Święta Elżbieta Węgierska

<div style="text-align: center;"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="font-family: Verdana;">Święta Elżbieta Węgierska</span></strong></span><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"><br />
</span></span></div>
<div><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"> <br />
</span></span></div>
<div style="text-align: center;"><strong>Życiorys</strong></div>
<div><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"> <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Elżbieta urodziła się w 1207 roku w Bratysławie lub na zamku w S&agrave;rospatak, w kr&oacute;lewskim domu Arpad&oacute;w. Była c&oacute;rką kr&oacute;la węgierskiego, Andrzeja II i Gertrudy z Andechs- Meran, rodzonej siostry św. Jadwigi <img width="198" vspace="15" hspace="25" height="297" align="left" alt="" src="http://www.files.siostry.bernardyni.com/fck/Zdj%C4%99cia%20klasztor%20241%20(Kopiowanie).jpg" />Śląskiej. Miała zaledwie cztery lata, kiedy średniowiecznym zwyczajem została zaręczona z Ludwikiem IV, synem Hermana, langdrafa Turyngii i Hesji, hrabiego-palatyna saskiego.&nbsp; W 1211 roku przybyła na dw&oacute;r w Wartburgu, gdzie z wielką starannością wychowywała ją Zofia z Witelsbach&oacute;w, druga żona langdrafa Hermana.&nbsp; <br />
Po dw&oacute;ch latach szczęśliwego dzieciństwa w nowej ojczyźnie Elżbietę dochodzi wieść o nieszczęśliwej śmierci swojej matki. Niespodziewany cios sprawia, że zaczyna się zmieniać, staje się dzieckiem bardziej skupionym i zwr&oacute;conym z tęsknotą ku Bogu.&nbsp; R&oacute;wnież z relacji Gudy, towarzyszki usługującej Elżbiecie,&nbsp; dowiadujemy się o niezrozumieniu, z jakim mała księżna spotykała m.in. ze strony landgrafini Zofii, kt&oacute;rą raziła jej religijność. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Elżbietę od najmłodszych lat pociągało pragnienie podobania się jedynie Bogu. Często bywała w zamkowej kaplicy, wiele rozmyślając o Bogu i o kruchości życia. Była dzieckiem bardzo żywiołowym, niezależnym i czuła w sobie rodzącą się chęć imponowania, toteż praktykowała r&oacute;żnego rodzaju umartwienia, by utrzymać siebie w pokorze i poskromić swoją wolę. Otaczała się także towarzystwem biednych, służących i chłopek, kt&oacute;rym chętnie udzielała wsparcia. Na książęcym dworze przyjmowano to najpierw z drwiną, p&oacute;źniej z oburzeniem, a nieraz i z otwartą walką. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Biografowie Elżbiety podają jako klasyczny przykład jej pokory pewne zdarzenie z uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny: <strong>Elżbieta i Agnieszka, siostra jej narzeczonego &ndash; pisze Dytrych von Apolda &ndash; wzrastały razem i tak samo się ubierały. Tego dnia wspaniale wystrojone i według zwyczaju przybrane w złoto i drogie kamienie, poszły z księżną Zofią do kościoła i zajęły miejsce w stallach. Tam to Elżbieta zdjęła swą koronę i złożyła obok, nakładając ją dopiero po skończonym nabożeństwie. Gdy z tego powodu księżna Zofia wyraziła swe zdumienie, dziewczynka odpowiedziała: &bdquo;Jakże ja marne, powstałe z ziemi stworzenie, mam stać wyniośle w obliczu mego Boga i Kr&oacute;la, Jezusa Chrystusa cierniem ukoronowanego, ubrana w urągającą Mu koronę?&rdquo; </strong><br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Na pewno przez takie postępowanie stawała się bezwiednie dla otoczenia denerwującym wezwaniem do refleksji. Ona sama, cierpliwie przyjmując docinki przygotowywała się na przyjęcie trudniejszych doświadczeń, kt&oacute;re miała przynieść jej przyszłość.<br />
Ludwikowi odradzano poślubienia księżniczki. Ojciec Elżbiety, Andrzej II nie martwił się losem dziecka.&nbsp; Elżbieta, pozbawiona ludzkiej pomocy, bezbronna, zrozumiała kruchość światowych splendor&oacute;w, zmienność opinii ludzkiej i wierność miłości Chrystusa, u kt&oacute;rego szukała pokoju i umocnienia. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pomimo przeciwności była dziewczyną radosną, żywą, energiczną, a przy tym poważną, opanowaną, o niesłychanej sile woli.&nbsp; Powściągając ludzkie ambicje, kt&oacute;re mogły przerodzić się w egoizm stanowczo i mocno ukierunkowała się na Boga. Oparta o Jego łaskę potrafiła oprzeć się pokusom hołdującego bogactwom dworu książęcemu.&nbsp; <br />
Po dziesięciu latach pobytu Elżbiety na zamku wartburgskim, w 1221 roku Ludwik, kt&oacute;ry kochał ją bardzo,&nbsp; pomimo nacisk&oacute;w ze strony matki i dworu, by odesłać narzeczoną ojcu, poślubił ją.&nbsp; <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W małżeństwie Elżbieta idzie pod prąd &oacute;wczesnym wzorcom &bdquo;dziewiczych związk&oacute;w&rdquo;, tak rozpowszechnionym, choćby we własnej rodzinie. Jest bratową błogosławionej Salomei, księżnej krakowskiej; w tym samym czasie żyje jej bratanica, święta Kinga, małżonka Bolesława Wstydliwego. W swym dążeniu do doskonałości ukazuje przedziwną mądrość, jest sobą, nie ulega pobożnemu naśladownictwu.&nbsp; Ta umiejętność pozostawania sobą i stała pogoda ducha są jej najbardziej charakterystycznym rysem.&nbsp; Wewnętrzna prawość i wierność łasce nie pozwoliła zmylić&nbsp; jej życiowej drogi. Czuła, że jest powołana do małżeństwa, ale w tym powołaniu umiała znaleźć dla siebie spos&oacute;b wewnętrznej wolności i uszlachetniania tego, co było w niej zbyt naturalne. W tym celu wstawała nocą z ł&oacute;żka, klękała obok i pogrążała się w modlitwie lub dla miłości do Chrystusa kazała się biczować. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Powiedziała pewnego razu do Izentrudy: <strong>&bdquo;Stroję się nie przez pr&oacute;żność cielesną, lecz ze względu na Boga, aby nie dać memu małżonkowi okazji do niechęci czy grzechu, gdyby mu się we mnie miało coś nie podobać. Chcę, by miłością małżeńską kochał tylko mnie jedną, abyśmy w r&oacute;wnym stopniu mogli oczekiwać wiecznej nagrody od Tego, kt&oacute;ry małżeństwo uświęcił&rdquo;</strong>.&nbsp; <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Natomiast, kiedy Ludwik przebywał poza domem, Elżbieta przywdziewała str&oacute;j wdowi.&nbsp; Tu widać najgłębszy sens jej życia &ndash; miłość do męża, miłość bliźniego i miłość Boga. Kochała całym sercem. Zawarte małżeństwo należało do szczęśliwych związk&oacute;w małżeńskich. Urodziło się z niego troje dzieci, mianowicie w 1222 roku Herman, w 1224 roku Zofia, a w 1227 roku Gertruda. <br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W 1224 roku po raz pierwszy zetknęła się z Braćmi Mniejszymi. Jeden z nich, brat R&uuml;diger stał się dla Elżbiety przewodnikiem w sprawach duchowych, wpajając w jej duszę ideały franciszkańskiej pobożności.&nbsp; To spotkanie z duchem św. Franciszka z Asyżu pociągało ją coraz głębiej w przestrzeń Jezusowego ub&oacute;stwa i pomagało jej w coraz większej pokorze i w oderwaniu od siebie, odpowiadać na zew Miłości, kt&oacute;ra dała się ukrzyżować, by przywr&oacute;cić człowieka Bogu.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W 1225 roku poznała księdza Konrada, kt&oacute;ry pełnił w Niemczech obowiązki komisarza apostolskiego.&nbsp; Mimo jego mocnego prowadzenia nie dała się sprowadzić z franciszkańskiej drogi. Jej dw&oacute;rka, Izentruda zeznaje: <strong>&quot;Za zgodą męża Elżbieta ślubowała magistrowi Konradowi posłuszeństwo w tym, co nie naruszało jej praw małżeńskich. Złożyła r&oacute;wnież na jego ręce warunkowy ślub czystości w wypadku, gdyby została wdową. Ten akt dokonał się w klasztorze św. Katarzyny w Eisenach. P&oacute;źniej magister Konrad rozkazał jej pod posłuszeństwem korzystać tylko z takich dochod&oacute;w, co do kt&oacute;rych prawego pochodzenia była w sumieniu pewna. Stąd przy książęcym stole zrezygnowała bezwzględnie ze wszystkiego, co pochodziło z podatk&oacute;w i było egzekwowane przez urzędnik&oacute;w. Jadła jedynie to, o czym wiedziała, że pochodzi z własnych d&oacute;br&nbsp; jej męża&quot;.</strong> <br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jej mąż, Ludwik w 1225 roku wyruszył na służbę u&nbsp; cesarza Fryderyka II w Italii. Podczas jego dwuletniej nieobecności w księstwie, Niemcy nawiedziła klęska nieurodzaju i głodu. Wielkie gromady ludzkie przesuwały się przez księstwa w poszukiwaniu pożywienia. Elżbieta, czując się odpowiedzialną śpieszyła z pomocą wszystkim głodnym i chorym. Sama osobiście wydzielała żywność ze spichrz&oacute;w zamkowych i z pomocą dw&oacute;ch dw&oacute;rek obsługiwała chorych. Kiedy Ludwik wracał z cesarskiego dworu, zarządca wraz z marszałkiem dworu oskarżyli Księżną o opr&oacute;żnienie spichrz&oacute;w. On jednak, choć może nie zawsze rozumiał małżonkę, wierzył w słuszność jej poczynań. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ich małżeńskie szczęście doznało niebawem bolesnego wstrząsu. Ludwik w 1227 roku wyruszył na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej. Po kilku miesiącach, w Brindisi zachorował na febrę i zmarł 11 września tegoż roku. Elżbieta, dowiedziawszy się o tym doznała szoku. Mając zaledwie dwadzieścia lat została wdową.&nbsp; Znalazła się też w trudnej sytuacji. Młodszy brat Ludwika nie rozumiał jej postępowania i z niechęcią odnosił się do jej praktyk religijnych. Jej decyzja odejścia z zamku była powzięta świadomie.&nbsp; Odeszła z dziećmi. Tułaczka, jakiej wtedy doznała była dla trudnym doświadczeniem. Jednakże w tym wszystkim Elżbieta umiała dostrzec Boże działanie. B&oacute;g właśnie w tych przeciwnościach dopuszczał ją do coraz głębszej więzi ze Sobą i odsłaniał przed nią coraz wyraźniej tajemnicę jej przeznaczenia. <br />
Na prośbę swej ciotki Matyldy, opatki klasztoru w Kitzingen przebywała tam kr&oacute;tko, by następnie na zaproszenie wuja, biskupa Eckberta przyjąć jego opiekę w Eisenach. Wuj pr&oacute;bował nam&oacute;wić ją do poślubienia cesarza Fryderyka, z czego księżna wym&oacute;wiła się.&nbsp; <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po wielu przeszkodach udało się jej w 1228 roku przenieść się do Marburga w Hesji, gdzie mieszkał jej spowiednik Konrad. Tu Elżbieta coraz wyraźniej widziała, że B&oacute;g wzywa ją do samotności i życia we wsp&oacute;lnocie z biednymi i chorymi.&nbsp; Tu też w Wielki Piątek złożyła ślub wyrzeczenia się świata.&nbsp; Za radą spowiednika oddała swoje dzieci na odpowiednie dla nich wychowanie. Przez cały ten okres z wielkim poświęceniem spełniała uczynki miłosierne.&nbsp; Czuła, że jest to jej prawdziwe powołanie. W tym celu założyła szpital p.w. św. Franciszka z Asyżu, gdzie osobiście służyła chorym. Zmarła z wyczerpania 17 listopada 1231 roku.&nbsp; <br />
<br />
</span></span></div>
<div style="text-align: center;"><strong><br />
STAŁA&nbsp; I&nbsp; ROZPOWSZECHNIONA&nbsp; OPINIA&nbsp; ŚWIĘTOŚCI</strong></div>
<div><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"> <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po śmierci sława jej świętości była tak wielka, że na jej gr&oacute;b zaczęły przychodzić pielgrzymki. Żyła kr&oacute;tko, bo tylko dwadzieścia cztery lata, ale w tym swoim kr&oacute;tkim życiu potrafiła niesamowicie rozwinąć głębię wewnętrznego życia. Jej spowiednik, Konrad z Marburga napisał w 1232 roku do papieża Grzegorza IX ciekawe słowa: <strong>&bdquo;Raro vidi mulierem magis contemplativam&rdquo; &ndash; rzadko widziałem niewiastę bardziej kontemplującą, Bogu oddaną, bogomyślną! </strong><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Modliła się wiele, najczęściej gdzieś w odosobnieniu. Takim drogim dla niej miejscem modlitwy była np. pustelnia we wsi Schr&ouml;ck, gdzie w szczeg&oacute;lny spos&oacute;b czuła się przenikniętą Bożą obecnością.&nbsp; Odznaczała się szczeg&oacute;lnym umiłowaniem Eucharystii i miłością do Maryi. Była wierna Bogu w całym swoim życiu, jako wierna żona, kochająca matka, wdowa, tercjarka zakonna. Ludziom swoich&nbsp; czas&oacute;w pokazała, że można być i księżną i służącą zarazem. Umiłowawszy Chrystusa, szczeg&oacute;lnie ukrzyżowanego, przeżywała Jego samego w cierpiących i uciskanych. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Naśladowała Jezusa przede wszystkim w trzech znamiennych dla niej cnotach: <strong>w miłosierdziu, ub&oacute;stwie i w radości.</strong>&nbsp; Przepełniona duchem miłosierdzia przekraczała wszelkie konwenanse, przyjmowała upokorzenia i cierpienie. Pomimo niezrozumienia i sprzeciw&oacute;w konsekwentnie, odważnie i na całego zostawiała wszystko, co ukochała. Potomność nazwała ją &bdquo;Opiekunką ubogich&rdquo;.&nbsp; Elżbieta nie tylko była wspaniałomyślna wobec biednych, ale jako księżna&nbsp; uczyniła milowy krok dalej: ona sama była przy nich, dawała samą siebie. Jej dw&oacute;rka, Izentruda, wspominając nieubłaganą postawę ks. Konrada wobec służenia księżnej biednym, m&oacute;wi: <strong>Zawsze, gdy przeszkadzano jej udzielać jałmużn czy kąpać trędowatych lub innych zanieczyszczonych chorych, pod wpływem wewnętrznego wsp&oacute;łczucia i ogromnego miłosierdzia, wychodziła jakby z siebie i to odchorowywała.</strong><br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Św. Edyta Stein&nbsp; w wygłoszonym wykładzie w Wiedniu w 1931 roku bardzo trafnie ukazała Elżbietę: <strong>Siedem stuleci doświadczało mocy jej wstawiennictwa przed Bogiem i czerpało inspirację z przykładu jej życia. R&oacute;wnież w naszych czasach pełnych gorzkich zewnętrznych i wewnętrznych bied, ona, Anioł miłosierdzia, niech nam udzieli pociechy i pomocy. Bowiem chwiejnym i błądzącym ukazuje wyraźnie, gdzie należy szukać wiecznej gwiazdy przewodniej. Przebywając przez całe życie jako niezrozumiana cudzoziemka w obcym kraju, przypomina nam, że wszyscy na tym świecie żyjemy niby obcy, nie posiadający żadnej innej prawdziwej ojczyzny, jak tylko kr&oacute;lestwo Ojca Niebieskiego. […] Droga, kt&oacute;rą Elżbieta podążała bezbłędnie i bez ustanku, wzywa i nas, by na nią wejść i przekroczywszy to, co nienaturalne, powr&oacute;cić do natury i wznieść się ponad nią&nbsp; w nadprzyrodzoność, w samo łono Przenajświętszej Tr&oacute;jcy.</strong>&nbsp; <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
</span></span></div>
<div style="text-align: center;"><strong>GŁOS&nbsp; KOŚCIOŁA</strong></div>
<div><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"> <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Konrad z Marburga, od 1225 roku spowiednik Elżbiety, po jej śmierci sam wszczął starania o wyniesienie ją na ołtarze. W liście &bdquo;Epistola&rdquo; z 1232 roku do papieża Grzegorza IX pisał: <strong>Całe życie była <img width="198" vspace="15" hspace="25" height="355" align="right" alt="" src="http://www.files.siostry.bernardyni.com/fck/Zdj%C4%99cia%20klasztor%20280%20(Kopiowanie).jpg" />pocieszycielką ubogich. […] Hojnie rozdzielała dary miłości wszystkim, kt&oacute;rzy prosili ją o wsparcie nie tylko na tym miejscu, ale na każdym innym podlegającym władzy jej małżonka. Wszystkie dochody, pochodzące z czterech księstw swego małżonka, wyczerpała do tego stopnia, iż w końcu na potrzeby ubogich nakazywała sprzedawać klejnoty i kosztowne szaty. Dwa razy na dzień, rankiem i wieczorem, miała zwyczaj odwiedzać chorych. Osobiście posługiwała tym, kt&oacute;rzy cierpieli na odrażające choroby, podawała posiłek jednym, poprawiała posłanie drugim, niekt&oacute;rych dźwigała na ramionach i spełniała wiele innych dobroczynnych posług. […] Na koniec po śmierci swego małżonka, starając się o jak największą doskonałość, pośr&oacute;d wielu łez prosiła mnie, abym pozwolił jej wędrować od drzwi do drzwi i prosić o jałmużnę.<br />
W Wielki Piątek, kiedy ołtarze były obnażone, złożywszy ręce na ołtarzu, w kaplicy swego miasta, dokąd sprowadziła Braci Mniejszych, w obecności świadk&oacute;w wyrzekła się własnej woli i tego wszystkiego, co Zbawiciel w Ewangelii zalecał porzucić. […]&nbsp; Wobec Boga stwierdzam, że pomimo jej czynnego życia rzadko spotykałem niewiastę, kt&oacute;ra by w tak wysokim stopniu obdarzona była darem kontemplacji. Nie-kt&oacute;rzy zakonnicy i zakonnice zauważali często, iż kiedy powracała z modlitewnego odosobnienia, jej twarz jaśniała niezwykle, a oczy błyszczały jakby promieniami światła.</strong> <br />
Ponadto ks. Konrad przyznawał, że w stosunku do Elżbiety był zbyt twardy i prawniczy, i nie zawsze rozumiał jej miłosierną służbę. Teraz, kiedy przejrzał, chciałby na nowo, z jej pomocą budować sw&oacute;j duchowy świat.<br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Papież Grzegorz IX, w odpowiedzi na&nbsp; ten list przesłał zarządzenie ks. Konradowi, aby ten wraz z Zygfrydem, arcybiskupem Moguncji, i opatem cysterskim Rajmundem von Erberbach zebrał i przesłuchał&nbsp; sumiennie świadk&oacute;w, dokładnie zbadał życie i dzieła swojej&nbsp; świątobliwej penitentki oraz spisał wszystkie cuda zdziałane za jej przyczyną. W liście do Konrada podzielił się m.in. radością:&nbsp; <strong>[…]chwalebny Artysta, […] swą Służebnicę Elżbietę, sławnej pamięci naszą ukochaną c&oacute;rkę w Chrystusie, księżną Turyngii, według prawa natury kruchą i słabą kobietę, lecz przez dar swej łaski, w służbie Jego świętego Imienia silną i nieśmiertelną, wyrwał z nędzy tego świata i przeni&oacute;sł w ch&oacute;ry wyższych duch&oacute;w, objawiając chwałę udzielonej jej szczęśliwości przez wspaniałe znaki. </strong><br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Konrad z Marburga, z ogromnym zaangażowaniem spełnił polecenie Ojca św. W niecały rok po śmierci Elżbiety zebrał wszystkie zaprzysiężone świadectwa.&nbsp; Tutaj źr&oacute;dłowe podstawy do kanonizacji stanowiły przede wszystkim wypowiedzi dziewcząt usługujących księżnej oraz protok&oacute;ł o cudach dziejących się przy grobie Elżbiety.&nbsp; Do tych zeznań dołączył kr&oacute;tkie Summa vitae, opracowane na podstawie własnych wspomnień. Wysyłając, pisał do papieża: <strong>Otrzymaliśmy list Waszej Świątobliwości, zobowiązujący nas dla chwały Bożej do złożenia świadectwa o wszystkim, co możemy potwierdzić o życiu, usposobieniu i cudach zdziałanych przez przyczynę landgrafini Elżbiety. Ten apostolski nakaz wypełniliśmy posłusznie, przesłuchując wiarygodnych świadk&oacute;w. […]Ich słowa spisaliśmy, aby Wasza Świątobliwość m&oacute;gł własnymi oczyma je przeczytać i na ich podstawie wydać osąd. </strong><br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Niestety, ks. Konrad nie doczekał się za życia jej kanonizacji. Zginął, zamordowany 30 lipca 1233, gdy wracał z Moguncji do Marburga.&nbsp; Z tej też przyczyny proces kanonizacyjny odwlekł się o dwa lata. Odbył się wiosną 1235 roku w Perugii, gdzie przebywał papież. Ojciec św. przyjął delegację z Turyngii, kt&oacute;ra przywiozła wszystkie dokumenty dotyczące heroiczności cn&oacute;t Elżbiety. Wobec dworu papieskiego jeszcze raz przeglądnięto spisane fakty i jednogłośnie opowiedziano się za kanonizacją Elżbiety. Sama uroczystość odbyła się w Perugii 26 maja 1235, zaledwie cztery lata po śmierci księżnej. <br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; 1 czerwca 1235 roku papież Grzegorz IX wydał Bullę, kt&oacute;ra wysławiała życie Elżbiety, jej cnoty, jak i zdziałane za jej przyczyną cuda. W Bulli podał do wiadomości: <strong>&bdquo;Zalecamy całemu Kościołowi i wszystkim wiernym, aby obchodzili jej święto w dniu 19 listopada, będącym dniem jej zejścia z tego świata, dniem tryumfu, w kt&oacute;rym skruszywszy więzy śmierci, przeszła do błogosławionego portu, do zdroju szczęścia i wiecznej radości; abyśmy modląc się tego dnia do niej, mogli za jej przyczyną otrzymać choćby promyk łaski. […] Nadto, mocą udzielonej nam władzy, aby wszystkim wiernym dać uczestnictwo w skarbach i rozkoszach Niebieskiego Dworu, na chwałę Boga Najwyższego, Syna Jego Jednorodzonego i dla uczczenia grobu Jego wiernej oblubienicy, pełni ufności w miłosierdzie Wszechmogącego, władzą błogosławionych Apostoł&oacute;w Piotra i Pawła oraz naszą, udzielamy miłościwie odpustu roku i czterdziestu dni tym wszystkim, kt&oacute;rzy ze skruchą spowiadać się będą w oktawie jej święta, nawiedzą gr&oacute;b św. Elżbiety i pobożnie się przy nim pomodlą. </strong><br />
<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pod jej wezwaniem stawiano liczne kościoły, kaplice, ołtarze. Poświęcano jej r&oacute;wnież szpitale. Dokument papieża Marcina V z 9 maja 1285 roku wspomina taki szpital przy kościele w Kaschau. <br />
Około roku 1236 Cesariusz z von Heisterbach dał do rąk czcicieli Świętej Opiekunki ubogich i chorych jej żywot &bdquo;Vita sanctae Elisabeth&rdquo; oraz następne jego opracowanie &bdquo;Sermo de Translatione Beate Elisabeth&rdquo; w oparciu o rzetelnych świadk&oacute;w. <br />
Oficjum brewiarzowe ku jej czci obowiązuje już od 1290 roku. W średniowieczu co roku jej święto obchodzono uroczyście w całym Kościele. Od 1279 roku franciszkanie w Litanii do Wszystkich Świętych wymieniali jej imię. Papież Grzegorz IX ułożył ku jej czci formularz mszalny, a jego następcy, Innocenty IV i Sykstus IV rozszerzyli odpusty za nawiedzenie w jej święto świątyni franciszkańskiej. <br />
<br />
<br />
</span></span></div>
<div style="text-align: center;"><strong>CUDA&nbsp; -&nbsp; GŁOS&nbsp; BOŻY</strong></div>
<div><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"> <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <img width="198" vspace="15" hspace="25" height="297" align="left" src="http://www.files.siostry.bernardyni.com/fck/Zdj%C4%99cia%20klasztor%20052%20(Kopiowanie).jpg" alt="" />O wielu dziejących się cudach u grobu Świętej dowiadujemy się z protokołu: Libellus de dictis quattuor ancillarum i Epistola examinatorum miraculum.&nbsp; Wyglądało na to, że prawdziwa jej działalność zaczęła się po śmierci.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Do jednego z pierwszych cud&oacute;w można zaliczyć uzdrowienie z depresji cysterskiego zakonnika, kt&oacute;ry w dwa dni po jej pogrzebie modlił się u grobu. Prosząc ją gorąco o pomoc, poczuł się nagle uwolniony od choroby. Innym cudem było duchowe uzdrowienie wysoko postawionego prałata z niewoli zmysł&oacute;w. Uzdrowienia natury wewnętrznej szły w parze z cudami zewnętrznymi. Cały tłum biednych nieszczęśnik&oacute;w zbiegał się u jej grobu, by potem dzięki jej wstawiennictwu w niebie wracać zdrowym na ciele i duszy.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W dokumentach marburskich został zanotowany m.in. taki cud, kt&oacute;ry został zaprzysiężony przed komisją: mieszkaniec tego miasta, czterdziestoletni Henryk stracił zupełnie wzrok. W niespełna piętnaście dni, będąc przy grobie świętej księżnej, zapalając świecę złożył jej obietnicę, że jeśli wyprosi mu odzyskanie wzroku, będzie wspomagał założony przez nią szpital. Zaraz też odzyskał wzrok.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jeszcze innym cudem, też zaprzysiężonym było uzdrowienie chłopca niewidomego od urodzenia. Stało się to podczas kazania ks. Konrada, w Wielki Czwartek 1232 roku. Kiedy matka chłopca przecierała mu oczy ziemią z grobu Świętej, sk&oacute;ra pokrywająca oczodoły pękła i spod niej ukazały się małe oczka, jeszcze mętne. Aby sprawdzić, pokazano mu pieniążek, kt&oacute;ry następnie wrzucono do garnka. Mały bez trudu wyciągnął go. Z czasem jego oczy nabrały normalnego wyglądu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Komisja, kt&oacute;rą papież Grzegorz IX powołał dla zbadania życia Elżbiety i cud&oacute;w, jakie miały się dziać na jej grobie, stwierdziła około 60 niezwykłych wypadk&oacute;w.<br />
<br />
<br />
</span></span></div>
<div style="text-align: center;"><strong>PRZESŁANIE&nbsp; DUSZPASTERSKIE</strong></div>
<div><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Verdana;"> <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ojciec św. Grzegorz IX&nbsp; w Bulli wydanej dnia 1 czerwca 1235 roku z okazji kanonizacji św. Elżbiety, napisał: <strong>Błogosławionej pamięci Elżbieta, kr&oacute;lewna węgierska i księżna Turyngii, rozważała i zrozumiała tę cudowną ekonomię naszego zbawienia. Postanowiła mężnie podążać śladami Zbawiciela i ze wszystkich sił starać się o nabycie cn&oacute;t. Stała się godną łaski i światła Bożego, kt&oacute;rym jasno i obficie została oświecona. Od zarania swego życia aż po jego zmrok nie ustawała w podejmowaniu akt&oacute;w miłości Boga i bliźniego. Ta miłość tak bardzo w jej sercu płonęła i takim rozgorzała płomieniem, iż je całkowicie pochłonęła. […]&nbsp; Oświecona i rozjaśniona tą miłością, Elżbieta okazała się prawdziwą c&oacute;rką Ewangelii, widząc w osobie bliźnich &ndash; Jezusa, kt&oacute;rego jedynie i nade wszystko miłowała. R&oacute;wnież do bliźnich wielką płonęła miłością i miłosierdziem, iż za rozkosz uważała otaczanie się biednymi, rozmowę z nimi i przestawanie. Największą zaś litość okazywała chorym, opuszczonym i dotkniętym tak wstrętnymi dolegliwościami, że wszyscy od niej stronili. Wspierała ich hojnie i sowicie, sama ubożejąc, gdyż oddała im cały sw&oacute;j majątek, wszystkie dobra. […] <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Elżbieta nie tylko dawała ubogim hojne jałmużny, nie tylko ogołociła dla zaopatrzenia ich potrzeb swe spichlerze, kufry i worki, ale i sobie od ust odejmowała; praktykowała ustawicznie posty i umartwienia, odmawiała sobie wszelkich wyg&oacute;d, cierpiała gł&oacute;d i niedostatek rzeczy najkonieczniejszych. Cnoty te tym większą miały zasługę, że były pełnione z czystej pobudki miłości i pobożności, pośr&oacute;d wielu przeciwności i prześladowań. […]<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; O Niewiasto błogosławiona! O Pani godna podziwu! O słodka Elżbieto! Jak słusznie nosisz to piękne imię oznaczające &bdquo;Boże nasycenie&rdquo;! Ty bowiem prawdziwie nasyciłaś swoim miłosierdziem głodne wnętrze Boga w ubogich, tych żywych członkach najukochańszego Syna. […] O błogosławiona i szlachetna Wdowo, płodniejsza w cnoty bardziej podczas świątobliwego wdowieństwa, niż gdy żyłaś w stanie małżeńskim. […] Nie pomnąc na swą książęcą godność zniżyła się (Elżbieta) do wykonywania najniższych prac służebnych. […] Postępując w czystości, prostocie i niewinności, wzrastała ustawicznie w łasce, wydając jej owoce poprzez zbożne i miłosierne uczynki. </strong><br />
<br />
<br />
<br />
<strong>BIBLIOGRAFIA</strong><br />
<br />
Graf von Montalambert, Żywot św. Elżbiety, Krak&oacute;w 1881;<br />
A.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Szottowa, Św. Elżbieta Węgierska, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań, 1935;<br />
Wincenty Urban, Na tropach świętej Elżbiety, Wrocław, 1978;<br />
Św. Elżbieta Węgierska, w : Encyklopedia katolicka, t. 4, Lublin 1985, s. 914;<br />
J. Immakulata Adamska OCD, Miłosierdzie, ub&oacute;stwo, radość, wyd. Total Druk, Poznań 2002.<br />
<br />
</span></span></div>