego ufność wielką miały – wzbudził szlachciankę, zacną panią Elżbietę Kotkowską, która nas posiłkiem chleba i wina obdarzyła, abyśmy wedle potrzeby naszej, posilenie ubogie i skromne wziąwszy, milej i wdzięczniej Odpust nasz przyszły odprawiały”.

Tak np. okupację niemiecką, która boleśnie dotknęła wiele klasztorów klauzurowych, siostry przeżyły szczęśliwie uniknąwszy rozproszenia.

Ożywieni duchem pobożności i wiary w przemożne wstawiennictwo św. Józefa przyglądnijmy się teraz kilku przykładom Jego ojcowskiej opieki. Około roku 1770 w wigilię uroczystości św. Józefa, 18 marca przyniesiono do kościoła przed obraz św. Józefa ciężko chorą pannę Teresę Michałowską, sędziankę krakowską, wielką kalekę. Nie mogła ona chodzić, klęczeć ani nawet dobrze siedzieć na skutek ogromnych cierpień. Noszono więc ją na rękach. Chora, wzmocniwszy ufność swoją w pomoc św. Józefa, w głos się modliła, mówiąc: „Święty Józefie, wielu pocieszałeś, pociesz i mnie…” I św. Patriarcha nie zawiódł jej ufności. Teresa została zupełnie uzdrowiona. Uszczęśliwiona z łaski cudownego uzdrowienia, zaraz chciała poświęcić się na służbę Bogu i zostać zakonnicą w klasztorze, pod opieką św. Józefa. Przełożona jednak zaproponowała, aby do klasztoru wstąpiła za rok dla wypróbowania autentyczności powołania. Rzeczywiście, Teresa wstąpiła do wspólnoty sióstr i pozostała w klasztorze jako bardzo gorliwa, pobożna i uzdolniona zakonnica.

W 1725 roku miało miejsce zdarzenie spisane w kronikach klasztornych, które może być przykładem ufnej i wytrwałej modlitwy. We wsi Muszyna pewna niewiasta czując się niezadowoloną i nieszczęśliwą z powodu, że będąc zbyt młodo wydaną, nie mogła podołać obowiązkom gospodyni. Miała stąd wiele do znoszenia od swego męża i od jego krewnych. Chcąc tego uniknąć, uciekła z domu do Krakowa. Zgłosiła się na służbę do klasztoru sióstr bernardynek za przełożeństwa M. Anny Koniecpolskiej, przedstawiając się jako panna wolnego stanu. A że była pracowita, skromna i pobożna, zdobyła sobie serca zakonnic. Tymczasem jej mąż, którą bardzo ją kochał, zrozumiał swoją winę, opłakiwał ją i przyrzekał poprawę. Zamawiał Msze św., aby Pan Bóg mu ją przywrócił. Prosił nawet księży, aby z ambon ogłaszali, niczego nie szczędził, byle tylko ją odnaleźć. Chodził na przeróżne odpusty, mając nadzieję, że ją spotka. Przeżył kilka lat w takim zmartwieniu. Wreszcie ulitował się nad nim św. Józef. Przedstawił się jemu trzy razy we śnie w wizerunku naszego obrazu i powiedział do niego: „U św. Józefa szukaj jej!” Biedny mąż nie wiedział, w jakiej miejscowości jest taki św. Józef. Udał się więc z sąsiadami na Kalwarię, sądząc, że tam coś  się dowie. Przybywszy stamtąd do Krakowa, obchodził kościoły szukając w nich obrazu św. Józef, jaki przedstawił mu się we śnie. Przyszedł wreszcie do naszego kościoła i nie mogąc się dostać, bo był zamknięty, ukląkł w kruchcie. Po modlitwie wstał i o cudo! Z furty klasztornej wychodzi jego żona, którą właśnie wysłano do złotnika. Spostrzegłszy ją ów mąż, w uniesieniu radości wykrzyknął: „Moja Anusia, moja żona!” Małżonka chciała uciec do klasztoru, lecz przełożona wybadawszy całą sprawę, nie przyjęła jej. Tak więc św. Józef przywrócił umiłowaną swemu czcicielowi, który opłakiwał swoją winę i poprawił się.

Gdy w 1850 roku  osiemnastego lipca wybuchł w Krakowie pożar, uległ temu żywiołowi także klasztor bernardynek. Ogień szerzył się, a z nim spustoszenie w przerażający sposób. Cały korytarz przyległy do ściany kościoła gorzał wraz z celami znajdującymi się przy nim. Od chórku, tuż przy wielkim ołtarzu, oddzielały go tylko cienkie drzwi, na których dotąd istnieje wymalowany obraz św. Teresy od Jezusa. Ta zaś za życia swojego gorliwie szerzyła cześć św. Józefa, niemniej okazała się troskliwą o Niego w obecnym zdarzeniu, gdyż nie przepuściła ognia, który gdyby tylko za te drzwi się przedarł, byłby niewątpliwie pochłonął cały kościół. Tak więc siostry dotąd podziwiają ten cud, a wiarygodne zakonnice, które były tego świadkami mówiły, że nawet kilka dni po tym pożarze mury były gorące.

Kroniki klasztorne mówią jeszcze o innym przykładem miłosierdzia: „ Roku 1850, dnia 18 lipca o godz. w pół do 2-giej zapaliły się na naszym klasztorze w jednej chwili wszystkie dachy. Gdy więc z rozkazu P. Konsystorza musiałyśmy wyjść z klasztoru, spotykamy Ks. Klemensa Domagalskiego, który nas pocieszał i gorliwie bronił, wynosząc wraz z innymi kapłanami aparaty kościelne do kościoła św. Piotra. Gdy później nie można było przejść ulicą, z powodu palących się kamienic z jednej strony, z drugiej z powodu zrywania dachów, ks. Klemens nie zważając na niebezpieczeństwo, dociera do kościoła naszego. Aliści, zaledwie wszedł do niego, runęła wieża na kościele, a przez otwór w środku sklepienia kościoła wpadły ogniste belki na ławki. W tej stanowczej chwili, niezmordowany ks. Klemens uważa za niepodobny ratunek. Chce wracać, ale drzwi kościoła zamknięte, od dymu nic nie widać. Wzywa ratunku Pana Jezusa Koletańskiego i pomocy św. Józefa. Na pamięć wracając ku drzwiom kaplicy, prowadzących do klasztoru napotyka na konewkę napełnioną wodą. Za ten dar jakby z nieba zesłany, składa dzięki Bogu, porywa oną konewkę, wraca z nią do ławek, zalewa wodą, nogami zadeptuje ogień, i tak ocala świątynię Pańską. Św. Józef z pewnością wyjednał sowitą nagrodę ks. Klemensowi za uratowanie Jego obrazu.

Patrząc dzisiaj na wyposażenie kościoła i klasztoru, na zwyczaje i ukierunkowanie życia wewnętrznego sióstr należy stwierdzić, że pozostał on wierny przekazom swej założycielki. Liczne obrazy świętego Józefa, znajdujące się na korytarzach klasztornych, zapisy odnoszące się do świętego Józefa, stanowią widoczny dowód tego kultu i wierności w jego utrzymaniu. Modlitwy do świętego Józefa, które siostry odmawiają wspólnie i prywatnie, pieśni do świętego Józefa, znane tylko w tym klasztorze, są wyrazem głębokiej i starej kultury i pobożności tego miejsca.

W bibliotece klasztornej znajduje się wiele książek religijnych o tematyce świętego Józefa z różnych okresów czasu i o różnym ukierunkowaniu. Motywy z życia świętego Józefa widać również na szatach liturgicznych haftowanych przez siostry. Siostry są głęboko przekonane, że święty Józef nadal troszczy się o ich potrzeby, zarówno duchowe jak i materialne.

Od samego początku swego istnienia kościół i klasztor były miejscem szczególnego kultu świętego Józefa. Kult ten był zawsze żywy i bardzo popularny wśród wiernych nie tylko w Krakowie, ale w całym kraju, a nawet poza jego granicami (Czechy, Niemcy, USA). W ciągu wieków były różne formy kultu, zgodnie z duchem czasu i religijnymi zwyczajami. Zawsze jednak kult ten rozwijał się za wiedzą i aprobatą miejscowej władzy kościelnej i Stolicy Apostolskiej.

Z zachowanych dokumentów wynika, że papież Pius VI w dniu 3 stycznia 1794 roku udzielił odpustu zupełnego wszystkim wiernym, którzy wstępowali do kościoła świętego Józefa, pomodlili się w intencjach wskazanych przez papieża i przystąpili do sakramentów świętych. Odpust ten, z upoważnienia miejscowego ordynariusza, zatwierdził ksiądz Mikołaj Wybranowski, kanonik katedralny, oficjał i wikariusz generalny. On też ogłosił go wiernym. Podobnego odpustu i pod tymi samymi warunkami udzielił wiernym modlącym się w tym kościele ten sam papież 17 kwietnia 1804 roku. Z upoważnienia ordynariusza zatwierdził ten odpust 18 maja 1804 roku i ogłosił go wiernym sufragan krakowski, biskup Józef Olechowski.

Kult świętego Józefa skupiał się szczególnie wokół obrazu umieszczonego w głównym ołtarzu kościoła. Wierni byli przekonani, że właśnie w tym miejscu przez przyczynę świętego Józefa Bóg chętniej wysłuchuje próśb. Płynęło to być może z przekonania, że ten obraz pochodzi od samego Ojca świętego. Źródła podają, że wierni wypraszali tutaj nadzwyczajne łaski i to jeszcze bardziej wpłynęło na popularność kultu świętego Józefa w tym miejscu i w tym obrazie. Zachowała się księga nadzwyczajnych łask, którą zaprowadzono pod koniec XVII wieku, sięgająca swymi zapiskami do roku 1648. Zawiera ona wiele łask mniej lub więcej nadzwyczajnych, które siostry i wierni przypisywali wstawiennictwu świętego Józefa. Podziękowania wpisywano do tej księgi, ostatnio siostry zbierają oryginalne kartki i listy, które składają i przysyłają wierni.

Dowodem żywego kultu świętego Józefa są liczne wota umieszczone wokół obrazu i znajdujące się w skarbcu kościelnym, które składają wierni. Pierwsza wzmianka o ich istnieniu pochodzi już z roku 1655, a więc z okresu istnienia pierwszego kościoła, i to niedługo po jego wybudowaniu. W kronice klasztornej zapisano, że w tym roku zachowane wota przeznaczono na zrobienie kielicha do Mszy świętej, gdyż Szwedzi, rabując kościół, zabrali wszystkie kielichy. Początkowo nie robiono spisu wotów. Wierni przychodzili, składali je jako podziękowanie za otrzymane łaski, nieraz nie podając nawet bliższych szczegółów.

Pierwszy zachowany opis uroczystości odpustowych ku czci świętego Józefa pochodzi z roku 1843, zaś dokładny opis z roku 1873. W tym roku w dniu 19 marca pierwsza Msza święta była o godzinie 5 rano. O godzinie 7 uroczystą sumę odprawił ordynariusz krakowski, biskup Antoni Gałecki. Sumę o godzinie 11.30 celebrowali Ojcowie Kapucyni, a kazanie wygłosił ksiądz Sebastian Pelczar, profesor Akademii Krakowskiej, późniejszy biskup przemyski. Od roku 1879, za zezwoleniem władzy kościelnej, przez cały miesiąc marzec były odprawiane uroczyste nabożeństwa z wystawieniem Najświętszego Sakramentu i kazaniem w godzinach popołudniowych. W roku 1879 w dniu odpustowym Msze święte zaczynały się już o godzinie 4 rano i były odprawiane do samego południa przez duchowieństwo diecezjalne i zakonne. Po południu śpiewano nieszpory, litanię do świętego Józefa, odczytywano prośby i intencje, następnie było specjalne kazanie i zakończono nabożeństwo błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Dalsze wzmianki o uroczystościach odpustowych pochodzą z lat 1889, 1901, 1902.

Zawsze w tych uroczystościach brał udział miejscowy ordynariusz, chyba że przebywał poza Krakowem. Kazania w samą uroczystość odpustową i w czasie nabożeństw w marcu głosili wybitni kaznodzieje diecezjalni i zakonni. Przez wiele lat kazania w czasie nowenny przed uroczystością odpustową głosił ksiądz infułat Van Roy, prepozyt kolegiaty świętej Anny w Krakowie, a wśród kaznodziejów byli: ksiądz Bandurski, późniejszy biskup lwowski, ksiądz Krupiński, ksiądz Korzonkiewicz, rektor Seminarium Duchownego w Krakowie i inni.

         W dniu 3 lutego 1936 roku przy kościele zostało kanonicznie erygowane przez arcybiskupa Adama Stefana Sapiehę „Pobożne Stowarzyszenie Dobrej Śmierci ustanowione pod wezwaniem świętego Józefa” na wzór podobnego Stowarzyszenia założonego w roku 1913 w kościele świętego Józefa w Rzymie. Celem Stowarzyszenia jest modlitwa za konających, znajdujących się nieraz w niebezpieczeństwie utraty zbawienia wiecznego, oraz o szczęśliwą śmierć dla siebie i członków Stowarzyszenia. Stowarzyszenie nie posiada zewnętrznej organizacji, łączność jego członków jest tylko duchowa, modlitewna. Mimo tego jest ono żywotne do dzisiaj. Świadczą o tym dwie księgi zawierające nazwiska członków. Wpisywały się do niego nieraz całe rodziny. W roku 1994 została wydana nowa karta wpisowa do Stowarzyszenia, założona została nowa księga wpisowa i w tym roku w uroczystość świętego Józefa zapisało się 178 osób. Nadal przybywa członków Stowarzyszenia. Wierni przychodzą do furty klasztornej, aby się zapisać, przysyłają też z różnych stron Polski listy zawierające nieraz kilkanaście nazwisk nowych członków.

W archiwum klasztornym znajduje się księga członków Arcybractwa świętego Józefa, założonego w roku 1657. Księga była prowadzona do roku 1794. Do niedawna sądzono, że to Arcybractwo istniało przy naszym kościele. Badania archiwalne, prowadzone kilkanaście lat temu przez O. Benignusa Wanata, karmelitę bosego, stwierdziły, że istniało ono przy kościele karmelitów bosych pod wezwaniem świętego Michała Archanioła i świętego Józefa znajdującego się przy tej samej ulicy, a skasowanego w roku 1798 (obecnie mieści się tam Muzeum Archeologiczne). Po kasacie najbliższy klasztor karmelitów bosych znajdował się w Czernej i tam przeniesiono księgi rachunkowe i inne dotyczące Arcybractwa. Natomiast księga członków została prawdopodobnie u któregoś z członków, później przyniesiono ją do klasztoru sióstr bernardynek. To również świadczy o żywotności kultu świętego Józefa przy tym kościele.

Kult świętego Józefa w kościele sióstr bernardynek jest ciągle bardzo żywy, a kościół należy do najbardziej znanych i nawiedzanych w Krakowie. O każdej porze dnia można tu spotkać modlących się wiernych: młodzież, starszych, świeckich duchowieństwo, zakonnice. Przyjeżdżają tu również czciciele świętego Józefa z odległych nieraz zakątków Polski, a także z zagranicy.

Liturgiczną formą kultu świętego Józefa są nabożeństwa odprawiane ku Jego czci. Każda środa jest Mu szczególnie poświęcona. Przez cały rok podczas wieczornego nabożeństwa odmawiana jest przez wiernych specjalna modlitwa do świętego Józefa, znana tylko w tym kościele. Szczególnym pietyzmem otoczony jest święty Józef przez cały marzec poświęcony Jego czci. Przed uroczystością świętego Józefa odbywa się nowenna, która gromadzi bardzo dużo czcicieli tego świętego Patrona.

W samą uroczystość odpustową 19 marca Mszę świętą o godzinie 7 odprawiał tradycyjnie Metropolita Krakowski. Jednym z nich był kard. Karol Wojtyła, obecnie św. Jan Paweł II,  który często przychodził tu na modlitwę prywatną.

Istnieje wiele publikacji dotyczących historii kościoła i kultu świętego Józefa. Są to przede wszystkim różne modlitewniki, które są wznawiane. Wydawane są również nowe, gdyż zapotrzebowanie na nie u wiernych jest wciąż duże.

Trzykrotnie starano się o koronację świętego Józefa w Jego łaskami słynącym obrazie w kościele sióstr bernardynek w Krakowie. Po raz pierwszy myśl koronacji poddał w roku 1918 Ojciec Florian Janocha, kapucyn, wielki czciciel świętego Józefa. Po jego śmierci nikt nie podjął tej sprawy. Następne starania miały miejsce w roku 1933. Zgodnie z instrukcją Świętej Kongregacji Obrzędów zbierano dokumenty kultu z dawnych lat oraz podpisy przedstawicieli władz kościelnych i świeckich z prośbą o koronację. Zebrano prawie 32.000 podpisów i wszystkie dokumenty przesłano do Rzymu. Sprawa koronacji nie została jednak doprowadzona do końca z powodu wybuchu II wojny światowej. Po raz trzeci starania o koronację podjęto w roku 1982. Zebrano potrzebne materiały, odbyło się też w klasztorze sympozjum na ten temat. Ale tu na przeszkodzie stanął przepis instrukcji wydanej w roku 1973 przez Kongregację dla Kultu Bożego, zabraniający koronować wizerunki świętych. Wkrótce zmarł główny promotor, ksiądz Franciszek Bracha, misjonarz świętego Wincentego a Paulo, gorliwy czciciel świętego Józefa, i sprawa koronacji nie doszła do skutku.

Zapraszamy do zapoznania się z książkami „Cuda świętego Józefa”